wtorek, 12 kwietnia 2016

OGRÓD BEZ RÓŻ

Nie mam ani jednej róży w ogrodzie!
Ani jednej. Wydaje mi się, że to niezbyt często spotykana sytuacja.


Amber Cover

Róża, nazywana królową kwiatów, budzi zachwyt wszystkich ogrodników, którzy są zdolni do najwyższych poświęceń, żeby cieszyć się jej kwiatami we własnym ogrodzie.

Dlaczego więc u mnie nie ma żadnej?
Wiecie, że jedną z moich rabat nazywam Różanką? Bo tam miała być różanka, a nawet były jej początki, teraz została tylko nazwa...

Kiedy zaczęłam się interesować ogrodem, chyba w sposób naturalny pojawił się pomysł, żeby posadzić róże. Wtedy moja wiedza na temat ogrodnictwa, nie mówiąc już o specjalnej pielęgnacji róż, była na kiepskim poziomie. Naturalnie, szukałam jakichś informacji i wydawało mi się, że robię wszystko, jak należy.
Ale np. jedynym kryterium wyboru róż był ich kolor. Miały być morelowe, pomarańczowe i czerwone (wtedy byłam na tym etapie kolorystycznym). Wielokwiatowe i pnące. Potem przeczytałam, że okrywowe są odporne, więc kupiłam takie. Tak więc stopniowo w trzech miejscach w ogrodzie pojawiły się róże.
Wybrałam dla nich miejsca najbardziej słoneczne na istniejących wtedy rabatach.

Najpierw posadziłam je blisko tarasu (to właśnie ta Różanka) – czerwone i morelowe. Dziś już nie pamiętam, co to były za odmiany.

NN
NN
Różanka kiedyś...

Na Długiej Rabacie posadziłam dużą grupę róż okrywowych Amber Cover.

Amber Cover

Amber Cover - ta odmiana rzeczywiście chyba najlepiej sobie radziła

A na froncie domu, na płd.-zach. ścianie, w najgorętszym miejscu w ogrodzie, pojawiła się róża pnąca.

NN

Najpierw zniknęły róże z Różanki, na ironię.
Kiepsko z nimi się działo, uznałam, że mają za mało słońca i przesadziłam je na Długą Rabatę (jeszcze próbowałam).


Potem ich wygląd zaczął mnie tak denerwować, że postanowiłam oddać je wszystkie w dobre ręce.(dodam, że w innym ogrodzie do tej pory nieźle sobie radzą!)
Ostatnia zniknęła pnąca róża z frontowego ogródka.

NN

Bo w pewnym momencie stwierdziłam – nic na siłę.
Nie chcę mieć roślin, które walczą o przeżycie, potrzebują ciągłych oprysków chemicznych, a i tak przez większą część czasu mają plamy lub łyse gałązki... Roślina może zachorować, ale nie chorować permanentnie.

Stan moich róż uznałam za sygnał, że to nie są właściwe rośliny na właściwym miejscu.
Wolę mieć inne kwiaty, za to zdrowe. Tyle jest przecież ładnych roślin, bardziej pasujących do warunków w moim ogrodzie. Ogrodnictwo w zgodzie z naturą jest łatwiejsze niż przeciwko niej.
Moja przygoda z różami trwała jakieś 5 lat.

Dlaczego tak się to wszystko skończyło?
Sosnowy las nie jest naturalnym środowiskiem dla róż.
Przypuszczam, że kupiłam odmiany, które mi się po prostu podobały, czasem bez nazwy, a szansę na uprawę zwiększyłby zakup sprawdzonych, licencjonowanych odmian.
Myślę też, że za mało dołożyłam starań przy ich posadzeniu i pielęgnacji. W beznadziejnych warunkach glebowych w moim ogrodzie (dosłownie: plażowy piasek) należało wykopać 2 razy większe doły, zdobyć glinę, więcej podlewać.
Może należało pogodzić się ze stosowaniem chemii w moich warunkach..? Choć wiem, że dobre róże w dobrych warunkach tego nie potrzebują, bo zdrowe, silne krzewy obronią się przed chorobami.

Skutkiem tych błędów i zaniechań były kłopoty. Róże zawsze w sezonie dostawały czarnej plamistości.
Zaczynało się pięknie, nie powiem, byłam zadowolona:

Amber Cover
NN miała białe smużki na aksamitnych płatkach

A potem, jeśli ciągle nie pryskałam chemią, liście brzydły, opadały i zostawały mi łyse gałązki z kwiatami. Zdjęć tak uroczo wyglądających róż nie mam, ale z pewnością wiecie, jak to wyglądało.
Z kolei róża pnąca z przodu domu co rok miała problemy ze skoczkiem i w rezultacie też  nie wyglądała, jak należy. Przypuszczam, że miała tam za gorąco, za mało przewiewu.

Więc zrezygnowałam.
I tak od 4 lat mam dziwaczny ogród bez róż...
A ten artykuł wpisuję do rozdziału pod tytułem: Moje ogrodowe porażki.

43 komentarze:

  1. Witam! Już od dłuższego czasu jestem czytelniczką Pani bloga, w zasadzie jest to jedyny blog ogrodniczy jaki czytam. Ale za to czytam wiernie - z niecierpliwością czekam na każdy kolejny wpis. Bardzo lubię uporządkowany, niemal analityczny styl w jakim Pani pisze, jednocześnie jednak nie pozbawiony emocji, delikatnosci i dużej szczerości oraz bezpośredniości w opowiadaniu o swoich ogrodniczych doświadczeniach. Choć do tej pory wystarczał mi bierny odbiór tego co Pani pisze to dziś zdecydowałam że muszę zapytać - gdzie Pani kupuje takie ładne elementy metalowe. Ta ozdobna podpora pod różę pnącą, wcześniej widziałam w podobnym zdaje się stylu podporę pod hortesję pnącą - czy może Pani polecić jakiegoś producenta/dostawcę? Ja ponad rok temu kupiłam stary dom, o przynależnym do niego ogrodzie myśląc jedynie jak o "dużej działce". Ale do czasu...do czasu jak ogród mnie nie oczarował i nie pochłonął, co zresztą Bogiem a prawdą nie zajęlo mu zbyt dużo czasu :) Mam tu sporo róż (niestety, cały tamten sezon czarna plamistość ich nie opuszczała, liczyłam że to tylko taki wyjątkowy stan po tym, jak ogród był przez kilka lat zaniedbany, ale z tego co Pani pisze może to być taki urok posiadania róż niestety). W każdym razie, szukałam dla tych moich róż podpór w tamtym sezonie ale nigdzie nic choć w połowie tak ładnego jak widzę na Pani zdjęciach nie znalazłam, i stąd moje pytanie. Pozdrawiam. Katarzyna P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i dziękuję za pozytywną opinię i życzliwe słowa o moim blogowaniu. Cieszę się, że mam taką wierną czytelniczkę!
      Jeśli chodzi o metalowe ozdoby w moim ogrodzie, to zaprojektowałam je sama (więc tym bardziej mi miło, że się podobają). Z odręcznym rysunkiem i wymiarami poszłam do najbliższego ślusarza, który je wykonał. Nie były to jakieś wielkie kwoty. Tym bardziej, że część giętych elementów można kupić gotowych (te "esy", mam gdzieś adres)), co przy projekcie brałam pod uwagę. Nie ze wszystkiego byłam zadowolona, np. barierki mostka mają trochę złe proporcje, ale tu zawinił mój brak doświadczenia. Znalazłam w Warszawie jeden sklep (mają też sprzedaż internetową) z ładnymi, kutymi ozdobami, ale są dość drogie. Z kolei w sklepach ogrodniczych pręty w podobnych wyrobach są za cienkie. Zamawiając samemu można wybrać właściwa grubość, więc warto spróbować.
      Z różami nie mam za dużego doświadczenia, ale wiem że nie zawsze róże chorują, proszę więc się nie zniechęcać, zależy to od wielu czynników.
      Życzę radości i satysfakcji z ogrodu!

      Usuń
  2. Nie jesteś jedyna. U mnie w ogrodzie też nie ma róż. Po kilku latach walki z chorobami, też podjęłam decyzję, że nie pryskam chemią. I wówczas zaczęły z mojego ogrodu znikać nie tylko róże... Ale coś za coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w klubie! Ciekawa jestem, czy masz warunki podobne do mnie. Mam wrażenie, że podstawą jest dobra ziemia. A jakie gatunki oprócz róż zniknęły także z Twojego ogrodu?

      Usuń
    2. Ciekawe - te rośliny mają zupełnie inne potrzeby...

      Usuń
    3. A ja nie mogę wprowadzić Rh ani azalii do ogrodu, ciągle giną. Nie wiem dlaczego im jest źle. Daję wodę, kwaśną ziemię, mają cień, a azalie nawet słońce, bo czytałam, że wolą. Nic to nie daje, robią się brązowe, suche i koniec. Opryski też robiłam na zarazy. Na razie odpuszczę dopóki chyba na stałe się nie wyprowadzę na wieś. Wtedy spróbuję jeszcze raz. Może to nieregularne podlewanie?. pozdrawiam,DTJ1

      Usuń
    4. Masz rację, może tu chodzić o wilgotność gleby. Bez tego chorują i marnieją. U siebie tez to zaobserwowałam.

      Usuń
  3. Dołączam. Też nie mam róż, też próbowałam. Co kupię, bo jeszcze próbuję na zasadzie potwierdzenia, że róże nie dla mnie, to padnie. Teraz też - jedna pnąca, jedna pienna i czekam co będzie. A mam glinę, którą podobno lubią. Nic na siłę, nie kochają mnie i koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie zaskoczyłaś... Zawsze myślałam, że w gliniastej ziemi nie będzie problemu. Tzn. wiem, że ona musi być dość przepuszczalna, w gliniastej skorupie nie dadzą rady. Ale pewnie dodawałaś swojej "lekkości". Masz jakąś teorię na temat swoich różanych porażek?
      A z jaką pnącą próbujesz? Szczerze mówiąc, pnąca mi się marzy...

      Usuń
    2. Tamaryszku, mam od początku posiadania ogrodu pnącą Flammentanz i jest bezkonkurencyjna. Odporna na mróz i choroby. W ciągu tych 20-tu lat raz wymarzła do granicy śniegu, ale odbiła i tego samego roku późno lecz kwitła. Trochę obsiadają ją mszyce ale i tak jest oblepiona kwiatami. To duża róża do 5-6 m. Sympatia jest zbyt delikatna i co roku wymarza do granicy śniegu - więc nie polecam jej. Pozdrawiam A.

      Usuń
    3. Czytałam, że Flammentanz to doskonała róża. Dlatego sprawdzałam, jak wygląda - niestety, to nie "mój" kolor. Ale wygląda bardzo efektownie.
      Pozdrawiam miłośniczkę róż!

      Usuń
  4. Do mnie właśnie wczoraj dotarła paczuszka z różami parkowymi, więc dzisiaj czeka mnie troszkę pracy.
    Kocham róże. Jest z nimi tylko jeden problem. Trzeba o nie bardzo dbać. Ciągle łapią jakieś paskudztwa i choróbska.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale taka praca jest szczególnie przyjemna, prawda?
      Być może, że ja za mało dbałam o swoje róże, albo nie mam tyle cierpliwości, co Ty.
      Życzę Twoim różom zdrowia!

      Usuń
  5. A tzw. dzikich róż nie próbowałaś. Na popularyzacje załuguje róża czerwonawa. Widzę krzew rosnący w złych warynkach skarpa, większość dnia w cieniu. A wygląda dobrze. To bardzo ciekawa róża ozdobna także z kwaitów (opisywałam ją na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liści oczywiście a nie kwiatów.

      Usuń
    2. Nie próbowałam. Wiesz, kiedy kupowałam róże, myślałam tylko o takich "prawdziwych". Zresztą nie miałam nawet rozeznania, jak różne mogą być. Zaraz idę do Ciebie poczytać o tej czerwonawej.

      Usuń
  6. Oj chyba wszyscy ogrodnicy to znają: ogrodowe porażki to nasz chleb powszedni...przynajmniej mój ;)....za to ogród odwdzięcza się z nawiązką innymi roślinami, emocjami, kolorami, zapachami :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, łatwiej znosi się porażki, bo tyle jest jednocześnie radości i wiele rzeczy się udaje.

      Usuń
  7. Ja z góry postanowiłam nie mieć róż, gdyż w poprzednim ogrodzie stale musiałam o nie dbać.To był niewielki ogród, więc pryskanie nie było strasznym problemem. Jednak przy tak rozległym ogrodzie, jaki obecnie posiadam, mam dużo innych ważnych prac. Tak więc przez 17 lat nie miałam róż, do czasu...Gdy koleżanka internetowa przysłała mipnące, pachnące róże. Zakochałam się w nich i poszalałam dokupując następne. Wszystkie są pnące, puszczone na iglaki. Dokupione posadziłam przy trejażu. Ciekawa jestem jak długo będzie trwała moja miłość do nich:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie to róże pnące tak Cię oczarowały i zmieniły Twoje nastawienie, Pawanno? Jestem bardzo ciekawa, jakie sprawdzają się na iglakach? Długo już masz je w ogrodzie? Podziel się, proszę, doświadczeniami.

      Usuń
    2. Witaj. Nie wiem jakie to odmiany roż, gdyż dostałam je od koleżanki, a i ona nie pamiętała nazwy. U niej w ogrodzie pną się po pergoli. Te róże kwitną całe lato, są koloru różowego i cudnie pachną. Posadziłam je tak od niechcenia, gdyż wcale ich nie chciałam, ale skoro to prezent to nie mogłam wyrzucić:) Rosną cztery lata i obficie kwitną z tym, że obrywam cały czas przekwitłe kwiaty. W środku lata ich kwitnienie jest mniej obfite. Co najważniejsze, wcale ich nie pryskam i to jest TO! Jedną posadziłam przy owalnej tui i przywiązałam do jej gałązek długie pędy (to chyba climbery) róż. W następnym roku , ku mojemu zdziwieniu, róża weszła w tujkę i wyszła z drugiej strony końcami, a na tych końcach kwiaty:) Wygląda to przeuroczo. Jakby tujka kwitła:) Tych kwiatów nie zrywam bo sa strasznie wysoko. Podobnie było w ogrodzie u mojego syna w Anglii, z tym, że róża (climber) oplatała drzewo prusznika. Cud natury!
      Te róże co teraz (2015r) kupiłam, to Sympathy, będą na pergolce przy wejściu do warzywnika, przy furtce:) Mam nadzieję, że za kilka lat będzie romantyczne wejście do warzywnika:)
      Mam jeszcze siedzisko pod pergolą, na nie puściłam białą "Iceberg" i różową "Bantry Bay". Ale jeszcze nie wiem jak się sprawdzą, trzeba poczekać ze cztery lata na rozrośnięcie i kwitnienie:)
      To tyle o moich różach. Prawie powstał cały post, tylko bez zdjęć!Ach! Jeszcze mam fioletową parkową,"Rhapsody in Blue". Ale też młodziutka, chociaż już kwitła. Ma fioletowo - granatowe kwiaty, rośnie w półcieniu. Tę posadziłam przy drewnianej wieżyczce, konstrukcji mojego M:)
      Pozdrawiam wiosennie i ruszam do ogrodowych prac:)

      Usuń
    3. Często słyszę, że takie stare, sprawdzone róże są najzdrowsze i najpiękniejsze. Ciekawe, jak Ci się sprawdzą te nowe. Może to początek różanej pasji...
      Ja jutro się biorę za przesadzanie bylin.

      Usuń
  8. Ja też nie chciałam róż. Bo kłują. Zaczepiają.Targają ubranie. Śmiecą.
    Ale los zarządził zmianę. Odziedziczyłam po moim Tacie,który odszedł w zimie kilkadziesiąt sztuk. I nie mam wyjścia. Tydzień temu je przycięłam. Teraz podsypię nawozu i czekam...
    Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie róże są wyjątkowe. Na pewno wypieszczone, wypielęgnowane, sprawdzone... Będą cieszyć swą urodą i przypominać Tatę. Na pewno rozbroją Twoje serce.

      Usuń
  9. A ja dołączyłam niedawno, z pewną taką nieśmiałością, bo tu taka ogrodnicza francja-elegancja... ;)
    No ale toć nie wstyd, że bez róż, bo czuję jakiś (zwalczony już co prawda autowyrzut) - te gatunki teraz siakieś takie wydelikacone i chorowite, że chyba by im trzeba grunt zaprawić kruszcami jakimi a i tak by nie doceniły, eh.
    U mnie sztuk marnych kilka oraz tyleż podartych swetrów. Bilans ujemny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Francja czy nie francja, ogrodnicy zawsze się dogadają. Cieszę się, że jesteś!
      Czyli też masz kiepskie doświadczenia... Ja się nie znam, ale podobno można kupić nowoczesne róże z certyfikatami, sprawdzone zdrowe i odporne. Ja takich nie wybierałam, może to jedna z przyczyn mojej porażki.

      Usuń
    2. Róże odporne na mróz i choroby to przede wszystkim róże stare parkowe, historyczne i na pewno 'kanadyjki" z certyfikatem ADR. Ogromną wiedzą zyskasz m. in. od właścicielki bloga na stronie http://www.roses.webhost.pl oraz u Pani M. Kralka - pisz na maila m.kralka@wp.pl. Pozdrawiam i życzę powodzenia A.

      Usuń
    3. Ostatnio przyglądałam się kanadyjkom. Dziękuję za link i kontakt "różany", będę zgłębiać temat i może pojawi się róża i u mnie. Marzy mi się pnąca, pojedyncza...Dziękuję za rady!

      Usuń
  10. Izo trochę mnie zaskoczyłaś tymi różami a raczej brakiem.
    Ja jestem zakochana w różach jednak rozumie ,że się pożegnałaś z różami.
    Na piaskach trudno o piękne róże. One potrzebują z pewnością gliny i do tego sporo picia. No o opiece wszelkiej nie wspomnę ale to tak z wszystkim.
    Na piaskach sądzę że udadzą się wszelkie rugosy - ja mam taką przywleczoną z plaży z Danii gdzie porastają wydmy zresztą u nas na wydmach widziałam że też są sadzone właśnie rugosy.
    Róże odporne na choroby to będą róże niemieckie Tantau - jeśli jakąś Cię interesuje zobacz ich ofertę.
    Róże okrywowe też wydają się raczej bardziej odporne.
    Ja w tym sezonie już mam róże oporządzone i na jakiś miesiąc spokój.Rosną:D.
    Ciekawa jestem co zdecydujesz.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, żebym wiedziała to wcześniej... Na pewno rugosy bym posadziła. Ale teraz za późno - z tego co wiem, to duże krzewy, a u mnie miejsc słonecznych mało, wszystko zajęte na razie.
      Okrywowe niby sprawdziłam, Amber Cover była taka, ale pewnie nie dość o nią zadbałam.
      Sprawdzę te róże Tantau, szczególnie pod kątem pnących, taką bym zmieściła. Dzięki za rady!

      Usuń
  11. nie podpisałam się pod postem - mira

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nigdy nie byłam fanką róż, zdecydowanie najbardziej lubię rośliny grubolistne i zielone. Jednak wcale nie wykluczam, że kiedyś się na nie nie zdecyduję, to zawsze kolejne wyzwanie, z którego można mieć satysfakcję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wyzwań nie lubię, ale lubię romantyczny i tajemniczy nastrój w ogrodzie, więc podobają mi się róże pnące, a raczej efekt, jaki one dają. Więc pewnie podejmę jeszcze jedną próbę z takimi, choć nie jestem pewna, czy to rozsądne...
      A zielone rośliny, ozdobne z liści i wcale nie pstrokate, też bardzo lubię!

      Usuń
  13. Tamaryszku kochany, co do róż mam odczucia ambiwalentne...Z jednej strony kocham, podziwiam, z drugiej - irytują mnie ich choroby, kolce, wymagania. Na początku miałam w ogrodzie sporo róż, niektóre nawet nieźle sobie radziły (głównie okrywowe The Fairy), ale stopniowo coraz bardziej mnie rozczarowywały i eliminowałam je, że tak to brzydko określę. Ale ostatnio, głównie pod wpływem przepięknych różanych ogrodów na Forum Oaza, znowu zamarzyły mi się róże...I znowu kupiłam kilka nowych, zadbałam bardziej o stare, zainstalowałam porządną pergolę dla Rosarium Uetersen. Spróbuję raz jeszcze, może się uda? To mówi serce, bo rozum odpowiada, że dla róż w moim ogrodzie jest trochę za mało słońca i zbyt kwaśna ziemia. No cóż, dylematy ogrodnika...Dala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam przecież Twoje piękne róże w pobliżu domku ogrodnika, Dalu..!
      Mam takie same wątpliwości, jak Ty. I obawy o brak słońca. I pokusy, zresztą, też. Mnie z kolei marzą się róże pnące.
      Mam nadzieję, że nie czeka nas kolejna porażka...
      Trzymam kciuki za powodzenie Twoich działań!

      Usuń
  14. ..... u mnie z różami kiepsko chociaż próbuje. Rośnie szczególnie ta, którą o ironio chciałam wyrzucić. Mało wyrzuciłam a ona nadal rosła z gołym korzeniem. Cóż wsadziłam i rośnie. W ubiegłym roku dostałam od mojej mamy..... póki co pięknie wypuszcza zapowiada się dobrze.Skusiłam się na 3 szt w tym roku, zobaczymy co będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli chciałaś usunąć terminatora, a takie róże to z pewnością skarby. Róże kuszą - swym widokiem, ale i kiedy słucha się zachwytów ich wielbicieli, człowiek się łamie. Mam wrażenie, że ogrodnicy często zapominają o rozsądku, przynajmniej tak jest u mnie.

      Usuń
  15. Starałam się jak najlepiej nawozić róże w tym roku na wiosnę - może dzięki temu jakoś przetrwają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, żeby nie tylko przetrwały, ale były bujne i zdrowe!
      Napisz za jakiś czas, jak się sprawują.

      Usuń
  16. Ja też nie miałam...do czasu,gdy mnie coś naszło,to do dziś nie mogę przestać kupować.Kolory fuksjowe i bordowe to moja pasja.Ale mam też kilka bladzioszków Gdy zakwitnie Gypsy Boy to chodz bierz człowieku łóżko i przeprowadzaj się nocować pod niego.A jest ogromnym krzaczorem,nie boi się ni mrozu ani suszy.Chorób też nie a nawet pomimo swoich rozmiarów podpór też nie potrzebuje.No i jest w naturalnym nieco dzikim stylu.
    Mój ogród też pod lasem i też na plażowym piachu,wszystkie nawozy szybciutko zostają wymyte i rośliny na pewno po nocach nawalają na mnie.że są głodne.Myślałam o kupnie humusu do podlewania aby te składniki zatrzymać.
    Czy Ty Tamaryszku masz jakieś doświadczenia na ten temat?
    Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się tak czasem "przestawi w głowie", tak było np. z miłością do ogrodnictwa. Z opisu Twój Gypsy Boy to ideał!
      Mamy ten sam problem z ziemią w ogrodzie. Zakładając teraz nową rabatę, po prostu (?) wymieniłam ziemię. Ale zwykle w funkcjonującym ogrodzie to niemożliwe albo bardzo trudne. Poprawia się fragmenty albo stopniowo i systematycznie całość.
      Jak wiesz, nie wystarczy nawożenie, trzeba poprawić strukturę, chłonność, zdolność zatrzymywania wody. Według mnie dodawanie materii organicznej da ten efekt i wprowadzi organizmy do gleby. Nie wiem, co masz na myśli pisząc o humusie. Ja daję obornik przekompostowany (zamawiam kilkadziesiąt worków co rok), kładę kompost własny, nawożę obornikiem granulowanym bydlęcym, podlewam Rosahumusem 2 razy w roku. Powoli coś sie poprawia, ale na to trzeba lata.

      Usuń
    2. Nawóz z dżdżownic kalifornijskich jest drogi, nie nadaje sie na duże powierzchnie, daje go tylko pod pomidory.

      Usuń