niedziela, 25 września 2016

REFLEKSJE PO ARTYKULE "BYĆ JAK MONTY DON?"

W relacji ze spotkania blogerów wspominałam o wystąpieniu Ewy, która zamieściła je na swoim blogu w rozszerzonej wersji.
Temat wydał mi się ciekawy i tezy autorki skłoniły mnie do napisania tego tekstu. Ilustracją niech będą brzydkie miejsca w moim ogrodzie.
Mam nadzieję, że poniższy post można uznać za ożywienie relacji międzyblogowych, co postuluje Ewa.

Jak każdy, mam swoje obserwacje dotyczące blogosfery ogrodniczej, ale są wyrywkowe. Dzięki analizie Ewy, mam pełniejszy obraz. Lubię w szerszym kontekście widzieć swoje działania. Nie po to by się podporządkować, upodobnić do ogółu. Mam nadzieję, że to pomoże znaleźć mi swoje miejsce, niszę, bardziej wyraziste oblicze bloga.

W tytule Ewa przywołała  niekwestionowany autorytet Monty’ego Dona, żeby skłonić nas, blogerów, do refleksji - po co piszemy i w jakiej formie chcemy zaistnieć w sferze publicznej?
Poszukiwanie konkurentów dla Monty’ego stało się pretekstem do analizy aktualnego stanu blogosfery ogrodniczej (o tym przeczytajcie u Ewy).
Naturalnie, zamiast Monty’ego Dona, można w poszukiwaniu odpowiedzi na postawione przez Ewę pytania, wstawić innego mistrza ogrodnictwa. W moim przypadku on sprawdził się doskonale, jeśli chodzi o wywołanie autorefleksji,  udało się Ewie osiągnąć cel.

Monty’ego uwielbiam.

I za treści i za formę.
Przede wszystkim za jego opowieści o ogrodach . Bo dla mnie zawsze ważniejszy jest ogród jako całość, nie rośliny .
Lubię jego relacje z własnego ogrodu w Longmeadow (który, nawiasem mówiąc, nie jest dla mnie najpiękniejszy…), ale przede wszystkim lubię jego pasjonujące opowieści o zwiedzanych przez niego ogrodach świata. Zawsze pokazuje prezentowany ogród jako element kultury danego kraju, danego momentu w historii, wskazuje na kontekst społeczny, co jest dla mnie szczególnie ciekawe. 
Jednocześnie robi to wszystko w interesujący sposób, z pasją, nie stroniąc od osobistych refleksji. To lubię!

Mimo swego niekwestionowanego autorytetu Monty z szacunkiem i wyrozumiałością odnosi się do poczynań innych ogrodników, nawet, jeśli według niego są niedoskonałe. Może to tylko styl programów, a może jego styl – jak by nie było, to z pewnością wzór do naśladowania i dla amatorów  i dla profesjonalistów, piszących o ogrodach. Przyznam, że czasem mi tego brakuje w blogowych tekstach.
Monty ma klasę.

Pewnie, że chciałabym być jak Monty!
Chciałabym mieć taką wiedzę, takie umiejętności i do tego świadomość, że wszystko to osiągnęłam sama.
I wykorzystywać to w swoim ogrodzie. I dzielić się tym z innymi ludźmi.
Chciałabym być pisarką i utrzymywać się z popularyzacji ogrodnictwa. Być autorytetem.
Jednak realnie oceniam swoje możliwości, wiem, że nie uda mi się tego osiągnąć.
Ale mogę zmierzać w tym kierunku.

tu dopiero kiedyś będzie ładnie, mam nadzieję
 


Brutalne pytanie – ile mam z Montego?
Jest mi bliski, bo podobnie, jak on, jestem samoukiem. Przynajmniej startowaliśmy tak samo!

Na tym etapie (według klasyfikacji Ewy) oceniam się jako: amator zaawansowany. Mam pewne doświadczenie i wiedzę, przy jednoczesnej świadomości ogromu nietkniętych obszarów.

I pojawia się pytanie - czy to upoważnia mnie do „zabiegów edukacyjnych”? Opisywania roślin, pisania o stylu..?
Odpowiedziałam twierdząco, bo piszę o swoich doświadczeniach, a nie jako autorytet. Myślę, że dobrze się czyta o doświadczeniach, sytuacji, podobnej do własnej. A moje rozmyślania są formą poszukiwań, a nie przedstawiania dogmatów .

Pasję mam nie mniejszą niż Monty! To może być moim atutem, bo niektórym profesjonalistom jej brakuje.
I ja wolę pisać o ogrodzie niż o poszczególnych roślinach, zawsze szukam dla nich kontekstu, ciekawi mnie rola, jaką mogą pełnić.

a tu nic do siebie nie pasuje - brzydko, więc zmiany w toku
 

Czy mam wyrażać osobiste opinie? W jakiej formie to robić?  Czy jako amator mam prawo krytykować?
Uważam, że istotą bloga jest osobisty charakter wypowiedzi.
Dlatego prezentuję swoje opinie, sympatie i antypatie, nawet w przypadku dzieł mistrzów sztuki ogrodowej.
Dałam sobie do tego prawo – ich dzieła są publiczne, a mój głos, to głos przeciętnego odbiorcy.

Ale co innego skrytykować Hidcote czy Pałac Kultury, a co innego ogród Marysi, która go kocha.
Jak Monty staram się zachować otwartość i szacunek dla dokonywanych przez innych ogrodników wyborów, nawet jeśli budzą moje wątpliwości. Myślę, że jest to szczególnie ważne, gdy opinia dotyczy zwykłych pasjonatów ogrodnictwa, którzy traktują swoje ogrody prawie jak dzieci, którzy mogą mieć niskie poczucie własnej wartości i dla których ogród bywa terapią. Którzy chcą dzielić się swoją radością z ogrodu.  Po co im brutalna prawda o poczynionych błędach czy złym guście? Człowiek jest ważniejszy niż zasady.
I żeby nie było wątpliwości – to JA jestem tym zwykłym pasjonatem ogrodnictwa. Wiem, że chociaż zawsze chętnie słucham rad i wręcz proszę o uwagi, nie byłabym w stanie niczego się nauczyć, przeczytawszy, że mój ukochany ogród jest typowym przykładem bezguścia, że mój styl to obciach i że lata świetlne upłyną zanim mój ogród zacznie wyglądać.

a tu ciężko i bez wdzięku, kilka roślin jest "na wylocie", zmiany w toku
 

Lubię krytykę, ale życzliwą, bez wywyższania się.
Co innego napisać: bardzo mi się to nie podoba, bo…a co innego: to jest beznadziejne, to bezguście.
W pierwszej wersji prezentuje się swój (może kontrowersyjny, może niesłuszny) pogląd, w drugiej zaś - niby ogólną, obiektywną opinię, nie pozostawiając wątpliwości, czy to jedyna, właściwa ocena.
Myślę, że uwagi w pierwszej formie łatwiej przyjąć osobie, która się stara, a jej nie wychodzi, ale szuka wzorów i pomocy. Mnie byłoby łatwiej.

U Monty’ego (i innych angielskich popularyzatorów ogrodnictwa) bardzo cenię to, że stale przekonują, że wszystko jest w moim zasięgu, że dam radę sama, że uda się nawet bez pieniędzy, nawet na małym skrawku ziemi i bez zatrudniania fachowców. Monty i jemu podobni, wychodzą na przeciw realiom przeciętnego ogrodnika, propagując dobre wzorce. To dla mnie ideał.

a tu totalny bałagan - jestem w trakcie całkowitej reorganizacji
 

Ewa poruszyła także kwestię komentarzy czytelników.
To oczywiste, że bardzo je lubię – są dowodem, że ktoś czyta, że zainteresował go tekst, można wymienić się poglądami, doświadczeniami, radami. Także poznać nowych ludzi. Takie interakcje są dla mnie ważne.

Podobno czasem wątpliwości budzą krytyczne uwagi czytelników i odmienne opinie. Czasem z tego powodu komentarze są usuwane…
Ja założyłam moderację komentarzy, bo dużo się nasłuchałam o hejcie w internecie. Zdarzyło mi się nie opublikować pseudo komentarza – reklamy. Nie puściłabym chamskiej czy wulgarnej wypowiedzi.
Ale nie wyobrażam sobie usunięcia czyjejś opinii, bo jest kompletnie niezgodna z moją.

Ewa zadała jeszcze jedno pytanie - jaki jest mój wyobrażony czytelnik?
Otóż nie podeszłam do bloga profesjonalnie, bo w ogóle o tym nie myślałam. Mówiąc brzydko, nie nastawiałam się na żaden target.
Piszę o istotnych i ciekawych dla mnie sprawach z nadzieją, że może ludziom się to przyda albo po prostu czytanie sprawi im przyjemność.
Nie mam nic przeciwko temu, żeby czytelnikiem był zielony ignorant (niedawno sama taka byłam). Uczyłam się biologii i hodowałam fasolki, ale te doświadczenia gdzieś mi umknęły.  Nie jest dla mnie problemem odpowiedzieć komuś na pytanie z podstawowego zakresu, np. co to jest bylina.
Przecież zamiast „podręcznika do szkoły średniej z zakresu architektury krajobrazu” przyjemniej jest poczytać o tych podstawach w barwnej formie na blogu.
Dla posiadacza ogrodu, zainteresowanego ogrodnictwem, też piszę. Sama jestem na tym etapie, więc liczę na znalezienie wspólnego języka.
A wybredny ogrodnik… – mam nadzieję, że coś u mnie znajdzie. Może relacje z ogrodów, których nie miał okazji zobaczyć, które go zainspirują, a może spędzi przyjemne minuty, uśmiechając się na wspomnienie siebie sprzed lat, czytając o moich perypetiach? A może dam mu szansę bycia pomocnym, bo mi coś doradzi?
Tak więc nie mam konkretnego adresata. A raczej liczę, że w każdej z wyłonionych przez Ewę grup może znaleźć się mój czytelnik. Może to błąd…

Ewa pisze o niedosycie pewnych wątków w blogosferze – chciałabym wpisać się w wypełnianie tej luki np. w kwestii pewnej filozofii ogrodu – np. propagowania rozwiązań ekologicznych, postrzegania ogrodu jako całości.
Podoba mi się też idea wspólnych kampanii blogerów, pro publico bono, w sprawie, którą uznajemy za ważną.
Jeszcze jedna sprawa została poruszona  – dbałości o ładną polszczyznę, prawidłowe nazewnictwo roślin. Zgadzam się, że osoba, która decyduje się upubliczniać swoje teksty powinna dbać o poprawność językową.

Mam natomiast inne zdanie niż Ewa w kwestii stylów ogrodowych – tak, lubię o nich pisać, czytać i się nad nimi zastanawiać.
Po pierwsze dlatego, że to część historii kultury.
Ale może być też punktem odniesienia dla nas, tworzących ogrody. Pokazuje zależności, możliwe efekty i może być źródłem inspiracji. Ja np. dużo czytałam o stylach, kiedy szukałam wizji swojego ogrodu.
Myślę, że dobrze jest znać style historyczne i współczesne, tak jak warto znać reguły, poruszać się w nich swobodnie, wybierać, a potem ewentualnie je łamać. Osobom mniej kreatywnym czy niepewnym siebie, jak ja, to daje poczucie bezpieczeństwa. 
Warto tylko pamiętać, że style mogą być inspiracją, a nie wzorem do odtworzenia, bo tego, jak napisała Ewa, zrobić się zwykle nie da.
A jeśli potem ktoś próbuje stworzyć u siebie namiastkę ogrodu śródziemnomorskiego, bo chce przywołać wspomnienia wakacji swego życia – dla mnie to ok. Monty też to aprobuje.
Sama bym tego nie zrobiła, bo ważna jest dla mnie np. harmonia z otoczeniem, ale każdy ma inne priorytety i to też jest ok.

I tak doszłam do jeszcze jednej kontrowersyjnej kwestii – czy o gustach się nie dyskutuje?
W zasadzie zgadzam się, że o gustach dyskutować warto, bo takie wymiany poglądów napędzają estetyczne zmiany, jak napisała Ewa. Jednak nie jest to łatwe, bo bardzo szybko można urazić się wzajemnie, a wtedy dyskusja schodzi na poziom emocji, a nie merytorycznych argumentów. Generalnie uważam, że nasze umiejętności rozmawiania nie są największe, więc często jednak warto unikać takich rozmów.

I to by było na tyle, bardzo dużo mi się uzbierało tych refleksji. Mam nadzieję, że jakieś komentarze się pojawią…

niedziela, 18 września 2016

WRZESIEŃ - NADCHODZI JESIEŃ

„Lato, lato, zostań dłużej..!” – to pewnie życzenie większości z nas. Ale zostanie jeszcze tylko 4 dni, bo z wrześniem nieuchronnie nadchodzi równonoc jesienna, która w tym roku przypada 22 IX (dokładnie o godz. 16:21).
A to początek astronomicznej jesieni.
Od tej pory, przez pół roku, słońce będzie słabiej oświetlało półkulę północną, więc nadchodzące dni będą coraz krótsze i chłodniejsze.
Ogród wchodzi w czas spoczynku…

rozplenica, hortensja Limelight i szałwia
hortensje i rozplenice to już zapowiedź jesieni

poniedziałek, 12 września 2016

KOLEJNE SPOTKANIE BLOGERÓW OGRODNICZYCH

Od dwóch lat ważną częścią wystawy Zieleń to Życie (Zieleń to Życie 2015) jest spotkanie ogrodowych blogerów. W tym roku czekałam na nie szczególnie niecierpliwie, ponieważ spodziewałam się zmiany formuły – nie tylko wykłady i prelekcje, ale także panele dyskusyjne.

miskant Memory
jeszcze raz zdobywca głównej nagrody - miskant Memory

poniedziałek, 5 września 2016

WYSTAWA ZIELEŃ TO ŻYCIE

Dużo jest w sieci relacji z wystawy, ale ponieważ to dla mnie zawsze ważny moment ogrodniczego sezonu, muszę podzielić się swoimi refleksjami. Nie będzie entuzjastycznej recenzji…

kompozycja bylinowa
jedna z kompozycji bylinowych

Refleksja pierwsza - brak konkursu na ogród.

piątek, 26 sierpnia 2016

OPOWIEŚĆ O KOLORACH

Niedawno pisałam o książce "Kolory w ogrodzie" Borchardta. Temat to dla mnie ważny i nie chodzi tu tylko o umieszczenie w ogrodzie ulubionych barw. W artykule „Poszukiwanie stylu” napisałam, że nie zależy mi na pięknych roślinach – zależy mi na pięknym ogrodzie.
A dobór barw, ich komponowanie i dobranie do miejsca, ma na ten efekt ogromny wpływ. Ponieważ miałam (i mam) z tym kłopoty, wracam do tej książki stale.

Ale dziś nie o książce, tylko o mojej własnej koncepcji kolorystycznej ogrodu i co z tego wynikło.

byliny nad strumieniem
kolory nad strumieniem

czwartek, 18 sierpnia 2016

STONE HOUSE COTTAGE GARDEN & NURSERY

Dziś dla mnie coś wyjątkowego – piękny ogród, będący odbiciem osobowości właścicieli i pełen niezwykłego uroku. 
Od pierwszej chwili dobrze się tu czułam. Wrażenie potęgował fakt, że nie było tłumów. Poza naszą, nieliczną grupą, było może kilka osób.

cegła w ogrodzie, pnącza
ceglana architektura i obfitość wyjątkowych roślin
 

środa, 10 sierpnia 2016

ŚRODEK LATA - LENIWY, ALE NIE DO KOŃCA...

Pełnia lata, wakacje...

odętki , floksy i hortensje
Wokół tak pięknie, ogród cieszy, można siedząc w cieniu, podziwiać jego uroki. Chociaż, jak dla mnie, naturalnie, jest zbyt gorąco.
Pracy niewiele. Mimo wszystko, przyjemnością jest urywanie przekwitniętych kwiatów, bo przecież dzięki temu będą dłużej kwitły.