niedziela, 15 stycznia 2017

ZŁOTO OGRODNIKA czyli KOMPOST W MOJEJ WERSJI

Wiem, każdy zna to hasło, ale dopóki nie każdy ogrodnik korzysta na co dzień z kompostu, warto je przypominać.
Ostatnio o kompoście czytałam w dość nietypowym miejscu - w listopadowym numerze "Wysokich obcasów" poświęciła mu artykuł Agnieszka Kręglicka, restauratorka.  Fajnie, że o kompoście myślą nie tylko ogrodnicy!
"Gdy wyrzucam ogryzek jabłka do śmietnika, powiększam górę śmieci na wysypisku. Gdy wyrzucam go do kompostu, produkuję cenny, użyźniający nawóz" pisze.  I mamy dwie pieczenie przy jednym ogniu!

Każde gospodarstwo domowe wytwarza masę organicznych odpadków. Po co marnować tyle dobra?
Gdy mamy kompost, żadne zapomniane, nadgniłe jabłko i żadne odpadki kuchenne czy ogrodowe nie są stracone - przekształcają się w pokarm dla gleby. A nasz udział w zaśmiecaniu planety jest nieco mniejszy.

A najważniejsze, co chcę napisać, to to, że mój kompostownik nie jest wzorcowy. I że mimo to spełnia swoją rolę!

kompostownik
śliczny, przesiany kompost własnej produkcji


W sieci czy w literaturze można znaleźć przepis na idealne wykonanie kompostu. Warto go znać, żeby rozumieć co, jak i dlaczego.

Znajdziemy tam informacje o zróżnicowanych składnikowo warstwach odpowiedniej głębokości, o właściwym mieszaniu składników suchych i mokrych, zielonych (azot) i brązowych (dostarczających węgla), o utrzymywaniu właściwej wilgotności i konieczności napowietrzania, o przesypywaniu ziemią i właściwych proporcjach.
Są informacje o optymalnych rozmiarach pryzmy i częstotliwości jej przerzucania .
Także o dżdżownicach kalifornijskich, które zdziałają nam cuda, o dodawaniu mączki bazaltowej, obornika , EM-ów, innych preparatów aktywizujących kompost.

Nie będę wchodzić w szczegóły. Nie tylko dlatego, że pisali już o tym inni.
I nie dlatego, że lekceważę te instrukcje, wręcz odwrotnie. Kompost przygotowywany według nich jest doskonały.  A dzięki nim,  gotowy nawóz mamy do wykorzystania w ogrodzie nawet po miesiącu czy trzech, czyli bardzo szybko.
Takie działanie jest najbardziej efektywnie i daje fantastyczne rezultaty.

Ale najważniejszą nauką jaką można z nich wyciągnąć, jest świadomość, że skład musi być zróżnicowany. I że niezbędne są tylko trzy rzeczy: resztki organiczne, woda i powietrze.
Rozumiejąc, jakie procesy toczą się w pryzmie kompostowej i maksymalnie ułatwiając cały proces, wypraktykowałam własne metody.

kompostownik
skrzynia ze świeżymi odpadkami



Do skrzyni kompostowej wrzucam wszystkie odpady ogrodowe i kuchenne. Skład mojego kompostu jest więc zróżnicowany.

Nie tylko obierki, łupiny cebuli czy ogryzki itp.
Także ugotowane resztki jedzenia, np. jakiś stary kompot, resztki zupy, klusek, także mięsa. Mimo, że jest to niewskazane.
No, bo ile ich jest?? Nie chce mi się babrać w resztkach z talerzy i wybierać kawałki żyłek. I tak masę tworzą surowe odpady. A jeśli przydarzy się jakiś większy kawałek mięsa, zjada go pies.

Unikam jedynie cytrusów, bo ich resztek może się uzbierać więcej, a nie są korzystne.

Z innych domowych produktów, dodaję mało kojarzące się z kompostem: skorupki jajek, zużyte chusteczki higieniczne, ręczniki papierowe, rolki po papierze toaletowym. I popiół z kominka. I suchy chleb, jeśli taki się zdarzy.

kompostownik
odpadki kuchenne w kompoście, widać nawet papierowe torebki



Również z ogrodu wykorzystuję wszystko, także chwasty, z kwiatami, nasionami, nie bawię się w żadną segregację.

Nie rozdrabniam też roślinnych odpadków. Niestety, nie mam ciągle rozdrabniarki, a "siekać" szpadlem nie mam siły, muszę ją oszczędzać na inne prace.

Czego nie wrzucam do kompostu?
Igieł sosnowych (mam ich mnóstwo), liści dębowych (przerabiam oddzielnie albo palę) i skoszonej trawy.
Ona w większej ilości ma skłonność do zbijania się i gnicia (brak tlenu). Podsuszona nadaje się do kompostownika. Ja tak nie robię, to zbyt kłopotliwe. Niewielkie ilości świeżej trawy wrzucam czasem do skrzyni, ale zwykle rozkładam ją jako ściółkę na rabatach.

Z rzeczy mniej oczywistych dodaję kawałki tektury i wytłoczki po jajkach (porcja węgla), trochę obornika, resztki gnojówek (te zresztą bardzo przyspieszają rozkład).

Myślałam o dżdżownicach kalifornijskich, ale mają pewne wymagania, a ja chcę sobie całe działanie maksymalnie ułatwić, więc zrezygnowałam.

U mnie do kompostu w sposób nieunikniony dostają się igły sosnowe. Więc większe znaczenie niż gdzie indziej ma popiół (odkwaszenie).
Wapno spowalnia rozkład i nie lubią go dżdżownice, więc myślę, że w normalnych warunkach nie jest to konieczne.

kompostownik
kompostownik się wypełnia, nie mieszany

Ile więc pracy kosztuje kompost?
Niewiele przy nim robię, raz w roku przerzucam. Tzn., sorry - robi to mój szanowny małżonek ("Hrabia w kompoście"). A robi to, gdy trzeba opróżnić pełną skrzynię (zwykle jesienią).

kompost
pełny kompostownik


kompost
przerzucanie do sąsiedniej skrzyni, tam będzie dojrzewał aż do końca



W wyjątkowych okazjach (za rzadko) podlewam pryzmy.
Tak więc, jak widzicie, nie wykonuję zalecanych zwykle zabiegów.
Mimo to kompost nigdy nie śmierdzi - jedyny lekko nieprzyjemny zapach dają resztki owoców w upał, ale to krótkotrwałe.

Wiem, można zrobić kompost w bardziej doskonały sposób. Moja wersja jest uproszczona, ale działa!
Z jedną istotną różnicą - kompost gotowy jest dopiero po roku.
Za to robi się dosłownie sam i bez żadnych starań. Nic nie robię, a górka czarnego złota rośnie, tyle że wolniej.

Więc jeśli wśród czytelników jest osoba obawiająca się kłopotów i pracy przy kompoście - bez obaw!

kompostownik
to już nie jest świeże



Co się dzieje w kompoście?
Odpady nie gniją (więc nie śmierdzą). W kompostowniku miliony stworzeń przerabiają organiczne odpadki na próchnicę. To bakterie tlenowe przerabiają materię, dlatego potrzebny jest dopływ powietrza. Dlatego procesowi dobrze robi przerzucanie. Dlatego dodajemy połamane gałązki. Dlatego w zbitej substancji czy szczelnie zamkniętej, proces jest przerywany, a zaczyna się gnicie, smrodek i maziaja.

Ja swoich skrzyń nie przykrywam, na zimę tylko kładę na wierzchu warstwę tektury czy słomę, żeby jak najdłużej utrzymać temperaturę potrzebną do procesu kompostowania.
W dużej pryzmie kompostowej panuje wysoka temperatura, nawet 60 stopni. W takiej giną patogeny i nasiona chwastów. Nawet jeśli moja pryzma jest chłodniejsza i one przeżyją, nie zauważyłam żadnych negatywnych tego skutków w ogrodzie.

kompostownik
powoli następuje przemiana...

Są różne rodzaje kompostu.
Można zrobić go tylko z liści. Ja zrobiłam taki w tym roku w plastikowych, dziurawych workach.
Taki kompost jest inny! Ma kwaśny odczyn i  jest ubogi w składniki odżywcze, więc nie można go stosować w roli nawozu. Za to jest dokonały do poprawy struktury gleby i jej chłonności.
Powstaje też inaczej - butwiejące liście przerabiają grzyby. Nie potrzebuje prawie powietrza.

Odczyn normalnego kompostu jest nieco zmienny i zależy od składników, zwykle ph jest lekko kwaśne lub neutralne.

Tzw. kompost grzybowy, podłoże  z pieczarek, ma odczyn zasadowy (nie nadaje się pod rododendrony).

kompostownik
zawsze mnie zadziwia, że z odpadków powstanie czarne złoto


kompostownik
gotowy kompost - jeszcze nie przesiany



Kompost w środkowej fazie przemiany, nie do końca przerobiony (z widocznymi kawałkami roślin), można stosować jako ściółkę (tak też wykorzystuję odsiane, grubsze kawałki z rafy). Urzędują w nim dżdżownice. Ja takiego nie wsypuję w dołki, bo czytałam, że zakopana próchnica umiera.

Natomiast dojrzały kompost, wyglądający jak czarna ziemia, bez zapachu, można wykorzystać do sadzenia roślin lub przygotowywania mieszanki ziemi lub wykorzystywać jako ściółkę.

kompostownik
przesiany kompost



Normalny kompost zawiera dużo mikroorganizmów i jest bogaty w składniki odżywcze.
Pełni funkcję nawozu (ale nie da się nim przenawozić), dostarcza materię organiczną, mikro i makroelementy.
Doskonale wpływa na strukturę każdej gleby i poprawia jej chłonność.
Kompost jest lepszy od nawozu sztucznego także dlatego, że w każdej garści kompostu są miliony organizmów żywych, które aplikujemy na grządki, a te stworzonka są niezbędną częścią zdrowej gleby, dzięki nim ona żyje.

Może być jedynym nawozem stosowanym w ogrodzie. Konkurencyjny wobec niego jest tylko obornik, ale za to z nim nie można postępować tak beztrosko.

Mój kompost jest lekki i sypki.
Nie powinien leżeć za długo (latami), bo traci składniki odżywcze. Ja zużywam go w ciągu sezonu, mało tego - ciągle mi go brakuje.
Dlatego też jeszcze nigdy nie wypróbowałam "herbatki" z kompostu, czyli nawozu płynnego - wodnego wyciągu do dożywiania dolistnego.
Ale mam przepis: pełną łopatę kompostu wrzucić do worka płóciennego lub jutowego, zawiesić w wiadrze z wodą, przykryć, a po kilku dniach woda nabierze koloru słabej herbaty i gotowe. Podobno można namaczać worek kilka razy.
Czy ktoś z Was to wypróbował?

pierwsze dwa kompostowniki - kiedyś



Początkowo miałam jedną skrzynię, teraz mam trzy.
Zbijane są trochę byle jak, samodzielnie, często z desek z palet. Nie zabezpieczam niczym drewna, a kiedy się rozpada, stawiam nowy kompostownik.
Ostatni jest bardziej doskonały - zadbałam o przerwy między deskami dla lepszego napowietrzania.
Skrzynie nie mają dna, odpady leżą bezpośrednio na ziemi, pozwala to na swobodną wędrówkę drobnoustrojom i przepływ wody.

Równie dobrym rozwiązaniem jest  po prostu usypywać pryzmę z resztek na ziemi, bez skrzyni.

kącik gospodarczy w ogrodzie
moje trzy kompostowniki aktualnie



Można też postawić gotowy pojemnik plastikowy (może bardziej estetyczny..? czy ja wiem). Według mnie, jest wart ustawienia tylko w wyjątkowo trudnych miejscach - na widoku, w malutkim ogrodzie, lub gdy mamy niechętnego sąsiada.
Najczęściej bowiem słyszę o kłopotach z kompostem właśnie w przypadku takich pojemników.

Ostatnio czytałam, że w wielu miastach funkcjonują kompostowniki miejskie, a także jest akcja udostępniania kompostowników prywatnych, nie tylko na terenie ogródków działkowych (w necie są o tym informacje).

kompostownik
tym razem widać  jakieś suche liście i gałązki



Z akcesoriów przydatnych przy kompostowaniu sprawdza mi się rafa do przesiewania. Zwykle ustawia się ją pionowo, ale wtedy przerzucanie nie jest lekkie.
Moja - zrobiona z kawałka palety, do którego przybiłam plastikową siatkę - leży sobie na skrzyni, do której przesiewam kompost. Mogę to robić po troszeczku, takie ustawienie bardzo ułatwia mi to samodzielną pracę.
Ale, jak wiecie, nie zawsze przesiewam kompost. Nie jest to konieczne.

rafa
rafa na ostatnim kompostowniku, widać odsiane , nierozłożone resztki



Najnowsza skrzynia jest udoskonalona –  ponieważ jest w niej kompost dojrzały, gotowy do użytku, część jednego boku ma wyjmowane pojedynczo deseczki, stopniowo, do samej ziemi, żeby łatwiej było go wyjmować w miarę ubywania. Mogę sobie swobodnie wejść do wnętrza skrzyni.

otwarte wejście - jest szersze niż się wydaje

Na zdjęciu widać tylko kawałek metalowego profilu, podtrzymującego te deseczki.
Myślę, że nowe skrzynie będą miały takie ścianki całe wyjmowane, to najwygodniejsze rozwiązanie!

Moje  kompostowniki stoją z dala od domu, w kąciku gospodarczym, więc przy tarasowym wyjściu do ogrodu mam plastikowe wiadro z przykrywką, żeby móc szybko usuwać resztki z kuchennego pojemnika.

kompostowniki
w skrzyni z dojrzewającym kompostem wyrosły pomidory





Mam nadzieję, że odczarowałam tym tekstem kwestię kompostowania i zachęciłam do robienia kompostu.
Przecież to stała dostawa bogatego i darmowego nawozu, doskonałego dla roślin.
Nieważne więc, jaką metodę robienia kompostu wybierzemy - najważniejsze, żeby go po prostu robić i wykorzystywać!

środa, 11 stycznia 2017

CZERWIEŃ W OGRODZIE

Mamy nowy rok, więc zaczynam nowy cykl: kolory w ogrodzie.

Trochę pisałam o nich w recenzji książki Borchardta, do której czytania w dalszym ciągu bardzo zachęcam.
Bo pytanie o kolory – to pytanie o wizję ogrodu jako całości.

Kolor działa na zmysły, tworzy atmosferę, i wpływa na nasze samopoczucie. Warto znać teorię, ale kolorami malujemy swój kawałek świata, więc ich wybór jest sprawą bardzo osobistą.

wiciokrzew Dropmore Scarlet, kwiatostan
wiciokrzew Dropmore Scarlet


Dziś, ponieważ na dworze zimno i biało, wybieram kolor czerwony.

wtorek, 3 stycznia 2017

PODSUMOWANIA I PLANY - CO SIĘ UDAŁO, A CO BYM CHCIAŁA?

Lubię rozmyślać o ogrodzie, więc i zastanawianie się, co będę robić, kiedy znów się ociepli, sprawia mi przyjemność. Mam więc już spisanych wiele zadań i pomysłów na nowy sezon.
Niektóre  z nich są powtórzeniem zeszłorocznych, bo nie wszystko udało mi się zrealizować.
Co się udało? Jakie ważne zmiany zaszły w moim ogrodzie w 2016 r.?

to był dobry rok dla pomidorów, żadnych chorób


Byłam silna i nie kupowałam żadnych nowych roślin przed majem - i ta strategia mi się sprawdziła. Jeśli coś sadziłam, nie miałam wątpliwości, co do miejsca, bo sąsiednie rośliny już wzeszły, wiedziałam też, gdzie ewentualnie zwolniło się miejsce po zimie.

piątek, 30 grudnia 2016

MOJE CHWASTY

Jednym z trendów obecnego ogrodnictwa jest zwrot ku naturalistycznym ogrodom. Czego wyrazem jest zapraszanie do ogrodu dzikich roślin, czyli chwastów.
To, co większość osób określa jako chwasty, to podobno obecnie "must have" dla świadomego ogrodnika.

Może to mieć formę dzikiej łąki zamiast trawnika albo polegać na wprowadzeniu czy też nie usuwaniu z rabat chwastów, które same tam przywędrują.
Sprawa to kontrowersyjna, no i, oczywiście, rzecz gustu.

dzikie rośliny, chwasty
przymiotno na rabacie - mnie się podoba

sobota, 24 grudnia 2016

niedziela, 18 grudnia 2016

JARDIN DU VAL JOANIS

Dziś zapraszam do prowansalskiego ogrodu Val Joanis.

ogród prowansalski
charakterystyczny wygląd ogrodu z południa Europy



Do sięgnięcia po wspomnienia stamtąd skłoniło mnie kolejne już oglądanie jednego z odcinków serii "Ogrody francuskie" Monty'ego Dona, którego opowieści uwielbiam. Jak to zwykle ma on w zwyczaju, pięknie opowiadał o kulturze francuskiej i historii tego kraju, poprzez prezentację odwiedzanych ogrodów. Tym razem było o ogrodach użytkowych.

czwartek, 8 grudnia 2016

PIERWSZY ŚNIEG I PIERWSZE SZKODY W OSTATNIM MIESIĄCU ROKU

Według znawców epoki (Moszyńskiego i Łowmiańskiego),  nazwa ostatniego miesiąca w roku niewiele się zmieniła przez wieki - brzmiała niegdyś grudzyen.
A w zasadzie niegdyś niekoniecznie ostatniego, wszak kalendarz słowiański, z którego w znacznym stopniu wywodzą się polskie nazwy współczesne, dzielił rok na odcinki, związane z zajęciami gospodarskimi lub zmianami w przyrodzie.

Słowo grudzień pochodzi od zamarzniętej ziemi, która w staropolszczyźnie określana była jako gruda. Zresztą to jedno ze słów wspólnych dla dawnych Słowian, używali go zanim rozeszli się w różne strony i zabrali je ze sobą.

Mnie gruda kojarzy się ze złamana ręką - kiedyś właśnie na takiej grudzie odbywała się moja lekcja jazdy konnej, która skończyła się fatalnie - z powodu tejże grudy właśnie (starałam się unikać myślenia, że moje umiejętności miały z tym coś wspólnego).
Także nazwy tej nie lubię, ale za to lubię ten czas - wieńczący rok, czas śnieżny (oby zawsze!) i świąteczny.

zaśnieżony ogród
pierwszy śnieg  - nowe oblicze ogrodu