czwartek, 23 marca 2017

SEKRETNE ŻYCIE DRZEW

Drzewa to ostatnio naprawdę gorący temat. Po wejściu w życie ustawy Szyszki, Polacy rzucili się do pił i siekier. Jedni korzystają, inni ubolewają, dużo się pisze i dyskutuje na ten temat.
Drugą sprawą budzącą emocje w minionych miesiącach jest smog i trujące powietrze w naszych miastach.

Jest to wiec doskonały czas, żeby napisać kilka słów o książce Petera Wohllebena "Sekretne życie drzew".
Napisana jest lekko i barwnie, a mimo bogactwa informacji i powagi tematu, czyta się ją doskonale. To obowiązkowa lektura dla każdego miłośnika przyrody.

książka wydana jest w sztywnej okładce

Jej autorem jest niemiecki leśnik z ponad dwudziestoletnim stażem, aktualnie opiekujący się lasami w Reńskich Górach Łupkowych. Pisząc, opiera się na własnych obserwacjach z codziennej pracy i na najnowszych badaniach naukowych.
Zaczyna od ewolucji własnych poglądów, pisząc, że chciał być opiekunem drzew, a w rezultacie został ich rzeźnikiem. Niegdyś bowiem, patrząc na drzewo, oceniał jego wartość rynkową. Bo obecna gospodarka leśna zajmuje się produkcją drewna, a las to w zasadzie plantacja desek. Dobro lasu jako ekosystemu kompletnie nie ma żadnego znaczenia. Chodzi o optymalną eksploatację.

Dziś do "jego" lasu nie mają prawa wjazdu ciężkie maszyny, a głównym celem jest jego dobrostan. O dziwo, okazuje się, że dało to większą produktywność i przychody, bo drewno z takiego lasu jest lepszej jakości. Wohlleben udowadnia, że da się pogodzić ekologiczne i ekonomiczne podejście do gospodarki leśnej.

kolory jesieni
brzoza i dąb na przeciwko mojego tarasu jesienią

Wynikiem jego doświadczeń jest fascynująca opowieść o drzewach. Autor pokazuje, jak niesamowite to organizmy.
Coraz więcej ludzi dziś akceptuje, że zwierzęta czują, tak jak my, zdarza się empatia wobec nich. Może teraz kolej na drzewa..?

Wohlleben o drzewach opowiada jak o ludziach. Pisze, że porozumiewają się ze sobą, wędrują, troszczą się i wychowują swoje potomstwo, wspomagają starych i chorych sąsiadów, mają uczucia i pamięć. Uczą się, śpią, wyczuwają smaki...

Rozpoznają np. ślinę zwierząt, które obgryzają ich liście i po zidentyfikowaniu szkodnika, wydzielają sygnały zapachowe, żeby ostrzec sąsiadów! Niech szykują się do obrony! I robią to - zaczynają wydzielać substancję odstraszającą szkodniki lub wzywającą drapieżniki, które je zniszczą.
Drzewo, które przetrwało suszę, zapamiętuje, że boleśnie popękało w środku i oszczędza potem zapasy wody na taką sytuację. Pamięta też, że parę lat temu w październiku były przymrozki.

Autor książki antropomorfizuje drzewa, uznając chyba, że może świadomość, jak podobne są do ludzi, może zmienić nasze nastawienie, uwrażliwić na ich los i potrzeby?

moje drzewa - nie wyobrażam sobie bez nich ogrodu





Wohlleben pisze o drzewach jako członkach wspólnoty. I nie chodzi tylko o to, że zdrowie drzewa zależy od stabilności lasu jako ekosystemu.
Dowodzi, że drzewa są istotami społecznymi. Żyją w społeczności, są od niej uzależnione i pełnią role społeczne.
Ze wzruszeniem czytałam, jak drzewa matki łącza się korzeniami z "dziećmi" z ich nasion i dzielą się z nimi substancjami odżywczymi.

Jedzeniem, ale i wiedzą! Naprawdę warto poczytać o programie nauczania w drzewnym przedszkolu.

Drzewa wiedzą, że współpraca złagodzi złe skutki upałów, suszy, wichury, że razem jest łatwiej, można przetrwać wieki i wychować silne potomstwo, które będzie żyć przez kolejne stulecia.
"Miarą dobrostanu drzewa jest dobrostan otaczającego go lasu. Gdy giną najsłabsi, las traci zwartość i silniejsi są bardziej narażeni na zagrożenia."

Więc dzielą się pokarmem także z innymi przedstawicielami swego gatunku, nie tylko z "rodziną"! Jak to możliwe? Substancje odżywcze przekazywane są poprzez korzenie i sieć grzybów. To niesamowita historia!

Drzewa zdolne są więc do współpracy, a nawet przyjaźni. Przeczytajcie w książce, czy przytaczane przez Wohllebena przykłady zachowań można inaczej interpretować.

Ale las to współzależności międzygatunkowe - autor opisuje współpracę z trawami i grzybami, krzewami i zwierzętami, wszystkie coś sobie nawzajem dają. Zrozumienie tych skomplikowanych zależności pozwala dostrzec niebezpieczeństwo wyłamania jakiegoś elementu z tej struktury. Jakże często to bagatelizujemy...

Leśny ekosystem trwa w subtelnej równowadze. I nie jest to żadna sielanka! Rządzi prawo silniejszego, ale wszyscy znają swoje miejsce i wykorzystują je. Szanowanie tych praw i zależności opłaca się wszystkim.

W tej książce każdy rozdział, ba - każdy akapit przynosi coś ciekawego. Myślę, że choćby opowieść o dziuplach czy procesach zachodzących w "martwym" drewnie w lesie, wciągnie każdego!

umierająca brzoza w lesie obok mojego domu

te "martwe" pniaki dają początek nowemu życiu



Niezwykle ciekawe wydały mi się opisy sposobów komunikacji między drzewami. Chociaż ich tempo przekazywania informacji jest powolne, jak na nasze standardy, ale jest!
Porozumiewają się np. przez korzenie - informacje przekazują w formie impulsów elektrycznych lub wydzielanych substancji chemicznych. Ich nośnikiem może być też sieć grzybów, z którymi drzewa współpracują (dając im w zamian cukier).

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o języku drzew i o tematach ich rozmów, sięgnijcie po książkę! Okazuje się, że np. mają różne zdania na pewne oczywiste, wydawałoby się, tematy. Zupełnie jak ludzie.
Skoro mają różny stosunek do podejmowania ryzyka, mają więc osobowość! Wreszcie dowiedziałam się, dlaczego czasem niektóre moje dęby zostają na zimę z liśćmi...

liście młodego dębczaka jesienią



Drzewa mają różne opinie i decyzje..? Uczą się gromadzą doświadczenia? Mają pamięć i liczą?
Czyżby drzewa miały mózgi? Wohlleben rozważa tę ryzykowną tezę i stwierdza, że w korzeniach, najstarszej części drzew, mają coś w rodzaju umysłu. Zachęcam do zapoznania się z argumentami autora w tej kwestii.

Wśród uczonych toczą się dyskusje, czy rośliny mogą myśleć, czy są inteligentne? Zapewne to kwestia przyjętej definicji. Trudno nam analizować dane również z tego powodu, że drzewa mają bardzo powolny czas reakcji.
Ale czy powolne stworzenia są automatycznie mniej wartościowe od szybkich, jak uznajemy arbitralnie?

brzoza i sosna
ta brzoza, rosnąca już za ogrodzeniem, choruje...

Wydawałoby się, że powinniśmy dbać o dobrostan drzew choćby z powodu korzyści, jakie dają ludziom. I nie mam tu na myśli drewna.
Rozdział książki: Pompa wodna, poświęcony roli lasu w nawilżaniu lądu z dala od wybrzeża, jest poruszający.

Ze zdziwieniem dowiedziałam się, że 70 % tlenu w powietrzu pochodzi od organizmów oceanicznych. Ale reszta powstaje w wyniku fotosyntezy roślin lądowych. Podobno jedno dorosłe drzewo daje "na czysto" 100 kg tlenu rocznie, czyli dwa drzewa produkują go dla 4-osobowej rodziny.

Ponieważ powierzchnia koron drzew jest gigantyczna w stosunku do powierzchni ziemi, na jakiej rosną, ich możliwości oczyszczania powietrza z zanieczyszczeń są ogromne.
Drzewa zmniejszają też natężenie hałasu, podobno nawet do 50 %.
Schładzają temperaturę, regulują gospodarkę wodną, zmniejszają prędkość wiatru. Wywierają także zbawienny wpływ na stan psychiczny.
Dlaczego to lekceważymy???

mech na drzewach
zimowy las odpoczywa



Niezwykle ciekawy jest rozdział: W Krainie ciemności. Ukazuje kompletnie nieznany i lekceważony świat gleby. Ludzi to raczej nie interesuje, ba, negują jego istnienie, bo skoro czegoś nie widać... "A w garści leśnej ziemi mieści się więcej istot żywych, niż jest ludzi na ziemi", pisze Wohlleben.
Czy możemy pozwolić sobie na myślenie, że one wszystkie nie mają znaczenia..?

Badania dowodzą, glebowe życie naszych lasów dramatycznie ubożeje. A bardzo długo trwa odbudowanie tego bogatego ekosystemu w nowo posadzonym lesie. Po 100 latach się to nie udaje. Więc obieg składników pokarmowych nie funkcjonuje prawidłowo, odporność lasu jest mniejsza, funkcjonowanie wszystkich procesów szwankuje...

grzyby, mchy i porosty na pniu zwalonego drzewa




Bardzo mnie zainteresowały rozważania na temat różnic między lasem pierwotnym, a tymi, z którymi zwykle mamy do czynienia. Okazuje się, że w znacznym stopniu te fascynujące procesy, opisywane przez autora, w nich nie zachodzą!
Bo drzewa z plantacji, z przyciętymi korzeniami, nie stworzą sieci socjalnych połączeń, nie będą się komunikować i wspierać. Mają jakby uszkodzone mózgi. Sam fakt sztucznego sadzenia drzewek pociąga ze sobą skutki na całe życie. Zaś zabiegi pielęgnacyjne mają służyć nie zdrowiu drzewa, ale użytkownikowi, czyli ludziom.

Autor zwraca uwagę, że normalnie drzewa starannie gospodarują zasobami i rozkładają siły, żeby żyć w równowadze. Wydatkują trochę energii na wzrost obwodu pnia, trochę na wydłużenie gałęzi, trochę na walkę ze szkodnikami itd.

My zaś pchamy je w jednym kierunku - mają szybko rosnąć. A rośnięcie bez przerwy jest niezdrowe. To jak tuczenie zwierząt na fermach przemysłowych, to nie jest zrównoważony rozwój. Dlatego są słabsze i żyją krócej. Także jakość ich drewna jest gorsza.

moja lipa rośnie w bardzo trudnych warunkach, na pewno nie jest szczęśliwa...

Takie drzewa z lasów-plantacji są samotnikami, mają ciężkie życie.
Przejmujący jest rozdział zatytułowany: Dzieci ulicy. Opowiada o okrutnym losie miejskich drzew, pozbawionych wsparcia rodziny, rosnących w okropnej glebie, okaleczonych, bez snu.
Będących w kiepskiej formie, mimo pewnej opieki człowieka. One nie mają szans się zestarzeć. A ich życie nie jest dobre.

W lesie pierwotnym młode drzewa dorastają setki lat pod koroną matki. Drzewo, które uważamy za stare, np. 200-letnie, to tak naprawdę dziecko. W pierwotnym lesie takie drzewo ma może 3 metry. W naszych lasach-plantacjach wycinamy więc drzewne niemowlęta.

brzoza wiosną
jedna z moich wielkich brzóz - ile ma lat..?

Przeczytanie tej książki uświadamia, jak niewiele wiemy o lasach.
Wiemy, że drzewa to organizmy żywe, ale traktujemy je jak rzeczy. Nie uważamy ścinania drzew za zabijanie.
Ale, jak pisze autor książki, "nasze ciała są zbudowane w taki sposób, że możemy przeżyć tylko dzięki substancjom organicznym z innych gatunków". Musimy więc je wykorzystywać.
Tylko czy nie czerpiemy ponad miarę? Wohlleben zwraca uwagę, że las to nie jest fabryka drewna i magazyn, ale przestrzeń życiowa tysięcy organizmów. Naszą powinnością jest uniemożliwić tym istotom zaspokajanie ich potrzeb społecznych i życiowych.

A może po przeczytaniu książki nie zgodzicie się z tym stwierdzeniem..? Zapraszam do lektury.


Peter Wohlleben "Sekretne życie drzew"

niedziela, 12 marca 2017

JAGODA KAMCZACKA

Fajnie jest mieć swoje owoce. Marzą mi się jabłonie, niestety, nie ma u mnie wystarczająco dużo miejsca, a i warunki nie najlepsze.
Ale mam jagodnik. Niedawno pisałam o borówce amerykańskiej, mam też maliny.

Super sprawa, ale brakowało mi czegoś do podjadania na początku sezonu i postanowiłam posadzić jagodę kamczacką. Bo to jedna z najwcześniej owocujących roślin. I to był główny powód, dla którego znalazła się w moim ogrodzie.

owoce jagody kamczackiej Nimfa
owoce odmiany Nimfa, którą mam w ogrodzie

poniedziałek, 6 marca 2017

RÓŻOWY TO KOLOR KOBIET?

Na kolor marca wybrałam różowy. Powstaje on przez połączenie czerwieni z bielą, czyli to taki rozbielony czerwony.
Ale często do tego dodajemy odrobinę niebieskiego i ciągle nazywamy ten kolor różowym. A przecież zwiększając ilość niebieskiego wchodzimy w gamę fioletów. To dla mnie osobiście ważne, bo często ja już widzę lila (którego nie lubię),  a inni jeszcze różowy. Jak to zwykle z odcieniami bywa, w grę wchodzą niuanse i bardzo indywidualny odbiór.

rabata bylinowa
urocza rabata w Newby Hall, obsadzona na różowo

wtorek, 28 lutego 2017

ANGIELSKI OGRÓD KUCHENNY w moim obiektywie

Ogród w przeszłości, podobnie jak i obecnie, pełnił różne funkcje, np. był istotnym elementem prestiżu. Ludzie, którzy zdobyli majątek, osiedlali się na wsi i pragnęli wejść na salony szlachetnie urodzonych.
Tworzenie wspaniałego ogrodu, kolekcji wyjątkowych roślin było jedną z metod budowy prestiżu i zdobycia akceptacji towarzystwa. Ogrody się zwiedzało, o nich się rozmawiało, prowadziło korespondencję. I chociaż przy każdej posiadłości był też ogród kuchenny, prowadzony na potrzeby dworu, ten nie budził większego zainteresowania...

Jeszcze w 1 połowie XX wieku uważano, że ogród kuchenny nie jest do zwiedzania, gości podziwiających ogrody tam nie wpuszczano. Warzywa były do jedzenia, a nie do oglądania. Dlatego w mniejszych ogrodach obsadzano warzywniki kwiatami, aby zasłonić uprawy przed wzrokiem gości w ogrodzie.
Dziś doceniamy urodę ogrodów warzywnych i zwiedzane są prawie równie chętnie, jak ogrody ozdobne.

angielski ogród kuchenny, warzywny
Gresgarth Hall Garden - piękny kuchenny ogród za murami

środa, 22 lutego 2017

KONIEC ZIMY, przynajmniej na to wygląda

Obserwuję już w wielu miejscach w sieci świadectwa nadejścia wiosny. Jeśli chodzi o sytuację w moim ogrodzie, to powiedziałabym ostrożnie, że jest to raczej koniec zimy.

resztki śniegu na trawniku
te resztki śniegu dzisiaj spłukał ulewny deszcz


kępy miskantów po zimie
miskanty są trochę "zmarnowane", ale są

sobota, 18 lutego 2017

BORÓWKA WYSOKA zwana AMERYKAŃSKĄ

Kiedyś postanowiłam sadzić w ogrodzie jak najwięcej roślin, które są atrakcyjne w dwóch porach roku, a nie stanowią tylko ulotnej ozdoby. Do takich roślin należy właśnie borówka wysoka.
Po pierwsze - od lipca, przez półtora miesiąca, cieszy pysznymi owocami, po drugie - jesienią jej liście przybierają tak spektakularne kolory, że jest wspaniałą ozdobą ogrodu.

Vaccinium  corymbosum
jesienne przebarwienia liści borówki


Vaccinium  corymbosum, czyli borówka amerykańska, bo tak najczęściej o niej mówimy, podobno pochodzi z okresu kredy, czyli sprzed 65 mln lat.

poniedziałek, 13 lutego 2017

KIFTSGATE COURT GARDENS

Właśnie mija dwa lata odkąd piszę bloga, a na liczniku pokazało się 187 000 wyświetleń.
Jak uświetnić ten moment? To najbardziej odpowiednia chwila, żeby zaprosić moich miłych czytelników do jednego z najpiękniejszych ogrodów, jakie widziałam w Anglii.

Kiftsgate Court Garden


Kiedy stanęłam w ogrodzie Kiftsgate i spojrzałam na widok, rozciągający się przede mną, westchnęłam z zachwytu: to najpiękniejsze miejsce, w jakim byłam..!