wtorek, 29 listopada 2016

NATURALNE NAWOŻENIE

Listopad rozpoczęłam artykułem o oborniku, to może zamknę miesiąc tekstem o nawożeniu i podzielę się swoimi doświadczeniami w tej niebagatelnej kwestii.
Zanim napiszę, co i jak stosuję, kilka spraw natury ogólnej.

Po pierwsze, jak wiecie, staram się prowadzić ogród w zgodzie z naturą. M. in. nie stosuję nawozów sztucznych. Albo robię to sporadycznie.

Po drugie - mam beznadziejną ziemię w ogrodzie, jeśli ten żółty piaseczek w ogóle można nazwać ziemią. Ogród leży w otulinie Puszczy Kampinoskiej i to w jej części wydmowej (bo są tu i bagna).
Czyli gleba jest kwaśna (teren porastają sosny), a masa opadających igieł, utrwala ten stan.
A przede wszystkim jest sucha, piaszczysta i bardzo uboga.

I po trzecie - na takiej właśnie założyłam ogród, w swej nieświadomości nie robiąc wcześniej nic, żeby tę sytuację poprawić. Obszernie pisałam tutaj o tym swoim podstawowym błędzie i zaprzepaszczonych możliwościach.



wory z obornikiem i torfem
wory z obornikiem granulowanym i zwykłym oraz substrat torfowy




Początkowo zaczynałam tradycyjnie, jak na dzisiejsze czasy przystało, czyli odżywiałam moje rośliny nawozami sztucznymi. A właściwie powinnam napisać: stosowałam nawozy sztuczne, bo nie myślałam wtedy w kategoriach "karmienia roślin".
Dojrzewając do swego ogrodu, zmieniłam poglądy na wiele rzeczy, m.in. uznałam, że skoro rośliny przez miliony lat radziły sobie bez sztucznych nawozów, to dlaczego ja muszę je stosować? I jeszcze, jak to się mówi, zatruwać chemią i tak zanieczyszczone środowisko.
Zapragnęłam stworzyć na swoim kawałku ziemi enklawę przyjazną dla przyrody, a tym samym i dla mnie. Dodatkową motywacją było sąsiedztwo dużego kompleksu leśnego, bo moja działka "wchodzi" w otulinę Puszczy Kampinoskiej.
I tak praktycznie z dnia na dzień przestawiłam się na inne metody.

Jak twierdzą mistrzowie ogrodnictwa (np. Monty Don), przeciętny ogród nie potrzebuje wcale nawożenia. Pamiętam, jak mnie zaskoczyło to stwierdzenie. Poza warzywnikiem, w którym bardzo szybko zużywane są substancje odżywcze. I poza roślinami uprawianymi w donicach.
No, ale rzecz dotyczy ogrodów na dobrej glebie, gdzie latami obumierające rośliny ją wzbogacają i zachodzą normalne procesy wymiany energii.

U mnie jednak gleba jest piaszczysta i uboga, ogród już jest, więc muszę ją wzbogacać.
No, właśnie - to jest ważne w kwestii nawożenia - chcę wzbogacać glebę, a nie nawozić rośliny - ta idea bardzo mi się podoba.
Wzbogacając glebę, stwarzam im dobre warunki, a one sobie już poradzą, "jedząc" w swoim tempie i to, co im potrzeba.

Bardzo ciekawa dla mnie była informacja, czym jest ziemia - otóż składa się z powietrza, wody, materii organicznej (do 10%, przeciętna ogrodowa ok.5 %), składników mineralnych (piach, ił, skały) i organizmów żywych (5 %).
Takiej pewnie nie musiałabym nawozić.
Powietrza w moim piasku nie brakuje, a woda będzie lepiej się trzymała , gdy zwiększę znacznie ilość materii organicznej. Wraz z nią pojawią żyjątka. Które przerobią tę materię na żywność dla roślin. Tak to sobie wymyśliłam.

Czyli moje główne zadanie to  dostarczyć duże ilości materii organicznej  - to poprawi strukturę gleby (żeby nie była jak sito i zatrzymywała wodę) i da wszelkie składniki odżywcze. Za jednym zamachem załatwiam kilka niezbędnych spraw.
Jakich więc polepszaczy gleby używam?

Systematycznie w dużych ilościach: obornika - naturalnego i granulowanego, kompostu, gnojówek z pokrzyw i żywokostu, wiórków rogowych (wszystkie bogate m.in. w azot).

Systematycznie w mniejszych ilościach: dolomitu i torfu kwaśnego (dla odpowiedniego ph), popiołu, Rosahumusu, siarczanu amonu.

Sporadycznie zaś - Zielony Busz (interwencyjnie, gdy dzieje się coś złego, dolistnie, daje szybki efekt), oraz mikoryzę czy EM-y.

obornik przekompostowany w ogrodzie
wymieniam ziemię w miejscu na warzywnik



Obornik granulowany - używam bydlęcy, stosuję posypowo wiosną i w czerwcu. Dostarczany w tej formie obornik to substancja organiczna i jedzonko, ale nie zawiera mikroorganizmów.
Jest wygodny do stosowania na co dzień i łatwy do kupienia. (Załatwiam to hurtem przez internet zimą)
Kiedyś kupiłam obornik suszony, ale uważam, że jest gorszy - pyli się, jest niewygodny do stosowania. Podobno zresztą granulowany  jest bardziej skoncentrowany.
Po rozrzuceniu granulek w całym ogrodzie i podlaniu, można wyczuć jego zapach, lepiej nie robić tego przed ogrodowym przyjęciem. Ale nie jest to jakiś smród i szybko znika.
Można też zrobić z granulowanego obornika roztwór wodny i podlewać taka odżywką.

obornik przekompostowany - dla mojej gleby jest idealny - to substancja organiczna, odżywka i zawiera także mikroorganizmy.
Powinno się go rozkładać co 2-3 lata, bo w takim cyklu oddaje ziemi wszystkie składniki, działa więc powoli. Ale nie powinien być świeży, tylko odleżały ok. roku.
Ja taki kupuję w workach, przywożą mi do domu. Jeśli mam wątpliwości co do stanu przekompostowania, leży sobie  workach u mnie kilka miesięcy albo dodaję go do kompostu.
Kupiony jesienią, leży u mnie do wiosny, a wtedy ląduje na warzywniku i rabatach. Stale wykorzystuję go do sporządzania mieszanki do sadzenia roślin.

Można też zrobić z niego roztwór wodny, gnojowicę do podlewania.
Taki obornik działa odkwaszająco, więc rozkładanie go pod różaneczniki nie jest najlepszym pomysłem.
Ponieważ mam glebę piaszczystą, rozkładam go wiosną (na innych glebach lepiej robić to jesienią, czasem też tak robię).
Więc wykorzystuję go także jako ściółkę. Chociaż pozostawiony na powierzchni ma duże straty azotu, lepiej trochę przemieszać z podłożem, ja często tego nie robię, bo nie daję rady.
Zwykle w ten sposób zużywam przez sezon ok. 60 worków.

kącik gospodarczy
worki z obornikiem czekają na wiosnę



kompost - czyli złoto ogrodnika, to sama materia organiczna i mikroorganizmy. Robię go sama (niedługo o tym napiszę oddzielny artykuł), rozkładam głównie wiosną, jesienią tylko niektórym roślinom.  Nie da się nim przenawozić, im więcej, tym lepiej.
Nieprzerobiony do końca stosuję jako ściółkę (warstwa kilka cm), gotowy także do sadzenia.

Oddzielny kompost z liści nastawiłam dopiero w tym roku (dotychczas wrzucałam je do skrzyni ze wszystkim) - jest ubogi, dobry raczej dla struktury i chłonności gleby, nie odżywiania. Ma odczyn kwaśny. Czy się uda?

worki z liśćmi na kompost
worki z liśćmi na kompost (jest ich więcej)



Gnojówki - doskonała i bardzo bogata odżywczo substancja za darmo. Mam w ogrodzie rosnące samopas pokrzywy i trochę żywokostu - ścinam je zawsze młode wiosną i wrzucam do plastikowych wiader z pokrywkami, zalewając wodą. Co dzień mieszam, stoi to jakieś 2 tygodnie.

Gnojówka śmierdzi! Na szczęście koło szopy nikomu to nie przeszkadza.

Gnojówkami (rozcieńczonymi 1:10!) podlewam tylko pomidory i cukinię, jest to nawóz do zadań specjalnych. Byłby dobry do wszystkiego, oczywiście, ale nie sposób wyprodukować takich ilości.
Początkowo podlewam pokrzywową, a gdy są owoce - gnojówką z żywokostu. Kiedy mi się skończy, kupuję nawóz z dżdżownic kalifornijskich. Dobry, ale mało wydajny w stosunku do ceny.

wiórki rogowe - polecane są we wszystkich angielskich programach ogrodniczych (podobnie jak kompost). To odpady poubojowe. Brzmi to dla mnie okropnie, wzdragam się, bo nie jem mięsa ze względów ideologicznych.
Ale są doskonałą odżywką, bo to materia organiczna. Są też wygodne w stosowaniu. Kupuję je w Lidlu (nie widziałam ich w żadnym innym sklepie), gdzie pojawiają się wiosną.
Działają wolno, dodaję je do sadzenia, garść pod roślinę. Niektóre psy je lubią, muszę pilnować torebek przy sadzeniu.

popiół drzewny z kominka - to nawóz wapniowy, nie zawierający azotu. U mnie szczególnie przydatny, ze względu na obecność dębowych liści i igieł.
Mam tego sporo, zbieram przez zimę w starym kotle na bieliznę.
Nie można dawać go za dużo, więc najbezpieczniej dodawać go po prostu do kompostu. I jest to najwygodniejsze, tak właśnie robię.

Można przesiać go na trawnik, spełni rolę dolomitu, ale ja tego nie robię. Natomiast wykorzystuję popiół do mieszanki odżywczej dla powojników. One są specjalnie traktowane w moim ogrodzie, bo mają tu niesprzyjające warunki, a bardzo je lubię.

Rosahumus -  to kryształki leonardytów, które zawierają kwasy humusowe, wchodzące w skład próchnicy, obornika. Ma działanie podobne do kompostu, ale nie zawiera mikroorganizmów i materii organicznej.
Nie da się nim przenawozić, więc można podlewać nim dowolnie. Ja wykorzystuję 2 kg w sezonie.
Podlewam nim cały ogród wiosną i na początku czerwca, w miarę możliwości. Robiłam to już kilka razy.

dolomit - preparat wapna - u mnie gleba jest kwaśna, a mam trochę roślin, które tego nie lubią, więc je wspomagam dolomitem wiosną (np. zawilce, goździki, bodziszki, dzwonki, ciemierniki, powojniki perukowiec, jaśminowiec).

torf - wysoki kwaśny - ma ph3,5 - 4,5, jest ubogi w składniki pokarmowe, ale poprawia strukturę gleby i ją zakwasza. Daję go pod rododendrony i do sadzenia wrzosowatych.

 Na marginesie - zauważyłam, że większość sprzedawanej w sklepach ogrodniczych ziemi, to po prostu czysty torf z dodatkiem nawozów sztucznych. Z moich doświadczeń wynika, że samodzielnie nie nadaje się do sadzenia. Torf absorbuje wodę, dzieli się nią z rośliną tylko wtedy, gdy stale utrzymujemy wilgotność. Jeśli przeschnie, potęguje suszę. Nawóz szybko się zużyje, a torf w ziemi szybko się rozkłada i jest bardzo ubogi w składniki pokarmowe.

siarczan amonu dla kwasolubów - dodaję go wiosną pod różaneczniki i borówki. Zakwasza szybko glebę oraz jest nawozem azotowym, ale działa krótko.
W sierpniu podsypuję im siarczan potasu (nowe pąki).

Wspominałam, że gleba jest u mnie raczej kwaśna, ale na niektórych rabatach jest wymieniana i nie spadają tam igły, więc zauważyłam po kilku latach, że czegoś moim różanecznikom brakuje, stąd te działania.

Niestety, nie znalazłam nigdzie informacji, jak w sposób bardziej naturalny odżywiać rododendrony. Może ktoś podsunie mi jakiś pomysł?

Dla wzbogacenia gleby w warzywniku jesienią sieję jako poplon rośliny motylkowe - gorczycę lub facelię, które potem przekopuję z glebą.

kompost
mój kompost



 Co do sporadycznie stosowanych preparatów:

EM-y - czyli efektywne mikroorganizmy - raz czy dwa kupiłam 20 litrowy pojemnik, zlałam cały ogród, dałam do kompostu i na warzywnik. Potem odpuściłam, może do nich wrócę.

mikoryza - stosuje się ją jednorazowo pod roślinę. To grzyby, funkcjonujące w symbiozie z roślinami w środowisku naturalnym. Zwiększają powierzchnię chłonną korzeni, a tym samym wzmacniają roślinę.
W naszych ogrodach często ich nie ma, bo tworzymy je często na jałowej glebie, sadzonki ze szkółek są ich pozbawione, więc warto wprowadzić ten naturalny mechanizm do ogrodu.
Ja zrobiłam to tylko do wrzosowatych.

Czytałam, że doskonałym wsparciem dla naturalnego ogrodu jest mączka bazaltowa (ewentualnie fosforytowa) - to mielone skały (jak i dolomit). Podobno jest idealna na piachy, bogata w  mikroelementy, wymieszana z obornikiem czy kompostem, ogranicza straty azotu.
Ale kiedy, jak, gdzie ją kupić?? Może ktoś wie?

Jedynym sztucznym nawozem, który stale używam, jest nawóz do trawników. Niestety, tradycyjny trawnik niewiele ma wspólnego z ekologią. Najczęściej daję raz w roku Azofoskę, wczesną wiosną. Czasem powtarzam dawkę w czerwcu, gdy murawa wygląda beznadziejnie.

Co 3 lata mniej więcej wapnuję trawnik dolomitem, dla odkwaszenia (mech!). To niezbędny zabieg - ostatnio pokazywałam masy igieł sosnowych, które lądują na moim trawniku. Robię to późną jesienią (nie wolno tego łączyć z nawozami do trawnika, przerwa musi trwać ok. miesiąca). Daję jakieś 1 kg dolomitu na 10 m2. Trzeba go przegrabić, albo podlać, żeby nie zwietrzał. Fajnie dać go ze śniegiem.

A - i jeszcze nawozy do roślin kwitnących w doniczkach, też sztuczne. Za drogo by mi wyszło kupowanie naturalnych w tej ilości.

Reasumując, jak to układam czasowo?
Wiosną - jako podstawa - obornik granulowany, jako dodatek - dolomit, siarczan amonu i torf kwaśny. Plus Rosahumus, co jakiś czas obornik przekompostowany.

Latem - na początku czerwca znów obornik granulowany (lub roztwór) na rabaty, powtórne nawożenie trawnika, w VIII kwasolubom siarczan potasu.

Jesienią - co jakiś czas dolomit na całość, obornik, niektórym roślinom kompost oraz motylkowe w warzywniku.

A do sadzenia nowych roślin robię mieszankę: trochę swojej "ziemi", kupiona tłusta ziemia z obornikiem, jeśli to dla kwasolubów - torf kwaśny, kompost (jeśli mam), obornik granulowany i wiórki dla wzbogacenia, obornik przekompostowany (jeśli nie mam ziemi dobrej, kupnej ziemi). Proporcje różne w zależności od posiadanego materiału. Na dno dołu daję mieszankę rodzimego podłoża z obornikiem przekompostowanym.

ten obornik został przekopany z ziemią - początki Białego Ogrodu



Ciekawa jestem, czy uważacie, że mogłabym lepiej traktować swoją marną ziemię? Wszystkie rady przyjmę z radością!



47 komentarzy:

  1. Mączka bazaltowa do kupienia na Allegro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację, poszukam. Mam nadzieję, że jest w stałej sprzedaży i dostępna w detalicznych ilościach.

      Usuń
    2. Już znalazłam sprzedawców, także w ilościach detalicznych, i nie tylko na allegro, kupię na nowy sezon!

      Usuń
  2. Nie wiem jaką masz powierzchnię działki, ale ilość obornika jest imponująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze kupuję kilkadziesiąt worków. Mój ogród ma 3300 m2. Na ogród zagospodarowane jest jakieś 2000, ale zużywam więcej niż w normalnym ogrodzie, bo przygotowuję z niego mieszanki do sadzenia, u mnie naprawdę jest żółciutki piaseczek. Trzeba go wykopać i dać nowe podłoże, sporo tego potrzeba.

      Usuń
  3. O rety, co tu radzić. Przy Twoich działaniach to ja się mogę schować do mysiej dziury :(. Używam tylko własnego kompostu i gnojówek a te robię sezonowo z wszystkich uciążliwych chwastów które się nie nadają na kompost (zaczynając od pokrzyw przez mniszka, perz, podagrycznik czy skrzyp). A nawożę tylko drzewka i krzewy owocowe oraz grządki warzywne i raz w sezonie rododendrony i hortensje. Reszta musi sobie radzić sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może działasz o wiele bardziej racjonalnie - może masz lepszą ziemię i nic więcej nie potrzeba, jeśli rośliny rosną zdrowo.
      Albo masz rośliny dobrane do swojej ziemi i wtedy też jest ok.
      U mnie, niestety, ani jedno ani drugie...
      A czym nawozisz różaneczniki i hortensje?

      Usuń
    2. Ziemię mam gliniastą i staram się sadzić rośliny które ją lubią a jak jest inaczej to nieco ją uzdatniam.
      Różaneczniki i hortensje podlewam gnojówką ze skrzypu którego u mnie zatrzęsienie.

      Usuń
    3. Zawsze kiedy rośliny są dobrane do stanowiska, dobrze sobie radzą same. Dobrze zrobiłaś. A w gliniastej glebie mają więcej wilgoci, a to samo już utrzymuje je przy życiu. Gnojóweczka ze skrzypu dobra jest, u mnie, niestety, go nie ma. Może podlewać je wywarem z suszonego skrzypu? Czy to może być sensowne działanie?

      Usuń
    4. Suszony skrzyp też może być. Dobra jest też gnojówka z rabarbaru, zrobiłam raz bo mam go jeszcze mało ale chyba dosadzę, może jakiś ozdobny to będzie dwa w jednym ;)

      Usuń
    5. Na rabarbar to nie bardzo mam miejsce, ale suszony skrzyp nie będzie problemem, spróbuję!

      Usuń
  4. Izo, myślę, że robisz dla swojej ziemi naprawdę dużo i chyba nic więcej się nie da. Ale rośliny pięknie Ci się odwdzięczają, co widać na fotkach. Ja mam to szczęście, że ziemia w moim ogrodzie jest dosyć żyzna i lekko kwaśna, co mi odpowiada ze względu na moje ulubione kwasoluby. Ale za to jest w niej mnóstwo kamieni, więc wykopanie każdego dołka łączy się z wielkim wysiłkiem. Ja nawożę wczesną wiosną cały ogród obornikiem granulowanym. Potem w maju karmię większość roślin gnojówką z pokrzyw z dodatkami (n.p. z mniszkiem). Wszystko zależy od tego, ile uda mi się 'wyprodukować' tego dobra. Gdy sadzę nowe rośliny, albo przesadzam, dodaję swój kompost. I to wszystko. Czasami, jak uda mi się kupić w Lidlu, róże dostają wiórki rogowe. Wyjątek stanowią tylko Rh - te ze względu na specyficzne potrzeby, zasilam dolistnie Substralem (Magiczna Siła do Rh) dwukrotnie - wczesną wiosną i w lipcu. I to by było na tyle.Dala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to napisałaś, Dalu. Ja wiem, że prowadzisz ogród w ten sposób i jest w doskonałej kondycji. Ale wiele osób się waha, czy tak się da - obawiają się, że naturalne nawożenie to masa pracy i kłopotu, a jeszcze ogród zmarnieje. Twój ogród jest dowodem, że jest inaczej!

      Usuń
  5. Możesz spróbować wprowadzić do ziemi trochę gliny. Najprościej jest suchą rozetrzeć na proszek i lekko "posolić ziemię", na to dać ściółkę. Można też dodawać do kompostu. Glina wiąże materię organiczną w kompleks argilo-humiczny, czyli mówiąc po ludzku w gruzełki. Nie są one wypłukiwane tak łatwo z gleby, jak czysta próchnica a przy okazji zwiększają zatrzymywanie wody. Można też wykorzystywać drobno potłuczone skorupki z naczyń glinianych niepolewanych (np. doniczek), ale je trzeba zakopywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, z pewnością glina byłaby doskonała! Tylko skąd ją wziąć? Może masz jakieś sugestie? Chyba w workach nie sprzedają..?
      A nie wiesz może, czy mączka bazaltowa spełnić może takie zadanie?
      Pokruszone doniczki nie przyszły mi do głowy... Ile by tego trzeba mieć... To rozwiązanie chyba raczej na wyjątkowe okazje.

      Usuń
    2. Można czasem kupić w cegielni, nadają się nawet takie porozwalane, niewypalone cegły. O ile jakas cegielnia jest w pobliżu. Można popytac po ludziach. My bierzemy od sąsiada, ktory na swoim polu ma złoże gliny. I wiesz, myślałam jeszcze o jednym. Z posta zorientowałam się, że wkładasz dużo pracy w trawnik (a w ogóle, to ogród masz sliczny i ogarnięty, podziwiam). My mamy dzikie trawniki, z wsiewką z koniczynki. Pięknie wygląda i samo się nawozi. ale ja nie o tym chciałam. Wiesz, istnieją rosliny, ktore dają efekt bardzo podobny do trawnika, a chętnie rosną na kwasniej glebie. Myślę tu o miniaturowej macierzance płożącej. Kiedys posadziłam na skalniaku i teraz rozlazła mi się po trawniku. Pięknie wygląda i daje taki zieloniutki, mięciutki dywan. Zupełnie, jak trawnik, ale milszy i mniej pracochłonny. I tak, można po niej chodzić.

      Usuń
    3. Czyli muszę rozejrzeć się za cegielnią w pobliżu, trzeba brać pod uwagę problem transportu.
      Czy ja wkładam dużo pracy w trawnik... Chyba nie. Z tego, co wiem o właściwej jego pielęgnacji, to zdecydowanie nie. Koszę co tydzień, wertykulacja i nawóz wiosną, często powtórka nawożenia w czerwcu. Odchwaszczanie. Raz na kilka lat - wapnowanie. Nie przejmuję się zbytnio trawnikiem, ale ważna jest dla mnie jego rola - zielonej, płaskiej powierzchni jako tła dla rabat i jej funkcje komunikacyjne.
      Myślałam o dzikich trawnikach - czy koniczyna nie wyparła trawy całkowicie? Gdyby jakoś współistniały, to propozycja warta przemyślenia.
      Macierzanka śliczna, ale czy wytrzyma bieganie dużych psów, które żyją u mnie na wolności? W miejscach, gdzie urzędują mniej, z kolei jest mało słońca, to może nie spodobać się macierzance.
      Dzięki za miłe słowa o ogrodzie!

      Usuń
  6. Złapałam się za głowę, zastanawiam się kiedy masz czas na to wszystko...Wykorzystujesz cały arsenał srodków, które u mnie tez funkcjonują, tyle, że ja pamiętam o nich z wiosny, potem juz gorzej
    /z pamięcią/. Obornik granulowany daję,ale worek starcza mi na 2 lata, wióry rogowe 2-3 paczki na sezon, gnojówki robię...gorzej z ich stosowaniem, od przypadku do przypadku, ostatecznie jesienią aby ich nie zmarnować polewam kompost. Kompost być musi, daję w dołki przy sadzeniu a reszta czeka na jesienne przyrzucenie niektórych roślin bo kopczykowaniem trudno to nazwać. Mączkę stosuje od kilku lat, wiosną lub jesienią kiedy są chłody i wilgoć. Kupuję na stronie http://maczkabazaltowa.pl/. Rosahumus kupiłam lata temu, 2kg i mam do dzisiaj resztki. Mało które rośliny są dopieszczane w moim ogrodzie, większość musi sobie radzić sama.
    Gdybym dawała tyle i w takich ilościach, systematycznie jak Ty, podkreslam systematycznie, to pewnie mój ogród oszałamiałby urodą roslin a jest jak jest. Owszem, dwa razy kupiłam przyczepę popieczarkowej, ciężarówkę gliny bo ziemię mam piaszczystą ale więcej materii nie było.
    Bardzo dokładnie potraktowałaś opis wszystkiego co wkładasz w ziemię, no ale masz perfekcyjne podejście do ogrodu więc to nie dziwi. Tylko zastanawiam się czy na pewno tyle trzeba?EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, większość mojego czasu poświęcam teraz ogrodowi. Nie pracuję zawodowo, dzieci są dorosłe. Ale i tak nie wyrabiam się ze wszystkim. Efekty nie są takie, jak powinny. Bo trzeba było zacząć od ziemi przed laty. Trudno jest poprawiać glebę, gdy większość ogrodu jest obsadzona. Pewnie po wielu latach takich działań efekty będą większe.
      Z kolei gdy przygotowuję nowe miejsca - brakuje mi sił i nie robię tak dokładnie, jak powinnam. Szczególnie widać to w czasie suszy, jak np. tego sierpnia - rośliny wyglądają biednie, gorzej niż normalnie.
      A sporo tego obornika mi wychodzi, bo ciągle zakładam nowe rabaty.
      Czy na pewno tyle trzeba..? Czasem zostanie parę worków. Ilość tych granulek daję według zaleceń. Może jednak przesadzam z tym wszystkim...Może trzeba zdecydować się na jedno. Pomyślę!
      Skoro Ty masz tak ładny ogród, znaczy, że nie wymaga aż takich zabiegów. I dobrze, ciesz się!
      Kupię i ja mączkę bazaltową wkrótce, dzięki za link. A jak rozkładałaś tę glinę na istniejące rabaty?

      Usuń
  7. Iza, moge się podpisać pod twoimi słowami, że nie pracuję, że dzieci dorosłe a ja zycie spędzam w ogrodzie, dom tylko z doskoku, ja tez nie wyrabiam bo...jakiekolwiek prace na 30 arach są czaso i siłochłonne. Zaczynając z ogrodem byłam laikiem, optymistką, miałam tylko chęci aby ogród stworzyć. Błędy mnożyły się, nakładały, dochodziły nowe, moje jakos to bedzie...ale nie było. Z czasem wiedzy przybywało ale teren był gęsto nasadzony i...sama wiesz jak się pracuje w takich warunkach.
    podwójny, potrójny nakład pracy a efekty takie sobie. Po latach owszem róznica jest ale to i tak nie to...glinę jak i popieczarkową rozkładałam obok roslin, lekko łopatką mieszając, robota głupiego ale wszytkiego wykopać nie dało się, tylko część roślin sadziłam po raz drugi wrzucając w dołek to i to. A wiesz od 2 lat mam kalifornijki, nie jest to hodowla zapewniająca dobro całemu ogrodowi ale w warzywniku ewentualnie jakąś bardzo ważną dla mnie roslinę dopieszczę jednostkowo.
    Porwałyśmy się na wielkie zadania/ jak na drobne kobiety/, dopóki nam dopiszą siły robimy, dzisiaj nie wyobrażam sobie zycia bez mojego ogrodu.....oby jak najdłużej.EwaSierika
    Dziekuję za komplementowanie mego dzieła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak, moja historia... Jedna tylko modyfikacja - ja na początku moich działań myślałam, że ogród to się jakoś sam stworzy, trudno nawet powiedzieć, że byłam optymistką, bo nie widziałam tu żadnego problemu, w ogóle nie myślałam w kategoriach "tworzenie ogrodu".
      Z drugiej strony patrząc, popatrz, jak fajnie, że odkryłyśmy ten świat! Co tam ciężka praca, to nowe horyzonty pod każdym względem i niesamowita frajda.

      Usuń
  8. Iza, trafiłam na twój blog przez forum ogrodnicze, na którym prześledziłam twoje dwa wątki. Przepiękny ogród stworzyłaś i z ogromną przyjemnością po nim spaceruję:)
    Ja w swoim od dwóch sezonów zaczęłam stosować obornik koński, który przywożę ze szkółki jeździeckiej. Właścicielka pozwoliła zbierać go z wybiegu dla koni, więc z przyjaciółką pozbierałyśmy sobie i byłyśmy przeszczęśliwe :) Ziemia u mnie jest dość dobra. Jedyne na co narzekam, to bardzo niski poziom wód gruntowych. Kilka sezonów temu odkryłam hydrożel i teraz pod każdą sadzoną roślinę sypię garść lub więcej (zależy od wielkości rośliny). Od zeszłej jesieni stosuję hydrożel z mikoryzą. Wygląda to jak cukier z jakimś proszkiem. Na glębę może nie ma wpływu, ale na pewno zatrzymuje w niej wodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie dla mojego ogrodu, Ula! Cieszę się, że ktoś zagląda do wątków forumowych. Teraz zapraszam tutaj!
      Obornik koński z pewnością przyda się ogrodowi, zazdroszczę Ci dobrej gleby bardzo. Hydrożel znam i czasem stosuję, szczególnie w donicach, bo ziemia tam tak szybko wysycha. Parę razy wrzuciłam i pod nową roślinę na rabatę. Czy wiesz może, czy jego działanie jest wieczne? Tzn. czy traci swoje właściwości absorpcyjne po jakimś czasie?

      Usuń
  9. Miło się patrzy na ostatnie zdjęcie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam pozwolenie syna, wtedy młodszego o dobrych parę lat... Szkoda, że nie widać, jaką miał wtedy minę. Zdjęcie pochodzi z czasów zakładania Białego Ogrodu. Mnie rozbawiają te góry obornika w towarzystwie białych kwiatów w donicy.

      Usuń
  10. Z tego co wiem, hydrożel działa do 5 lat. Ja też daję go do donic. Tej wiosny jedną różę sadziłam do donicy, bo nie miałam na nią jeszcze pomysłu. Poza tym miała mało drobnych korzonków. Dosypałam do ziemi hydrożelu z mikoryzą, a jesienią nie mogłam jej wyciągnąć z donicy. Cała wielka donica wypełniona była korzeniami. Musiałam prosić o pomoc, bo nie dałabym rady sama ją wyciągnąć 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co piszesz wynika, że hydrożel bardzo ułatwia start roślinom. Chyba muszę szerzej go stosować w ogrodzie. A może to połączenie okazało się tak rewelacyjne.

      Usuń
  11. Mój Biały Tamaryszku,

    jak ze wszystkim – czas , praca i serce – w dowolnej kolejności, ale zawsze razem – przynoszą efekty. Dziękuję za wyczerpujący ,bogaty w treść i doświadczenie post. Zobacz ile robisz, by pomóc ziemi wykarmić przyjęte pod opiekę rośliny. Pewnie, że wiedza wspiera nas i ułatwia zadanie – wiemy, co gdzie dobrze się będzie czuło, gdzie największe szanse i najlepsze warunki do wzrostu. Wiedza jednak sama w sobie nie wystarczy – możemy czytać mnóstwo poradników, specjalistycznych stron internetowych o konkretnych zagadnieniach , jeśli jednak nie weźmiemy się do pracy – nic samo się nie zrobi. Ale by praca przyniosła owoce potrzebna jest też pasja – przekonanie , że to, co robię ma sens i w rezultacie włożony wysiłek i wiedza dadzą zaplanowany efekt. Pięknie U Ciebie się to splata. Lubię happy endy. Tak ich mało w naszej codzienności.

    Uściski, Firletka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Firletko, jak miło, że jesteś. Ja też lubię happy endy! I masz rację, że niezbędny jest splot kilku czynników dla dobrych efektów. Ładnie to napisałaś.
      Szczęśliwie, czasu mam sporo, sił trochę mniej, ale nadrabiam zaangażowaniem.
      P.S.
      Czy Twój ogród jest gdzieś otwarty?

      Usuń
  12. hm, w naszych okolicach warunki są zgoła inne (żyzne, ciężkie gleby, głównie czarne ziemie pobagienne), więc problemy przy zakładaniu i pielęgnacji ogrodów są różne, ale raczej nie z nawożeniem ;-) Plan nawożenia wygląda tak: siarczan magnezu pod iglaki w marcu, nawóz mineralny do rodków i hortensji w ciągu sezonu, długodziałający w kwietniu na trawnik, powtórka w lipcu, jesienny we wrześniu- październiku. Używamy dużo kompostu. Staramy się ograniczać zużycie torfu, który jest surowcem nieodnawialnym, a jego stosowanie wiąże się z degradacją cennych ekosystemów.
    Oczywiście zdarza się nam sadzić też na piaskach. Wygląda to tak: dobrze przygotowana gleba, zapas materii organicznej (kompost, torf, na razie mamy za mało kompostu...), czasem z hydrożelem, pod roślinę, wystarcza na kilka lat. Później normalny plan nawożenia, uzupełniony o interwencje w razie potrzeby. Najważniejszy jest jednak dobór roślin do gleby i, jednak, uznanie ograniczeń w tym względzie.
    Jeżeli chodzi o twój ogród, to konsultacja z mężem- rolnikiem potwierdziła moje przypuszczenia, że większość zabiegów, które robisz, nie ma kluczowego znaczenia, tzn. nie przekłada się na spektakularne efekty. Najważniejsze jest, i przy tym bym została, zwiększanie kompleksu sorpcyjnego gleby przez dostarczanie jej materii organicznej w postaci kompostu i przekompostowanego obornika. Myślę, że mikoryza i EM mogą być dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza dla bardziej wymyślnych roślin.
    Dodam jeszcze, że igły sosnowe i inne nie zakwaszają gleby, dopóki się nie rozłożą, więc nie robią tego trawnikowi, bo je zbierasz. Dolomit to dobry nawóz, ale niekonieczny odkwaszacz- mech nie rośnie z powodu kwaśnego środowiska, tylko zajmuje niszę tam, gdzie trawa z jakiegoś powodu wyginęła.
    I mam prośbę, normalnie żebrolajka- czy mogłabyś skomentować ten mały ogródek na moim blogu? tylko dlatego, że jestem bardzo ciekawa twoich pomysłów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wdzięczna za fachowe rady, Megi! Co mi się nasunęło po ich przeczytaniu:
      Dobrze przygotowana gleba przed sadzeniem - staram się teraz tak działać, sadząc coś nowego. Gliny nie mam, ale dodaję do swojego piasku obornik przekompostowany, kompost i dobrą ziemię (nie torf! wiem, że to nie jest ekologiczne), (z dodatkiem wiórków i granulowanego obornika). Będę od następnego sezonu dodawać hydrożel, zgodnie z Waszymi radami.
      Natomiast te rabaty, które zostały założone wcześniej, staram się jakoś dopieszczać. Proszę o wyjaśnienia dodatkowe do tego zdania:
      "większość zabiegów, które robisz, nie ma kluczowego znaczenia, tzn. nie przekłada się na spektakularne efekty" - podstawowe moje działania to obornik przekompostowany i kompost i to mam kontynuować.
      Rozumiem, że to granulowany w moim przypadku niewiele daje? Podobnie jak wiórki rogowe czy gnojówki i Rosahumus? (byłaby spora oszczędność).
      Ponieważ wymyślnych (w moim mniemaniu) roślin nie sadzę, więc z mikoryzy i EM-ów mogę zrezygnować, tak? (zresztą to robiłam sporadycznie)
      Wspominasz, żeby stosować nawóz mineralny do rodków i hortensji - sztuczny czy naturalny (jaki)? Wiesz, że wolę naturalny.
      Uznaję ograniczenia glebowe - do pewnego stopnia. Tzn. nie sadzę roślin wymagających dobrej czy gliniastej czy wilgotnej gleby, raczej tylko silne, niewymagające i odporne rośliny, znoszące przepuszczalne i suchsze gleby.
      Nie mogę sadzić roślin na piachy, bo one wymagają słońca, którego u mnie nie ma tak dużo. Zresztą, kocham liściaste, zielone ogrody, nie żwirowo-pustynne, muszę iść tu na kompromis.
      Dziękuję za cenne uwagi na temat trawnika (zakwaszanie i mech). Pewnie trawa jest słaba z powodu cienia i wchodzi mech...
      Czy są jakieś specjalne rady dla trawników nie w pełnym słońcu? Chociaż akurat trawnik dywanowy nie jest moim celem, chcę tylko zielonego tła, po którym ludzie i psy mogą biegać.
      A co polecasz na rabaty wybranym roślinom jako odkwaszacz? Tam na pewno nie wybieram wszystkich opadających z drzew igieł. Zostać przy dolomicie?
      Twój artykuł o tym małym ogródku czytałam już i, oczywiście, wszystkie komentarze, ale nie śmiałam się odezwać i radzić cokolwiek... Skoro ciekawa jesteś zdania amatora, jutro napiszę.

      Usuń
    2. Zaskoczyła mnie informacja o torfie i zastanawiam się co narobiłam. Do tej pory sadząc kwasoluby zawsze dodawałam do mojej gliny piasku i kwaśnego torfu i teraz mam dylemat. Robić mieszankę bez torfu czy dodać coś w zamian?

      Usuń
    3. Dla struktury chyba można zastąpić torf kompostem liściowym.
      Ale dla zakwaszenia to chyba najprostsza opcja. Ale wiem, że można do sadzenia dawać siarkę,która podobno pozwala utrzymać kwaśne ph przez kilka lat, bo wolno rozpuszcza się w wodzie (ale trzeba uważać z ilością). Siarczan za to obniża szybko, ale na krótko. Więc może Twoje podłoże plus liściowy i siarka z siarczanem spełnią zadanie.
      Ogólnie sadzenie w samym torfie (kupowanym jako podłoże do sadzenia) zawsze kończyło się u mnie źle dla rośliny. Przestałam tak robić z tego powodu i względów ekologicznych, o czym pisała Megi.

      Usuń
  13. chodziło mi o to, że masz cały plan nawożenia, a prawdopodobnie na znaczące efekty przekłada się głównie "obornikowanie" i "kompostowanie" rabat. Przekompostowany obornik jest lepszy od granulowanego, bo zawiera więcej nieprzerobionych substancji balastowych (celulozy ze słomy), która powoli się rozkłada tworząc próchnicę, czyli to, czego twojej glebie brakuje.
    Eksperymentalnie odpuściłabym wiórki, Rosahumus i gnojówki. Po jednym sezonie nic nie będzie widać, ale jak nie będzie widać po dwóch, to znaczy, że twoja praca nad poprawą struktury gleby dała efekty i można kontynuować nawożenie kompostem i obornikiem, ograniczając się do niego.
    Nawóz do rodków daję taki, jak ty- siarczan amonu. Do hortensji właściwie tylko w tym roku (nie pamiętam jaki, mineralny, sztuczny)- interwencyjnie, bo były tak zmęczone po suchym sezonie 2015, że zaczęły mieć niedobory (chlorozę), widać było, że nie radzą sobie z transportem :-(
    Dokładnie tak jest z tym mchem. Zwykle (u nas) mech wchodzi, bo gleby łatwo się zbijaja, u ciebie pewnie chodzi o cień. Inna przyczyna wypadania trawy to np. za dużo "filcu" pozostawionego po koszeniu (pomaga wertykulacja). W ogóle trawnik lubi tak: przepuszczalna, ale nie sucha gleba, pełne słońce, stosunkowo niska temperatura roczna, wysoka wilgotność powietrza. Czyli Skandynawowie i Angole mogą go sobie kosić jak pole golfowe, i tak mu nie zaszkodzą. My musimy się starać ;-)
    Tak jak pisała Gorzka Jagoda, najlepiej w trudnych miejscach zastąpić trawnik czymś innym (cienioznośnymi roślinami okrywowymi). Niestety trudno dobrać do cienia i przesychającej gleby rośliny, które będą miały wszystkie zalety trawnika: niski zielony dywan, po którym można chodzić. Prawdopodobnie "mikrokoniczyna", czyli odmiany koniczyny białej, dąbrówka czy twoja ulubiona ;-p tojeść rozesłana częściowo sprawdziłyby się w tej roli.
    Na rabatach zostałabym przy dolomicie, rozkłada się powoli i jest bezpieczny.
    Jestem ciekawa (przecież głównie amatorzy piszą! i to jak świetnie!) i dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, widzisz...Chciałam jak najlepiej, więc daję wszystko, a tu trzeba skupić się na najlepszych substancjach, a resztę odpuścić.
      Czyli z Rosahumusu rezygnuję, a gnojówka będzie tylko do pomidorów. Jakoś trudno mi odrzucić wiórki (to przez tych Anglików), pomyślę jeszcze.
      Wertykulację zawsze robię wiosną i ograniczyłam obszar trawnika. W większości pełni funkcje komunikacyjne, więc trudno go zastąpić. Pomysł z mikrokoniczyną jest ciekawy! Muszę zbadać temat, może zmiany pójdą w tym kierunku.

      Usuń
  14. W moim ogrodzie przyjęłam podobną strategię - do kwiatów i krzewów naturalne nawozy, tylko na trawnik ,podobnie jak ty nie wymyśliłam jeszcze dobrego ekologicznego rozwiązania, ale w przyszłym roku zamierzam przetestować kilka patentów i może akurat któryś z nich okaże się skuteczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kiedyś o pięknym trawniku w Polsce, nie traktowanym chemią (i widziałam zdjęcia). Był zrobiony od podstaw (dobre podłoże, odchwaszczenie), chwasty potem usuwano ręcznie i stosowany był chyba tylko kompost, bez nawozów sztucznych. Napisz koniecznie, jak sprawdziły się Twoje ekologiczne pomysły na trawniku!

      Usuń
  15. Ma Pani piękny ogród i wkłada weń mnóstwo pracy , a jej efekty są naprawdę wspaniałe, gratuluję.Nie czuję się na siłach udzielać Pani porad, a nawet przeciwnie, chciałaby się dowiedzieć dlaczego uważa Pani , że popiołu drzewnego nie można dodawać zbyt dużo ? Kiedyś znajoma wincerka (nie wiem jak po polsku określa się kobietę - właścicielkę winnicy) poradziła mi popiołem drzewnym podsypywać winogron - robię to już parę lat - świetnie się sprawdza - rośliny nie chorują i owocują pięknie- po przeczytaniu Pani wpisu trochę się zaniepokoiłam - czy mogę przedobrzyć ? Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo! Pracy wkładam dużo, czasem myślę, że za dużo... Więcej luzu by się przydało, ale to już skaza charakteru.
      Jeśli chodzi o popiół, to czytałam, że to nawóz wapniowy i jego nadmiar może spowodować zasolenie gleby. Nic więcej nie potrafię powiedzieć, dla mnie to była wskazówka do ostrożnego postępowania. Dlatego najbezpieczniej dawać go do kompostu. Znajoma ogrodniczka przesiewa go na trawnik z dobrym efektem. Ja daję w określonych ilościach pod powojniki. Ale co to znaczy "zbyt dużo" popiołu nie ośmielam się określić. A może winogrona lubią dużo nawozu wapniowego, nie mam pojęcia, ale skoro działa, to chyba warto się tego trzymać. Może też nie sprzyja to grzybowym chorobom, bo one chyba nie lubią zasadowego środowiska.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ja nie dodaję popiołu bezpośrednio na rabaty(chociaż nie mam go dużo, raczej wsypuję go kompostownika. Twój kompost na zdjęciach wygląda na bardzo lekki (co i pomysł wzbogacenia go gliną jest świetny.
      Ja dolomit daję każdej jesieni, na ogród o podobnej powierzchni jak Twój zużywam średnio 2 worki po 20 kg. Tego obornika to Ci szczerze zazdroszczę.

      Usuń
    3. Ja też zdecydowaną większość popiołu daję do kompostownika.
      Kompost mam lekki, ciekawe dlaczego? Czytam, że może być inny, ale nie wiem, od czego to zależy. Daję tam wszystko z ogrodu i domu. O glinę muszę się postarać, już zaczęłam robić wywiad w tej sprawie. Problem jest z transportem.
      Mam nadzieję, że jeśli nie zdążyłam zastosować dolomitu jesienią, mogę to zrobić w końcu zimy?

      Usuń
  16. Myślę, że spokojnie możesz dać dolomit jak tylko śnieg zejdzie. Pamiętaj o przerwie pomiędzy dolomitem a innymi nawozami.
    Mój kompost jest cięższy bo dostają się tam grudki ziemi, wyrwanie chwasta wyłącznie z korzonkiem u mnie praktycznie nie jest możliwe. Rozluźniam go czym się da, ale i tak nie jest tak lekki jakbym sobie życzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli rozumiem, że kompost lekki jest dobry, cieszę się, bo myślałam, że gorszy.
      Kiedyś słyszałam, że dobrze jest sypać dolomit na śnieg, a ten rozpuszczając się, przeniesie go w ziemię. Co sądzisz?
      O przerwie będę pamiętać.

      Usuń
  17. Iza, kompost liściowy powinno się obficie podlać, a potem podziurawic worki zeby był dostęp tlenu - na rozkład działają głownie grzyby, ktore potrzebują wilgoci i powietrza, zeby skruszyć liscie.
    Świetny artykuł, wykonujesz niesamowitą pracę w ogrodzie, a wspaniale efekty potwierdzają skuteczność tych zabiegów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Kasiu! Pamiętam jak o tym opowiadał Monty Don, tak zrobiłam. Chyba, że źle zinterpretowałam określenie "obficie". To mój pierwszy eksperyment z liśćmi w workach i do tego poważny, bo wsad jest z liści dębowych. Napiszę, co z tego wyjdzie.

      Usuń
    2. Dębowe liście mogą potrzebować więcej niż rok, ale w końcu się rozłożą, więc na pewno się uda. Polecam na kompost liściowy liście brzóz, zwłaszcza te grabione z trawnika z resztkami mchu. Najszybciej się kompostuje!
      ps. Monty "Pyton" rządzi ;-)

      Usuń
    3. Mój mąż też tak go nazywa! Oglądałaś pewnie ostatnią jego serię o zakładaniu ogrodów marzeń?
      Liści brzozowych mam dużo, ale wszystkie zgarniam jesienią na rabaty i tam sobie zostają. Wiosną jakieś resztki zbieram i wtedy idą do kompostu.

      Usuń