wtorek, 16 czerwca 2015

MOJE BŁĘDY - część 1 - ZIEMIA

Człowiek uczy się na błędach, przynajmniej powinien. W mojej karierze ogrodniczej sporo ich zrobiłam i pewnie jeszcze nie jeden zrobię.
Niektóre rzeczy da się naprawić, inne - niestety, nie.

Ziemia.
To podstawa ogrodnictwa. Najważniejszy element ogrodu. Baza. Bogactwo albo przekleństwo.
Od niej wszystko zależy. Jak będą rosły rośliny, czy będą zdrowe i odporne.
Jakość gleby ma też kolosalny wpływ na ilość pracy ogrodnika!
Och, żebym ja to wiedziała wcześniej...

Mój ogród jest w Puszczy Kampinoskiej, więc mam glebę piaszczystą, tak naprawdę pod cieniutką warstwą ściółki – plaża.
Jak wszystko, i to ma plusy – taka ziemia szybciej się nagrzewa i łatwiej ją poprawić.
Natomiast minusem jest to, że zarówno woda , jak i wszelkie nawozy i  składniki odżywcze przelatują przez nią prawie jak przez sito.
Tak więc pakowanie w nią odżywek nie ma sensu, bo zostaną błyskawicznie wypłukane w głąb ziemi, gdzie korzenie nie sięgają. Tak samo woda ucieka. A gleba znów jest jałowa i sucha.

U mnie żadna ilość wody lecącej z nieba nie jest za duża, nigdy woda nie zalega, nie ma kałuż.
A ja, szczęśliwa właścicielka działki, w Czasach Ignorancji beztrosko przystąpiłam do sadzenia w ogrodzie. Bo trudno to nazwać zakładaniem ogrodu.

Mały dołek, trochę substratu (czyli torfu) do środka i roślinka posadzona. Kawałek dalej drugi dołek...itd. A między nimi – pustynia. Jak się rośliny mają rozrastać..?
No, nie, przepraszam – po budowie wykonawca nawiózł trochę ziemi na polanę wokół domu.
Co to było? Jaka ilość? Nikogo to nie interesowało, a już najmniej mnie.

Potem się okazało, co to było – glina. Na pokładach piachu znalazła się 10-20 cm warstwa gliny. Która twardniała na beton w czasie upałów, pękała. W którą z wielkim trudem wbijałam łopatę.

 
Pamiętacie, jak pokazywałam zakładanie warzywnika? Wywoziłam wiele taczek z piachem, żeby przygotować dół na wsypanie dobrej ziemi.
 
 
I tak jest ze wszystkim do dziś, z sadzeniem najmniejszej roślinki.
Najpierw trzeba wykopać dół. Nie wystarczy wygrzebać dołek w miękkiej, żyznej ziemi i wsadzić sadzonkę, nie!  Potrzebny jest maksymalnie duży dołek.
Cała”ziemia” musi być wyniesiona wiaderkiem.
Potem przyniesiona dobra mieszanka.
To wszystko na rabatach wśród innych roślin, zwykle nie ma gdzie po prostu sypnąć łopatą na górkę wydobytego podłoża.
Ciężko dźwigać wiadro z ziemią, balansując między roślinami.
 
Pamiętam , kiedyś oglądałam na Domo angielski program o zakładaniu ogrodów. To była seria i cały pierwszy odcinek poświęcony był glebie i przygotowaniu ziemi PRZED zakładaniem ogrodu.
Wtedy wydawało mi się, że to przesada poświęcać takim sprawom całą część, skoro tyle ciekawego można powiedzieć o roślinach i ozdóbkach ogrodowych.
Teraz już wiem, że mieli rację. Bo to jest najważniejsze.

Tak więc wszystkich kłopotów i masy pracy mogłam uniknąć, gdybym była kiedyś bardziej świadoma.
Albo kupiła działkę z żyzną glebą... Zazdroszczę posiadaczom takich ogrodów.

Wszystkie programy angielskie uczące od podstaw ogrodnictwa przykładają do tego ogromną wagę i od tego zaczynają zakładanie ogrodu. Bardzo żałuję, że nie miałam kiedyś tej wiedzy.
Teraz wiem, że tak naprawdę pierwszym zadaniem przy zakładaniu ogrodu w takich warunkach, jak moje, jest poprawienie struktury i składu gleby.
Gdybym dziś zakładała ogród, nie kupiłabym żadnej rośliny przez pierwszy sezon.
Na cały teren, albo tylko na potencjalne rabaty, nawiozłabym gliny i dobrej ziemi i obornika. Przekopała i zostawiła na rok.
Potem zasiała motylkowe i znów przekopała.
Dopiero potem sadziła.
 
Ale to nie są wszystkie moje problemy z sadzeniem!

I te kolejne także wynikają z zaniedbania, tym razem nie tylko mojego.
Pewnie część z moich czytelników także wykopywała „skarby” z ziemi podczas sadzenia.
Pozostałości po budowie.
Moi "fachowcy" pozakopywali gruz i śmieci na terenie całego ogrodu. Można znaleźć cegły , worki foliowe, druty, wylany beton ( usuwamy go młotem pneumatycznym...), słoiki z jedzeniem w środku, wszystko...

Więc po pierwsze – pilnować ekip budowlanych! Ja tego nie robiłam.
Po drugie – jeśli to się nie udało – usunąć jak najwięcej śmieci przed założeniem ogrodu. 

To wszystko wydaje się oczywiste, niemniej ja tego nie zrobiłam !
No i teraz męczę się przy sadzeniu, a rośliny posadzone – także, bo trafiają korzeniami na takie wspaniałości - to wszystko wykopałam z dołków dla dwóch wiciokrzewów:
 
 
 
W tym miejscu jeszcze miałam swobodę i mogłam wykopać dół dowolnej wielkości, a obok nic nie rosło.

A zdarzyło się Wam, że przy wyciąganiu kolejnego wielkiego kawału gruzu zapadły się rośliny rosnące obok? Mnie tak!
 
Żeby nie kończyć tak minorowo, napiszę, że mam miejsca, które zagospodarowywałam sensownie, bo było to już w czasach późniejszych.
Np. warzywnik i Rabata pod Sosną. Tam cała ziemia została wymieniona przed sadzeniem. I tam sadzę czy przesadzam rośliny z przyjemnością i bez problemów.
Kwiaty z tego miejsca:

 
 

10 komentarzy:

  1. Gleba w ogrodzie jest bardzo ważna, szczególnie w warzywniku. Podziwiam Twą pracę przy wymianie gleby.
    Inną metodą jest sadzenie tylko tych roślin, które lubią dane środowisko. Ja nie walczę z glebą w ogródku ozdobnym. W warzywniku - o tak bez przerwy jest wzbogacana o kompost i zielone nawozy. Ale mimo to nie udają się marchewki i inne korzeniowe. Tego co jest w głebszych warstwach gleby nie uda się zmienić.
    Twój ogród na piaskach wygląda bardzo obficie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się idea sadzenia roślin lubiących dane środowisko, jak najbardziej popieram.
      Mimo, że staram się prowadzić ogród w zgodzie z naturą, nie potrafię się na to zdobyć. U mnie chyba nic nie powinnam sadzić - większość roślin sucholubnych, które dałyby sobie radę w mojej glebie naturalnej - kocha słońce, a ogród jest w większości zacieniony. Nie jest to cień głęboki, ale jednak.
      No i kocham zielone ogrody, liściaste.
      Więc próbuję wypośrodkować. Trochę poprawiam glebę i sadzę tylko rośliny pewne, niewymagające, odporne na trudne warunki. I akceptuję, że u mnie nie są tak dorodne i obficie kwitnące, jak mogłyby.
      Twoja wypowiedź przypomniała mi, że tyle wysiłku i pieniędzy wkładam w działanie przeciw naturze, a hasło mojego bloga głosi coś wręcz przeciwnego... Jak tu się obronić..?
      Moje hasło jest uzasadnieniem, dlaczego mi trudno tworzyć wymarzony ogród. Wskazówką dla innych, w połączeniu z opisem moich działań.
      Ideą, która mi przyświeca, ale której nie udaje mi się w pełni realizować.
      Wiele rzeczy robię w tym obszarze, napiszę o tym przy innej okazji. Ale skoro ogród ma także uszczęśliwiać - trudno mi zrezygnować całkowicie z tworzenia wymarzonego typu ogrodu.
      A w warzywniku mam podobne problemy, jak Ty. Chociaż marchewki mam lepsze niż rzodkiewki. Myślę, że u mnie w znacznej części to problem braku wody.

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi się Twój tekst. To ważne jaka jest gleba, zwłaszcza, że mało kto ma ogród na wystarczająco dobrym podłożu. Tak jak piszesz, trzeba kopać wielkie doły i sadzić w dobrym podłożu, podlewać, nawozić i obserwować komu czego brakuje...Dużo o tym ostatnio rozmawiamy w domu, że na naszych podwarszawskich piaskach, samodzielnie to tylko sosny, jałowce i wrzosy dają radę. No może jeszcze dziewanna...
    Pozdrawiam serdecznie...
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Magdo!
      U mnie nawet z wrzosami średnio, bo słońce mam tylko na środku ogrodu. Na wrzosowisku pod lasem (półcień w zasadzie) zdecydowanie lepiej radzą sobie wrzośce. Zastanawiam się, czy nie zastąpić nimi wrzosów, z którymi ciągle mam kłopoty. A dziewanna i owszem - przywędrowała! Pojawiają się, o dziwo, i w cieniu! Lubię je, chociaż czasem przytłacza inne rośliny.
      Ciekawe, czy te hodowlane, mniejsze odmiany o innych kolorach też są takie twardzielki.

      Usuń
  3. Fajny post :) U nas poprzedni właściciel pozakopywał i powysypywał w różnych miejscach ogrodu gruz. Można czasem zonka załapać przy sadzeniu :) Zastanawiam się gdzie jeszcze na niego trafimy...
    Dziewanny wysiały się same i skasowały nam w tym roku lilie! Roślina morderca, a korzenie ma w piekle normalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję. Wiem, co to znaczy usuwać takie dziadostwo.
      Nie próbowałam wyrywać dziewanny. Za to nie dałam rady zwykłym sekatorem przeciąć jej łodygi, jak pień po prostu. Masz rację, że trzeba uważać, gdzie się pojawia, bo wykończy delikatniejsze rośliny.
      Ale musisz przyznać, że wygląda efektownie. Monumentalna i naturalna jednocześnie.

      Usuń
  4. Chętnie czytam Twojego bloga. Miałam kiedyś ogród w Twoich okolicach- koło Puszczy Kampinowskiej. Nie tyle przeszkadzała mi piaszczysta ziemia co brak wody. Teraz mam ogród na glinie. Oba mają swoje mocne i słabe strony. Na 'piachu' udają się cebulowe- nie trzeba było nawet wykopywać ich na zimę, ładnie rosły tawuły, róże pomarszczone, głogi,złotliny, robinie, wiśnie, różne sosny, jałowce i klony. Na glinie zupełnie inaczej: cebulki są zjadane lub pleśnieją. Trzeba na nie chuchać i dmuchać. Sosny i wiśnie marnieją. Za to hortensje, kaliny i derenie rosną jak szalone wystarczy wetknąć patyk do ziemi Pozdrawiam, Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Małgorzato! Miło mi, że czytasz moje opowieści.
      Masz rację, mnie także bardziej przeszkadza brak wody w glebie i jej błyskawiczne przeciekanie. Nawet po największych ulewach nie mam kałuż w ogrodzie.
      Jednak z powodu braku przygotowania gleby przy zakładaniu ogrodu, każde sadzenie jest bardzo ciężkie, ze względu na konieczność wykopywania i usuwania wielu taczek piachu. Alternatywą byłoby sadzenie tylko sucholubnych (pustynnych?) roślin, na co się jednak nie zdecydowałam.
      Ty nie miałaś tego problemu?
      Rzeczywiście, cebulowe rosną u mnie dobrze, poza narcyzami. Hortensje sobie radzą, ale nie osiągają pełni swojej możliwości, jednak jestem z nich zadowolona. Poza ostatnim, suchym latem, kiedy wyglądały dość marnie. Zazdroszczę Ci tych kalin i dereni, bardzo je lubię.
      Pozdrawiam i zapraszam!

      Usuń
  5. Jeśli trzeba przygotować miejsce dla rośliny to kopanie w piachu nie jest takie złe w porównaniu z kopaniem w ciężkiej glinie. Za to glina zostaje polepszona na długo, a z piasku materia organiczna szybko znika. Staram się zawsze dopasować rośliny do ziemi i siedliska. Jeśli na dole działki rów melioracyjny wylewa jak Nil na wiosnę to sadzę metasekwoje , błotnie i kaliny. Jestem powolnym ogrodnikiem. Dużo czasu spędzam na oglądaniu miejsca, przyglądaniu się rosnącym roślinom, a potem dopiero decyduję co dosadzić aby uzyskać zamierzony efekt. Podziwiam ogrom pracy włożony w Twój ogród. Bardzo podoba mi się to jak zestawiasz ze sobą rośliny. Pozdrawiam. Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam przyjemności kopania w glinie, ale naczytałam się, jaki to problem. Pod tym względem piachy są na pewno lepsze. Zresztą w ogóle każda z tych gleb ma swoje plusy i minusy.
      Oczywiście, metoda dobierania roślin do stanowiska jest rozsądna i właściwa, podoba mi się. Jestem pełna uznania dla Twoich metod pracy. Ja często jestem niecierpliwa.
      Mimo swoich poglądów, działam nieco inaczej - staram się pogodzić swoje upodobania estetyczne i wizję wymarzonego ogrodu z realiami i zasadą przystosowania się do środowiska. Czyli ulepszam ziemię, staram się zmodyfikować warunki, na ile to możliwe i wybieram rośliny niewymagające, odporne, żadnych rarytasów,dobrze czujące się w słabej, piaszczystej glebie lub przeciętnej.
      Dziękuję za uznanie i zapraszam znowu!

      Usuń