niedziela, 15 stycznia 2017

ZŁOTO OGRODNIKA czyli KOMPOST W MOJEJ WERSJI

Wiem, każdy zna to hasło, ale dopóki nie każdy ogrodnik korzysta na co dzień z kompostu, warto je przypominać.
Ostatnio o kompoście czytałam w dość nietypowym miejscu - w listopadowym numerze "Wysokich obcasów" poświęciła mu artykuł Agnieszka Kręglicka, restauratorka.  Fajnie, że o kompoście myślą nie tylko ogrodnicy!
"Gdy wyrzucam ogryzek jabłka do śmietnika, powiększam górę śmieci na wysypisku. Gdy wyrzucam go do kompostu, produkuję cenny, użyźniający nawóz" pisze.  I mamy dwie pieczenie przy jednym ogniu!

Każde gospodarstwo domowe wytwarza masę organicznych odpadków. Po co marnować tyle dobra?
Gdy mamy kompost, żadne zapomniane, nadgniłe jabłko i żadne odpadki kuchenne czy ogrodowe nie są stracone - przekształcają się w pokarm dla gleby. A nasz udział w zaśmiecaniu planety jest nieco mniejszy.

A najważniejsze, co chcę napisać, to to, że mój kompostownik nie jest wzorcowy. I że mimo to spełnia swoją rolę!

kompostownik
śliczny, przesiany kompost własnej produkcji



W sieci czy w literaturze można znaleźć przepis na idealne wykonanie kompostu. Warto go znać, żeby rozumieć co, jak i dlaczego.

Znajdziemy tam informacje o zróżnicowanych składnikowo warstwach odpowiedniej głębokości, o właściwym mieszaniu składników suchych i mokrych, zielonych (azot) i brązowych (dostarczających węgla), o utrzymywaniu właściwej wilgotności i konieczności napowietrzania, o przesypywaniu ziemią i właściwych proporcjach.
Są informacje o optymalnych rozmiarach pryzmy i częstotliwości jej przerzucania .
Także o dżdżownicach kalifornijskich, które zdziałają nam cuda, o dodawaniu mączki bazaltowej, obornika , EM-ów, innych preparatów aktywizujących kompost.

Nie będę wchodzić w szczegóły. Nie tylko dlatego, że pisali już o tym inni.
I nie dlatego, że lekceważę te instrukcje, wręcz odwrotnie. Kompost przygotowywany według nich jest doskonały.  A dzięki nim,  gotowy nawóz mamy do wykorzystania w ogrodzie nawet po miesiącu czy trzech, czyli bardzo szybko.
Takie działanie jest najbardziej efektywnie i daje fantastyczne rezultaty.

Ale najważniejszą nauką jaką można z nich wyciągnąć, jest świadomość, że skład musi być zróżnicowany. I że niezbędne są tylko trzy rzeczy: resztki organiczne, woda i powietrze.
Rozumiejąc, jakie procesy toczą się w pryzmie kompostowej i maksymalnie ułatwiając cały proces, wypraktykowałam własne metody.

kompostownik
skrzynia ze świeżymi odpadkami



Do skrzyni kompostowej wrzucam wszystkie odpady ogrodowe i kuchenne. Skład mojego kompostu jest więc zróżnicowany.

Nie tylko obierki, łupiny cebuli czy ogryzki itp.
Także ugotowane resztki jedzenia, np. jakiś stary kompot, resztki zupy, klusek, także mięsa. Mimo, że jest to niewskazane.
No, bo ile ich jest?? Nie chce mi się babrać w resztkach z talerzy i wybierać kawałki żyłek. I tak masę tworzą surowe odpady. A jeśli przydarzy się jakiś większy kawałek mięsa, zjada go pies.

Unikam jedynie cytrusów, bo ich resztek może się uzbierać więcej, a nie są korzystne.

Z innych domowych produktów, dodaję mało kojarzące się z kompostem: skorupki jajek, zużyte chusteczki higieniczne, ręczniki papierowe, rolki po papierze toaletowym. I popiół z kominka. I suchy chleb, jeśli taki się zdarzy.

kompostownik
odpadki kuchenne w kompoście, widać nawet papierowe torebki



Również z ogrodu wykorzystuję wszystko, także chwasty, z kwiatami, nasionami, nie bawię się w żadną segregację.

Nie rozdrabniam też roślinnych odpadków. Niestety, nie mam ciągle rozdrabniarki, a "siekać" szpadlem nie mam siły, muszę ją oszczędzać na inne prace.

Czego nie wrzucam do kompostu?
Igieł sosnowych (mam ich mnóstwo), liści dębowych (przerabiam oddzielnie albo palę) i skoszonej trawy.
Ona w większej ilości ma skłonność do zbijania się i gnicia (brak tlenu). Podsuszona nadaje się do kompostownika. Ja tak nie robię, to zbyt kłopotliwe. Niewielkie ilości świeżej trawy wrzucam czasem do skrzyni, ale zwykle rozkładam ją jako ściółkę na rabatach.

Z rzeczy mniej oczywistych dodaję kawałki tektury i wytłoczki po jajkach (porcja węgla), trochę obornika, resztki gnojówek (te zresztą bardzo przyspieszają rozkład).

Myślałam o dżdżownicach kalifornijskich, ale mają pewne wymagania, a ja chcę sobie całe działanie maksymalnie ułatwić, więc zrezygnowałam.

U mnie do kompostu w sposób nieunikniony dostają się igły sosnowe. Więc większe znaczenie niż gdzie indziej ma popiół (odkwaszenie).
Wapno spowalnia rozkład i nie lubią go dżdżownice, więc myślę, że w normalnych warunkach nie jest to konieczne.

kompostownik
kompostownik się wypełnia, nie mieszany

Ile więc pracy kosztuje kompost?
Niewiele przy nim robię, raz w roku przerzucam. Tzn., sorry - robi to mój szanowny małżonek ("Hrabia w kompoście"). A robi to, gdy trzeba opróżnić pełną skrzynię (zwykle jesienią).

kompost
pełny kompostownik


kompost
przerzucanie do sąsiedniej skrzyni, tam będzie dojrzewał aż do końca



W wyjątkowych okazjach (za rzadko) podlewam pryzmy.
Tak więc, jak widzicie, nie wykonuję zalecanych zwykle zabiegów.
Mimo to kompost nigdy nie śmierdzi - jedyny lekko nieprzyjemny zapach dają resztki owoców w upał, ale to krótkotrwałe.

Wiem, można zrobić kompost w bardziej doskonały sposób. Moja wersja jest uproszczona, ale działa!
Z jedną istotną różnicą - kompost gotowy jest dopiero po roku.
Za to robi się dosłownie sam i bez żadnych starań. Nic nie robię, a górka czarnego złota rośnie, tyle że wolniej.

Więc jeśli wśród czytelników jest osoba obawiająca się kłopotów i pracy przy kompoście - bez obaw!

kompostownik
to już nie jest świeże



Co się dzieje w kompoście?
Odpady nie gniją (więc nie śmierdzą). W kompostowniku miliony stworzeń przerabiają organiczne odpadki na próchnicę. To bakterie tlenowe przerabiają materię, dlatego potrzebny jest dopływ powietrza. Dlatego procesowi dobrze robi przerzucanie. Dlatego dodajemy połamane gałązki. Dlatego w zbitej substancji czy szczelnie zamkniętej, proces jest przerywany, a zaczyna się gnicie, smrodek i maziaja.

Ja swoich skrzyń nie przykrywam, na zimę tylko kładę na wierzchu warstwę tektury czy słomę, żeby jak najdłużej utrzymać temperaturę potrzebną do procesu kompostowania.
W dużej pryzmie kompostowej panuje wysoka temperatura, nawet 60 stopni. W takiej giną patogeny i nasiona chwastów. Nawet jeśli moja pryzma jest chłodniejsza i one przeżyją, nie zauważyłam żadnych negatywnych tego skutków w ogrodzie.

kompostownik
powoli następuje przemiana...

Są różne rodzaje kompostu.
Można zrobić go tylko z liści. Ja zrobiłam taki w tym roku w plastikowych, dziurawych workach.
Taki kompost jest inny! Ma kwaśny odczyn i  jest ubogi w składniki odżywcze, więc nie można go stosować w roli nawozu. Za to jest dokonały do poprawy struktury gleby i jej chłonności.
Powstaje też inaczej - butwiejące liście przerabiają grzyby. Nie potrzebuje prawie powietrza.

Odczyn normalnego kompostu jest nieco zmienny i zależy od składników, zwykle ph jest lekko kwaśne lub neutralne.

Tzw. kompost grzybowy, podłoże  z pieczarek, ma odczyn zasadowy (nie nadaje się pod rododendrony).

kompostownik
zawsze mnie zadziwia, że z odpadków powstanie czarne złoto


kompostownik
gotowy kompost - jeszcze nie przesiany



Kompost w środkowej fazie przemiany, nie do końca przerobiony (z widocznymi kawałkami roślin), można stosować jako ściółkę (tak też wykorzystuję odsiane, grubsze kawałki z rafy). Urzędują w nim dżdżownice. Ja takiego nie wsypuję w dołki, bo czytałam, że zakopana próchnica umiera.

Natomiast dojrzały kompost, wyglądający jak czarna ziemia, bez zapachu, można wykorzystać do sadzenia roślin lub przygotowywania mieszanki ziemi lub wykorzystywać jako ściółkę.

kompostownik
przesiany kompost



Normalny kompost zawiera dużo mikroorganizmów i jest bogaty w składniki odżywcze.
Pełni funkcję nawozu (ale nie da się nim przenawozić), dostarcza materię organiczną, mikro i makroelementy.
Doskonale wpływa na strukturę każdej gleby i poprawia jej chłonność.
Kompost jest lepszy od nawozu sztucznego także dlatego, że w każdej garści kompostu są miliony organizmów żywych, które aplikujemy na grządki, a te stworzonka są niezbędną częścią zdrowej gleby, dzięki nim ona żyje.

Może być jedynym nawozem stosowanym w ogrodzie. Konkurencyjny wobec niego jest tylko obornik, ale za to z nim nie można postępować tak beztrosko.

Mój kompost jest lekki i sypki.
Nie powinien leżeć za długo (latami), bo traci składniki odżywcze. Ja zużywam go w ciągu sezonu, mało tego - ciągle mi go brakuje.
Dlatego też jeszcze nigdy nie wypróbowałam "herbatki" z kompostu, czyli nawozu płynnego - wodnego wyciągu do dożywiania dolistnego.
Ale mam przepis: pełną łopatę kompostu wrzucić do worka płóciennego lub jutowego, zawiesić w wiadrze z wodą, przykryć, a po kilku dniach woda nabierze koloru słabej herbaty i gotowe. Podobno można namaczać worek kilka razy.
Czy ktoś z Was to wypróbował?

pierwsze dwa kompostowniki - kiedyś



Początkowo miałam jedną skrzynię, teraz mam trzy.
Zbijane są trochę byle jak, samodzielnie, często z desek z palet. Nie zabezpieczam niczym drewna, a kiedy się rozpada, stawiam nowy kompostownik.
Ostatni jest bardziej doskonały - zadbałam o przerwy między deskami dla lepszego napowietrzania.
Skrzynie nie mają dna, odpady leżą bezpośrednio na ziemi, pozwala to na swobodną wędrówkę drobnoustrojom i przepływ wody.

Równie dobrym rozwiązaniem jest  po prostu usypywać pryzmę z resztek na ziemi, bez skrzyni.

kącik gospodarczy w ogrodzie
moje trzy kompostowniki aktualnie



Można też postawić gotowy pojemnik plastikowy (może bardziej estetyczny..? czy ja wiem). Według mnie, jest wart ustawienia tylko w wyjątkowo trudnych miejscach - na widoku, w malutkim ogrodzie, lub gdy mamy niechętnego sąsiada.
Najczęściej bowiem słyszę o kłopotach z kompostem właśnie w przypadku takich pojemników.

Ostatnio czytałam, że w wielu miastach funkcjonują kompostowniki miejskie, a także jest akcja udostępniania kompostowników prywatnych, nie tylko na terenie ogródków działkowych (w necie są o tym informacje).

kompostownik
tym razem widać  jakieś suche liście i gałązki



Z akcesoriów przydatnych przy kompostowaniu sprawdza mi się rafa do przesiewania. Zwykle ustawia się ją pionowo, ale wtedy przerzucanie nie jest lekkie.
Moja - zrobiona z kawałka palety, do którego przybiłam plastikową siatkę - leży sobie na skrzyni, do której przesiewam kompost. Mogę to robić po troszeczku, takie ustawienie bardzo ułatwia mi to samodzielną pracę.
Ale, jak wiecie, nie zawsze przesiewam kompost. Nie jest to konieczne.

rafa
rafa na ostatnim kompostowniku, widać odsiane , nierozłożone resztki



Najnowsza skrzynia jest udoskonalona –  ponieważ jest w niej kompost dojrzały, gotowy do użytku, część jednego boku ma wyjmowane pojedynczo deseczki, stopniowo, do samej ziemi, żeby łatwiej było go wyjmować w miarę ubywania. Mogę sobie swobodnie wejść do wnętrza skrzyni.

otwarte wejście - jest szersze niż się wydaje

Na zdjęciu widać tylko kawałek metalowego profilu, podtrzymującego te deseczki.
Myślę, że nowe skrzynie będą miały takie ścianki całe wyjmowane, to najwygodniejsze rozwiązanie!

Moje  kompostowniki stoją z dala od domu, w kąciku gospodarczym, więc przy tarasowym wyjściu do ogrodu mam plastikowe wiadro z przykrywką, żeby móc szybko usuwać resztki z kuchennego pojemnika.

kompostowniki
w skrzyni z dojrzewającym kompostem wyrosły pomidory





Mam nadzieję, że odczarowałam tym tekstem kwestię kompostowania i zachęciłam do robienia kompostu.
Przecież to stała dostawa bogatego i darmowego nawozu, doskonałego dla roślin.
Nieważne więc, jaką metodę robienia kompostu wybierzemy - najważniejsze, żeby go po prostu robić i wykorzystywać!

67 komentarzy:

  1. Ja takze kocham kompost:) Mieszkam na wsi i dziwie sie, ze moi sąsiedzi nie segregują odpadów.Może dają odpadki świniom, ale niewielu z sąsiadów je hoduje. Kompost robie jak Ty z tym, że nie wrzucam jedzenia. Niestety przychodzą do jedzenia szczury, a na wsi jest ich sporo:) Poza tym moje psy lubia grzebać w kompostowniku, więc unikam takich resztek. Nie ma lepszego podłoza jak kompost, to jest prawdziwe złoto i to darmowe:)
    Swietny post. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś na wsi segregowało się śmieci, pamiętam u dziadków wiadro na odpadki, wszystko szło dla zwierząt. Reperowało się też i wykorzystywało stare przedmioty.
      O szczurach wiem, u mnie też mogą być, ale nie zauważyłam problemu. Takich resztek mam naprawdę mało, giną w masie. A psy do kompostownika się nie dostaną, bo jednak mam skrzynie.
      Dzięki za pochwałę!

      Usuń
  2. Tak jak piszesz, robienie kompostu nie jest czymś strasznym i ciężkim. Już kilkanaście lat wykorzystuję go do użyźniania ogrodu. Ja mam jeszcze tylko zasadę, że nieprzerobiony do końca kompost używam na jesieni, a przerobiony na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, napisałam to, bo czasem czytając o kompostowaniu mam wrażenie, że wygląda to na strasznie skomplikowany proces. Obawiam się, że gdybym kiedyś przeczytała te teksty, nie miałabym kompostownika! A w moich Czasach Ignorancji tata po prostu zbił skrzynię i kazał wrzucać, więc to robiłam, kompletnie się nie zastanawiając. Działało bez problemów, więc potem już żadne teorie nie były mi straszne.
      A dlaczego robisz taki podział przy stosowaniu kompostu? Oba, rozumiem, używasz jako ściółki? Więc nieprzerobiony ma więcej czasu?

      Usuń
    2. Chroni rośliny przed mrozem, a jednocześnie nie zabiera z gleby składników potrzebnych do jego przerobienia :)

      Usuń
    3. Tzn., że nieprzerobiony do końca kompost zabiera zabiera azot, tak jak kora??

      Usuń
  3. Nie wyobrażam sobie ogrodu bez kompostowania. Ja poszłam na większą łatwiznę, bo mam jedynie pryzmy kompostowe. Nie przerzucam i nie przesiewam bo mam tego naprawdę dużo a czasu dla ogrodu niewiele. Kompost w miarę potrzeby podbieram od dołu nie bacząc na to że są tam czasem jakieś większe odpadki. Wyrzucam na pryzmę również skoszoną trawę ale przekładam ją innymi badylami lub przesypuję popiołem drzewnym, nie wyrzucam odpadków mięsnych, bo te zjadają zwierzęta. Jesienią zrobiłam fachowy kompost liściowy i jestem bardzo ciekawa efektów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że pryzmy są wygodne. Cieszę się, że Twoje doświadczenia potwierdzają działanie najprostszych sposobów.
      U mnie tego mięsa w zasadzie nie ma, ja go nie jem w ogóle, więc kupuję go bardzo mało dla M., jeśli jakiś kawalątek zostanie, pies dostaje go do miski. Więc na kompoście naprawdę lądują jakieś okruszki i zaraz giną przysypane masą obierków czy tp. Zgadzam się, że mięsa w kompoście być nie powinno.
      Ja też w tym roku pierwszy raz zrobiłam liściowy w workach. Boję się, że trochę za mało go podlałam.

      Usuń
    2. Liściowy w workach robiłam rok wcześniej, ale zaniedbałam podlewanie i po roku w workach były jedynie pokruszone liście. Teraz mam dla liści kompostownik z siatki i mam nadzieję że będzie lepiej bo deszcz czy śnieg pomogą w rozkładzie liści a może i jakieś dżdżownice pomogą :)

      Usuń
    3. W workach to chyba dżdżownice nie pracują, tam chyba zachodzą inne procesy, ważne są grzyby i woda. Ja myślałam (i tak zrobiłam), że podlać porządnie trzeba tylko raz, na początku. Zobaczymy, co będzie. Daj znać, jaki będzie efekt w Twoich siatkowych koszach.

      Usuń
    4. Na razie leży na nich gruba warstwa śniegu ale nie omieszkam podglądnąć wiosną :)

      Usuń
  4. Swój kompost to nie tylko ekonomia i dbanie o środowisko. To przede wszystkim korzyść dla naszej flory! Żadne sztuczne użyźniacze nie zrobią tyle dobrego, co sama natura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa! Wierzę, że warto się przestawić na naturalne metody nawożenia.

      Usuń
  5. Och !!! Jak się cieszę na te cenne informacje !!! Przeczytałam wszystko. Wiedzę o kompoście - po prostu chłonę ! Mam na razie dwa pojemniki z palet na kompost. W jednym są resztki bardzo różne - z ogrodu i z kuchni, a w drugim - jesienne liście. Nie przesiewałam jeszcze ani nie przerzucałam. Mam je od zeszłego lata. Jedna jest przykryta kartonem, a druga starym dywanem. Przy wyjściu na taras mam oczywiście wiaderko - podobnie jak Ty.
    Czekam do wiosny i wtedy zobaczę, co tam słychać u moich kompostowników. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że artykuł trafił w Twoje potrzeby, Ula!
      Ja liście zgarniam jesienią na rabaty, tylko dębowe dałam do worków.
      U mnie odpadów jest dużo, więc jedna skrzynia zapełnia się całkowicie w ciągu sezonu. Przerzucam jej zawartość do drugiej, gdzie kompost sobie dojrzewa, bo nie miałabym gdzie wywalać bieżących odpadów. W trzeciej skrzyni jest (chociaż zwykle krótko) gotowy kompost.
      Dywan to tylko na zimę?

      Usuń
    2. Tak, dywan na zimę. Gdzieś o tym wyczytałam czy usłyszałam - nie pamiętam. To przykryłam. Latem też polewałam wodą moje komposty.

      Usuń
  6. Gdyby chciało mi się pisać napisałabym słowo w słowo to co Ty, dobrze, że piszesz o tym bo nigdy za wiele a czasopisma proces kompostowania przedstawiają zbyt diabolicznie, niezdecydowani czy oporni moga zniechęcic się, tymczasem sprawa jest prosta, naturalny recykling, naturalny obieg materii. Korzyści przy tym mnóstwo.
    Swoje kompostowniki postawiłam na samym początku, z grubych desek, między, którymi są odstępy, po opróżnieniu z kompostu smaruję je olejem jadalnym od wewnątrz w celu zapewnienia im długiego uzytkowania/16lat/
    na spód kładę siatkę z oczkiem 1x1cm by krety nie wyjadały dżdzownic.
    To chyba wszystko, jedyny błąd- brak wyjmowanej ścianki od przodu, wtedy jednak byłam na to zbyt zielona, w ogóle zastanawiam się skąd wtedy te kompostowniki przyszły mi do glowy? ignorantka ogrodowa. Mam też pryzmę i plastykowy kompostownik, cóż potrzeby coraz większe.
    To i tak mało, nieprzerobiony kompost ułożony jako ściólka przed zimą
    jest wciagany przez dżdzownice pod ziemię, w ten sposób szybciej spełnia swoje funkcje.EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie, to naturalny proces, nie analizując - dość prosty i w zasięgu każdego.
      Nie zauważyłam u siebie śladów działalności kretów w kompostowniku, ale może tego nie widać. W każdym razie patent z siatką super, zrobię przy wymianie kompostowej skrzyni. Pomysł z olejem ciekawy, jeśli to z jego powodu trwałość skrzyni wydłuża się do kilkunastu lat, to warto smarować. Moje skrzynie często są z byle jakiego drewna, np. z palet, zawsze to zwiększy ich wytrzymałość.
      Też myślałam o rozkładaniu nieprzerobionego kompostu na rabatach jesienią, ale ponieważ ciągle mam go za mało, zostawiam go do wiosny, żeby ułożyć na uporządkowanych. Jesienią na rabaty idą liście i badyle.

      Usuń
  7. Robię podobnie :) Tylko, że ja nie przesiewam a wiosną rozkładam gotowy kompost w warzywniku. Od czasu do czasu stosuję drożdże rozpuszczone w deszczówce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drożdże..? Napisz coś o tym, proszę, nie wiem nic na temat ich działania!

      Usuń
  8. Jak wiesz nie ma takiego miejsca na kompostowniki, ale postawiłam sobie taki plastikowy. Nie wystarcza na moje potrzeby, ale dobre i to. Gdybym mogła zacząć ogrodowanie od nowa, na pewno znalazłabym miejsce na coś podobnego jak u Ciebie, ale w mniejszej skali. Dlatego dla wzbogacenia gleby używam środków bardziej dla nie dostępnych, czyli biohumusu. To już będzie 3 rok od kiedy go używam i powoli zaczynam dostrzegać różnice w glebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biohumus na pewno fajny, trzeba się jakoś wspomagać. Ale z kompostem w tym plastikowym pojemniku nie masz żadnych problemów?

      Usuń
  9. Ja mam i 2 bardzo duże drewniane skrzynie i takie kompostowniki z tworzywa (10 sztuk). Nie da się ukryć, że w skrzyniach ten kompost jakoś tak, hmm... No nie wiem szybciej się przerabia? Na kompostowniki z tworzywa zdecydowałam się tylko dlatego bo w górnej części ogrodu nie mogłam już wstawić takich dużych drewnianych. Nie daję resztek z talerzy, skórek cytrusów i panicznie boję się skorupek z jajek (salmonella). Dodatkowo wrzucam zużytą zawartość kociej kuwety (żwirek drewniany). U mnie jest dużo materiału zawierającego węgiel, zwłaszcza wiosną po cięciu krzewów, bylin i traw dlatego z każdego koszenia latem ląduje w każdym pojemniku cienka warstwa skoszonej trawy. Proces przekładania wygląda podobnie jak u Ciebie, raz w roku - jednak nie mam czasu na przesiewanie. To co się do końca nie rozłożyło ląduje w pustym aktualnie kompostowniku i tyle, reszta na rabatach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, matko..! Tyle kompostowników! Napisz coś o tych skorupkach, nigdzie nie spotkałam się z ostrzeżeniami przed salmonellą. Czy temperatura w pryzmie nie zneutralizuje jej?

      Usuń
    2. Pałeczki salmonelli giną w temp 60-65 stopni C. Gdy mieszkałam w bloku moja sąsiadka zbierała skorupki jajek by je potem nie wiem czy dawać do kompostu czy robić jakiś wywar do kwiatków. W każdym razie mała dziewczynka (wnuczka) zachorowała na salmonellozę. Sprawa była poważna dziecko z ciężkimi objawami trafiło do szpitala w Prokocimiu. Od tamtego czasu nie daję skorupek na kompost, nie wiem czy moja pryzma osiąga takie wysokie temperatury.

      Usuń
    3. No, tak...ja też nie wiem, ile stopni jest w mojej pryzmie.
      Pewnie dziecko dotykało skorupek rączkami i potem ręce trafiły do buzi.
      U mnie małych dzieci nie ma, ale może warto być ostrożnym.

      Usuń
    4. daję wszystko to, co ty Tamaryszku plus to, co Marta (kuwety- pelet drewniany, gryzoniowe domki- trociny, woda z czyszczenia akwarium). Skorupki jajek są bezpieczne, jest mnóstwo lepszych sposobów na zakażenie się salmonellą ;-) daję też skórki z cytrusów i bananów, konserwanty w nich zawarte tylko nieznacznie zmniejszają efektywność kompostowania (ale nie używam tego kompostu pod warzywa).
      Powinno się dawać azot (np. mocznik), to najlepszy przyspieszacz kompostowania.

      Usuń
    5. Pamiętam, ' epidemie ' salmonelli. Pracowałam wtedy w WOPR - zalecali mycie pod bieżącą wodą, sparzanie, bo salmonella jest na skorupkach.
      Często robię domowy majonez i nigdy nie miałam żadnych kłopotów.. Kompostuję.
      Zamiast wapna dałabym dolomit ( brakuje nam magnezu, bo nie ma go w glebie i w roślinach ).

      Usuń
    6. Megi - Rozumiem Martę, że po takich doświadczeniach ma obawy przed salmonellą. Zgadzam się jednak, że w większości przypadków można wrzucać skorupki jajek do kompostu.
      Mocznik ma największą zawartość azotu, prawda? Ile powinno się go wrzucać?
      Słyszałam kiedyś (zdaje się, że w Gardeners' World), że także ludzki mocz ma bardzo dobry wpływ na procesy w kompoście.


      Usuń
    7. Bylinowy Pan - Witam nowego gościa! Pewnie Wasze doświadczenia rozwieją obawy przed skorupkami. Ja też robię domowy majonez.
      Co do dolomitu, to sama właśnie jego używam. Czasem daję do kompostu, dodaję też pod rośliny nie lubiące kwaśnej ziemi. Nie myślałam o magnezie, traktowałam go raczej jako odkwaszacz.

      Usuń
  10. Mam pryzmę, czyli wersję najprostszą, a efekty cudne. Naczytałam się wiele, a wyjaśnił mi wszystko doświadczony ogrodnik, taki z krwi i kości, a nie z czasopism ogrodniczych:"Paaani, a kto by się w to bawił, na kupę pani, na kupę..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... Często najprostsze rozwiązania są najlepsze. Tym bardziej, że tu powtarzamy naturalne zjawiska z przyrody, a nie wymyślamy kosmicznych technologii. Co nie znaczy, że procesy zachodzące w kompoście nie są skomplikowane i fascynujące, ale, jakby, nic nam do tego.

      Usuń
    2. U mnie 'kupa' doskonale funkcjonowała przez wiele lat, aż doszłam do etapu kiedy kupa miała ponad 20 m długości:) i była baaardzo widoczna. Stwierdziłam też że miejsce po kupie świetnie nada się na nowe rabaty bylinowe. Z czasów kiedy kupa była na topie miałam w niej systematycznie zaskrońce - znosiły tam jaja i potem sobie wypełzały małe zaskrończyki.

      Usuń
    3. Wyobrażam sobie, jak świetnie tam rosły potem byliny.
      A zaskrońce są pożyteczne, ale wiele osób się ich boi, no, nie lubi. U mnie też są w ogrodzie, i dobrze, ale nie wiem czy wyłażą z kompostu.

      Usuń
  11. świteny artykuł, u siebie mam plastikowy kompostownik, dwa razy do roku go praktycznie opróżniam, również kompostuje wszelkie reszki nieprzetworzone z kuchni, rolki po papierze, obierki, skorupki jajek choć o salmonelli nie pomyślałam, w jaki sposób może byłby się zarazić?
    uwielbiam Twój ogród podglądam i czerpię inspirację :) Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I cieszę się, że korzystasz, Ula.
      Mam nadzieję, że Marta napisze coś o tej salmonelli, też jestem ciekawa.

      Usuń
    2. Ula, zerknij, Marta odpowiedziała o salmonelli powyżej.

      Usuń
  12. Izo, świetnie, że propagujesz kompostowanie resztek ogrodowych i odpadów domowych. Takie rady doświadczonej ogrodniczki - bezcenne! Ja mam dwa kompostowniki - jeden drewniany, drugi plastikowy tzw. termokompostownik. Ten drugi wygrałam kiedyś w jakimś konkursie i nie narzekam na niego. Jest zupełnie bezobsługowy, gdyż nie wymaga przerzucania, ochrony przed zimnem, dodatkowego podlewania. Po prostu wrzucam odpadki i wybieram z dołu gotowy kompost. Cały cykl trwa mniej więcej tyle samo, co w drewnianym - ok. roku. Jednak te dwa kompostowniki to zdecydowanie za mało dla mnie. Mam znacznie więcej odpadów ogrodowych, mimo że skoszoną trawę rozsypuję na rabatach, liście gromadzę na osobnej pryzmie, a ostatnio też w worach, gałęzie rozdrabniam i też rozrzucam na rabatach, a niektóre palę, a jabłka - wstyd powiedzieć, ale częściowo oddaję gminie w worach na odpady. Mam ich tyle, że nie jestem w stanie zagospodarować...Niestety, na więcej kompostowników nie mam miejsca...Kompostu używam w czasie sadzenia i przesadzania roślin - wsypuję go do dołków; natomiast jesienią rozrzucam na rabatach. Nie przesiewam go, odrzucam tylko większe, nieprzerobione gałązki. I ten kompost, a także granulowany obornik wiosną to właściwie jedyne nawozy, jakie stosuję. Teraz zimą mam też sporo popiołu drzewnego z kominka i większość wyrzucam wprost pod róże i powojniki. Zimowe pozdrówka z pięknej teraz, zaśnieżonej Sobótki przesyła Dala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Twoich praktyk, które opisałaś, nie wykorzystuję rozdrobnionych gałęzi, ciągle nie mam rozdrabniarki. A szkoda, bo takich odpadów mam całkiem sporo. Muszę ją kupić!
      Szkoda, że mieszkasz tak daleko, chętnie bym zagospodarowała te jabłka.
      U mnie też biało, wreszcie ładna zima, pozdrawiam więc zimowo!

      Usuń
    2. Ach, zapomniałam zapytać - czy ten termokompostownik to coś innego niż zwykły, plastikowy?

      Usuń
    3. cześć Dalu z Sobótki, pozdrowienia ode mnie i TP :-)

      Usuń
    4. Granulowany obornik zwykle pochodzi z Holandii, co mnie zraziło. Kupiłam sobie 2 worki od gospodarza, który hoduje świnki i to było to. Bałam się ,że ten holenderski zawiera hormony i antybiotyki, że pochodzi z dużych ferm.

      Usuń
    5. Od lat zamawiam obornik granulowany gdzieś w Poznaniu. Nie podam teraz nazwy producenta (sprzedawcy), bo jestem na nartach. Za tydzień wracam, sprawdzę i napiszę.
      Ale przecież i co do polskiego nie ma gwarancji co do jego składu. Chociaż wydaje mi się, że ten "mój" miał być ekologiczny.
      Z pewnością najlepszy jest nawóz z gospodarstwa, od sprawdzonego gospodarza. Niestety, większość z nas nie ma możliwości kupienia takiego.

      Usuń
    6. Sprawdziłam "mój" obornik granulowany - producentem jest firma Fertigo z Wielkopolski, mają certyfikaty ekologiczne, chyba na wszystkie swoje nawozy.

      Usuń
  13. Izo....no "opad szczeny", przepraszam za wyrażenie ;). No ale Twoje kompostowniki prezentują się lepiej niż niektóre zakamarki mojego ogrodu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pochwały, ale różnie tam bywa w tym moim kąciku gospodarczym. A zakamarki mają to do siebie, że nie zawsze nadają się do pokazywania.

      Usuń
  14. Iza, wybacz, że nie w temacie ale zajrzyj na Ogrodowisko, The Secret Gardens of Sandwich, Mira wstawiła fotki, jaka cudna tam ścieżka ceglana......EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację, zajrzę na pewno, wiesz, jak lubię ceglane elementy w ogrodzie.

      Usuń
    2. Zajrzałam,podoba mi się,prosta i ładna. Wydaje się wypukła środkiem, może dla lepszego spływania wody.

      Usuń
  15. Mam taki sam kompostownik co Dala. U mnie zdecydowanie za mały. Wkładam tam niesamowite ilości materii, a on ciągle nie zapełnia się do końca. Na razie wybierałam tylko spod spodu do sadzenia roślin, ale to zdecydowanie mało wygodne. Gdzieś widziałam, że dziewczyny po prostu wyjmują bok, ale ja się boję, że potem już go nie złożę. Dlatego tak się męczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jest zbyt wygodny... Muszę mu się przyjrzeć dokładnie,jak przyjadę do Ciebie.

      Usuń
    2. Ale mój ma na dole małe "drzwiczki", taki rodzaj klapki, którą podnosi się do góry, albo całkiem wyjmuje - wtedy łatwo i wygodnie można wygarniać kompost.

      Usuń
  16. Hmm...dumam co napisałaś. Musze przyznać, że mnie pocieszyłaś :D.
    Od kiedy robię kompost stale się zastanawiam czy dobrze.

    Masz rację nie ma się co cykać tylko składać na kupę, do skrzyni jakkolwiek !
    W Anglii przy knajpach stoją plastikowe kompostowniki.

    Mam 3 nowe skrzynie kompostowe i jeden mały plastykowy - odpady kuchenne mnie denerwują jak się walają.

    Nie przerzucam bo nie ma kto i podbieram z dołu.
    No ale stale dumam jaki powinien być. A! i nie przesiewam tylko do doniczek.
    Właśnie ostatnio oglądałam Montiego...ale nie on 6 razy przerzuca i rozdrabnia - no nie trudno.
    Mnie zaciekawiła ta informacja o skorupkach. Już to słyszałam gdzieś. Ja zbieram skorupki całą zimę a potem rozdrobnione/staję na torebce :D/ rozsypuję do skrzyń warzywnych żeby zmniejszyć kwasowość i utrudnić ślimakom i wiem że tak się robi no ale teraz mam problem, duży.

    Przy okazji pozdrawiam Ewę :D.
    mira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie robiony kompost może mieć bogatszy skład i szybko jest gotowy do użycia.
      Ale taki robiony w najprostszy sposób też jest doskonały, więc chyba nie warto się za bardzo przejmować. Oczywiście, wolałabym mieć więcej kompostu i szybciej, ale z przerzucaniem, podobnie jak u Ciebie, jest kłopot. Także przesiewanie coraz częściej odpuszczam, bo nie daję rady. Jak się uda, to dobrze, a jak nie, też dobrze. Wybieram grubsze kawałki i już.
      O skorupkach poczytaj wymianę opinii powyżej. Myślę, że na ślimaki one nie są barierą (kiedyś oglądałam kręcony nocą film, jak ślimaki radzą sobie z różnymi przeszkodami), więc dla spokoju możesz te skorupki przegrzebać z ziemią, żeby nie stykały się z warzywami.

      Usuń
  17. Drożdże to aktywator, szczepionka do kompostu.
    Podaję przepis z "Działkowca" 7/2006
    10dag drożdży świeżych
    3 szkl. cukru (ja daję 1 szklankę)
    10l ciepłej np. nagrzanej słońcem wody
    Drożdże włożyć do wiadra, rozkruszyć i zasypać cukrem.Po mniej więcej godzinie drożdże rozpuszczą się w cukrze. Zalać drożdże ciepłą woda i tym roztworem polewać kompostownik.
    Dobrym aktywatorem jest również gnojówka z pokrzyw.
    Pozdrawiam ciepło Ala.
    P.s. U mnie skorupki z jajek lądują również na na kompostowniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Alu, za przepis drożdżowy! Przyda się na pewno nie tylko mnie.
      Skoro nie mam możliwości częstego przerzucania, warto przyspieszyć procesy dodając takie mikstury, tanie i łatwe do zrobienia.
      A resztki gnojówki zawsze dodaje do kompostu.
      Pozdrawiam z wakacji w górach!

      Usuń
  18. Iza, napisałaś o kompoście dokładnie taki tekst, jaki mi ostatnio chodził po głowie, a propos "odczarowania" tego procesu dla niezdecydowanych. Ja metody mam bardzo podobne jak Ty, skrzynie też, sama widziałaś ;-) Świetny tekst, a kompost uwielbiam robić i stosować :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Wiem, że u Ciebie kompost robi się dużo szybciej, pamiętam, jak opowiadałaś, jak często go przerzucasz. Ja postanowiłam zadbać bardziej o jego wilgotność w tym sezonie, może dzięki temu przyspieszę proces.

      Usuń
  19. Ja robię identycznie. Nie mam czasu na przerzucanie i podlewanie. Jedynie nie mam JESZCZE skrzyń a myślę, że w tym roku uda się je sklecić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy jakiś wątpiący czytelnik zachęci się do robienia kompostu po przeczytaniu powyższych opinii...

      Usuń
  20. Teorię niby znam węgla do azotu powinno być około 25:1 ale nigdzie sieci nie mogę znaleźć w jakiej proporcji składniki kompostu łączyć. Jeśli można to proszę o przykład ile taczek trawy i ile taczek zrębków drewnianych trzeba by wyszedł stosunek węgla do azotu 25:1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale nie odpowiem na to pytanie. Nie wiem.
      I nie jestem przekonana, czy jest sens to liczyć. Przecież azot jest nie tylko w trawie (ja np. jej prawie nie daję do kompostu), a węgiel nie tylko w zrębkach. Każdy kompost jest nieco inny, a każda ziemia, na którą go stosujemy, ma inny skład i potrzeby. I to jest ok.
      Tak, jak napisałam w artykule, nie stosuję w praktyce ściśle zasad teorii, raczej działam w sposób bardziej naturalny, nie według tabelek. Nie wyobrażam sobie liczenia ilości wiader czy taczek poszczególnych składników kompostu, nawet układania ich według teorii. Nie deprecjonuję, oczywiście, teorii kompostowania - trzeba znać zasady, rozumieć procesy, żeby kompostowanie w ogóle zachodziło i żeby uniknąć rażących błędów. Ale praktyka może być bardziej swobodna.
      Tak, jak opisałam swoje doświadczenia, a czytelnicy je potwierdzili, jest łatwiej, ale najważniejsze, że taka forma jest też skuteczna - powstaje dobry kompost. Zachęcam do spróbowania. Pozdrawiam!

      Usuń
  21. My mamy problem ze skorupkami jajek. Nic a nic się nie rozkładają!
    A moi teściowie kiedyś na mnie nakrzyczeli,bo chciałam do ich kompostownika wyrzucić obierki z ziemniaków i pomidora. Ponoć nie można bo to przenosi choroby do gleby(?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skorupki jajek warto kruszyć, wtedy idzie łatwiej, a jeśli się nie rozłożą we właściwym czasie, nie przeszkadza wtedy rzucić kompost z kawałeczkami na rabatę.
      Obierki i pomidory można wrzucać, zawsze to robię. Chyba, że mają zarazę ziemniaczaną, wtedy lepiej tego nie robić. Ale skoro obierałaś i jadłaś, to przecież były zdrowe.

      Usuń
  22. Kompost stosuję od lat. Kiedyś przerzucałam trzy razy w roku. Ostatnio tylko jesienią. Wszystko ze skrzyni jest przemieszane i trafia na pryzmę. Przy układaniu pryzmy kolejne warstwy polewam wodą i gnojowicą z pokrzyw. Pryzmę przykrywam grubą czarną włókniną i tak czeka do wiosny. Jesienią pozostałości ze skrzyni wykorzystuję do okrywania roślin na zimę. Wiosną kompost z pryzmy wraca do skrzyni. W sezonie przerobiony kompost podbieram od dołu. Do kompostownika wrzucam resztki z sokownika, pozostałości z gnojówek i co jakiś czas dorzucam rozdrobiony na kawałki karton. Dżdżownic jest bardzo dużo, wręcz całe kłębowiska. Przy przerzucaniu kompostu mam wrażenie,że jest ich więcej niż składników kompostu.Doskonale się rozmnażają w resztkach kartonu.Tamaryszku,z przyjemnością przeczytałam wszystkie Twoje posty i będę u ciebie stałą bywalczynią. Dziękuję za świetne teksty i zdjęcia, za spacery po ogrodach, za inspiracje.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle ciepłych słów o moim pisaniu!
      Rozumiem, że włókniną przykrywasz na zimę? Ja czasem przyrzucam tekturą. U mnie nie ma tyle dżdżownic... Pewnie mam kompost słabszej jakości. Gnojówki daję tylko resztki, może za mało. A przerzucanie jest ponad moje siły, jestem zdana w tym względzie na pomoc męża. Jak Ty sobie dajesz radę?
      A dlaczego przekładasz ze skrzyni na pryzmę a potem z powrotem?
      Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej!

      Usuń