piątek, 13 listopada 2015

OGRODY EPHRUSSI DE ROTHSCHILD

Na przykładzie tego ogrodu z Lazurowego Wybrzeża, można przekonać się, jak odmienny jest ten rejon od Prowansji właściwej. Moje wyobrażenia o Cap Ferrat zmaterializowało się tu całkowicie.

To eklektyczny ogród baronowej Ephrussi de Rothschild z początku XX w., otaczający różową willę w stylu palazzo – jak dla mnie zbyt cukierkową...

Podzielony jest na odmienne w stylu części. Nie widać całości założenia i w trakcie spaceru napotyka się wnętrza o różnym nastroju.
To często spotykane rozwiązanie w ogrodach angielskich. Jest to jeden z klasycznych już pomysłów, który odkryłam na swojej drodze ogrodniczej i podziwiam bezustannie.
Swój ogród także podzieliłam na kilka wnętrz i bardzo jestem zadowolona z tego rozwiązania. Jeśli tylko ktoś ma takie możliwości – zachęcam!
 
Co więc tutaj znajdziemy..? Zakątek japoński, zacieniony i zielony, pokażę przy innej okazji.
Ogród prowansalski – nie zachwycił mnie specjalnie, szczególnie, że miałam już za sobą zwiedzanie interioru prowansalskiego.
Za to ogród  hiszpańsko-mauretański, z charakterystycznym dla takich ogrodów formalnym kanałem, był uroczy.

 
Ogród różany ma ciekawe położenie - usytuowany jest na stoku wzgórza, podzielonego na tarasy, ograniczone strzyżonymi żywopłotami. Ścieżka wspina się zygzakiem na szczyt, do świątyni Diany.
 
Z powodu upału i ostrego słońca, różanka nie wyglądała za pięknie o tej porze, róże były przywiędłe i zdjęcia wyszły kiepskie. Zwróciłam uwagę, że całość otoczona była wysokim żywopłotem, aby zatrzymać w tym zakątku zapach kwitnących krzewów.
 
Ogrody Ephrussi są bardzo zróżnicowane. Znalazłam tu np. zakątki o leśnym charakterze - sosnowy ogród angielski.
 


Tu było zupełnie zwyczajnie (gdyby nie ten widok...)
Natomiast reprezentacyjna część - ogród główny - ma charakter formalny w stylu francuskim.
Plan, naturalnie, jest symetryczny, układ przejrzysty, są strzyżone żywopłoty i klasyczne elementy architektoniczne.
 
Widok z tarasu willi
 

 
Oś tej części ogrodu stanowi kanał – woda spływa kaskadami ze wzgórza, zwieńczonego klasyczną świątynią Diany. To bardzo efektowne rozwiązanie. Widać, jak ważne jest, żeby wzniesienie, z którego spływa woda, nie było oddzielną górką, ale stanowiło część ogrodu. Baronowa fajnie wykorzystała ukształtowanie terenu.
 
 
 
Formalny styl jest jednak w tej części ogrodu "złamany" - całość ocieplają nieco rozwichrzone rośliny.
 

Także geometryczny kanał obsadzony jest "miękką" roślinnością. Może to nie trzyma się stylu, ale dla mnie tworzy ładniejsze zakątki, bliższe dzisiejszej estetyce.
 

Elementy stylu krajobrazowego
 
Jest też i grota – pokazuję ją, chociaż nie lubię tego elementu ogrodów, wydaje mi się nazbyt pretensjonalny.
 
Cień, chłód, woda i tajemnicza atmosfera...
 
Wielbiciele egzotycznych roślin znajdą tu wiele atrakcji.
 

Z pewnością wyróżniają ten ogród wspaniałe widoki. Posiadłość położona jest na wzgórzu na półwyspie (Cap Ferrat, koło Nicei). Z tarasu pałacyku można podziwiać  morze po obu stronach półwyspu!
W samym ogrodzie także zadbano o okna widokowe (aż 7), przez które można podziwiać piękny krajobraz śródziemnomorski.


Zachwycające miejsce
Grzechem byłoby nie wykorzystać walorów położenia ogrodu.
Właściciele ogrodów położonych w pięknych okolicach, jakich przecież u nas nie brakuje, nie powinni o tym zapominać i zafundować sobie taką przyjemność,  jak baronowa Rothschild.
U mnie widoków, niestety, nie ma, ale chociaż jest las.
 
Wielką przyjemność w trakcie tej wycieczki sprawiły mi „tańczące fontanny”. Co pół godziny w ogrodzie włączano muzykę (nie za głośno!) - klasyczne kawałki, np. Czajkowskiego czy Straussa. W tym samym momencie uruchamiano fontanny i woda „tańczyła” w takt muzyki. Obserwowałam ludzi – byli zachwyceni, a z pewnością nie wszyscy byli miłośnikami muzyki klasycznej. Spektakl, dość kameralny, w tym pięknym otoczeniu, był naprawdę cudowny.
 
Chyba powinnam umieścić tu filmik...
Upał był okropny, jak przystało na ten rejon i porę roku, ale na półwyspie otoczonym przez morze wiał bardzo silny wiatr. Zdecydowanie umilało to zwiedzanie i zapewne wpłynęło na ogólne, bardzo pozytywne wrażenie z tej wizyty.
 
Jeżeli ktoś z Was zawędruje w te rejony – warto odwiedzić ten ogród. I nie ominąć wnętrza pałacyku, bo jest tam co oglądać.
 

Nie jest tu tak sztywno, prawda?

12 komentarzy:

  1. Oj z przyjemnością podróżowałam po tym ogrodzie. Szczególnie teraz, kiedy odchodzi piękna jesień i zima tuż, tuż. A u Ciebie cudowny francuski klimat i ogród, w którym chętnie bym teraz posiedziała i posłuchała szumu wody. Ależ się rozmarzyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia z Prowansji i niedawnego pobytu we Francji mam cudowne.
      Chociaż ostatnie wydarzenia w Paryżu są tragiczne i teraz myśli raczej ponure...
      A wracając do pokazanego ogrodu - w sobotę w programie "Rok w ogrodzie" pokazano piękny ogród polski, gdzie znajduje się podobna do pokazanej przeze mnie kaskada- schody. W mniejszym zakresie, ale nie mniej efektowna. I pasująca do otoczenia, bardzo mi się podobał ten polski ogród.
      Pozdrawiam, Mario!

      Usuń
  2. Katujesz nas takimi widokami kiedy za oknem szaro, buro i plucha? Serca nie masz :)
    A tak na poważnie, kiczowaty czy nie, wygrzałabym swe kości w takich pięknych okolicznościach przyrody :) Wiesz może co to za roślina przypominająca papirus rosnąca przy kanale?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W okresie jesienno-zimowym ludzie lubią powspominać lato... Mnie to tak naprawdę cieszą obecne deszcze - po tak długim okresie suszy bez tego nawodnienia zimozielone miałyby trudno.
      A wygrzewać się na Cap Ferrat... Tam jest potwornie gorąco, np. 40 stopni! Tylko raz byłam tam na plaży i tylko w cieniu. Chyba jestem jakaś dziwna, ale dla mnie takie lato jest zbyt gorące. Ale jeśli lubisz - życzę ci takich wakacji, naturalnie!
      Co do rośliny nad wodą, to, niestety, nie wiem - myślałam, że to papirus...

      Usuń
    2. Ja teraz przeglądam zdjęcia z wiosny i lata i już tęsknię. Deszcze mnie również cieszą, ale mam jeszcze tyle roboty, że wolałabym choć jeszcze kilka dni lepszej pogody.
      Nie cierpię upałów, ale tęsknię do nich kiedy na dworze taka plucha jak teraz :(

      Usuń
    3. Mimo, że ogrodem cieszę się już tyle lat, zawsze oglądając na zdjęciach bujność letniego ogrodu, nie mogę uwierzyć, że takie widoki są możliwe.
      Ja też czekam na dzień lepszej pogody, chcę rozłożyć jeszcze linię kroplującą.

      Usuń
  3. Tyle razy oglądałam na zdjęciach ten ogród! Chciałabym go zobaczyć na własne oczy. Wiele lat temu byłam na Lazurowym Wybrzeżu, ale ogrody mnie jeszcze wtedy nie interesowały. Teraz chętnie bym pojechała tam jeszcze raz, przede wszystkim ze względu na ogrody... Dzięki za sympatyczną wycieczkę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną jest podobnie - także pomijałam piękne ogrody, zwiedzając Europę, a teraz tego żałuję. Bądźmy dobrej myśli, że okazja jeszcze się nadarzy.

      Usuń
  4. Świetne zdjęcia, świetne ogrody. Gratuluje podróży i możliwości zwiedzania Ephrussi de Rothschild.

    Super z pomysł z "podzieleniem" ogrodu na kilka części. Dzięki temu w jednym miejscu możemy przenieść się w podroż, po wielu zakątkach ogrodniczych z całego Świata. W powyższym ogrodzie, każdy znajdzie swój "kawałek raju"

    Pozdrawiam, i życzę dalszego odwiedzania tak pięknych miejsc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Kiedy zainteresowałam się ogrodami, zachwyciło mnie stosowane w wielu z nich rozwiązanie z podziałem przestrzeni. W rezultacie w swoim własnym także wydzieliłam odrębne przestrzenie. Wolę jednak jednolity styl utrzymany we wszystkich wnętrzach ogrodowych, mogą się różnić, np. kolorystyką, funkcją, ale nie wyobrażam sobie, aby w jednym był ogródek japoński, a w drugim modernistyczny. To jest fajne do zwiedzania, ale nie we własnym świecie.

      Usuń
  5. Gratuluję podróży, świetne widoki, idealne miejsca do zwiedzania :).

    OdpowiedzUsuń