niedziela, 11 października 2015

UNIWERSALNY BLUSZCZ

Hedera helix czyli bluszcz pospolity.

altana obrośnięta bluszczem
konstrukcja (altana?) obrośnięta bluszczem
Ale on wcale nie jest pospolity - to naprawdę niesamowita roślina!
Wyczytałam, że jest reliktem trzeciorzędowym, rośnie na ziemi od 50 mln lat! Jest zresztą długowieczny – podobno żyje nawet 500 lat.
 
Moje nie są tak stare, ale niektóre mają lat kilkanaście. Co jest warte odnotowania, bo bluszcz w tym wieku wygląda inaczej niż młody. I nie chodzi o to, że jest większy.
Stare gałązki już się nie czepiają. Są grubsze, sztywne i wzniesione, jak gałęzie krzewów.
Po 10 latach bluszcz zaczyna kwitnąć (w końcu lata, we wrześniu) oraz zmienia się kształt liści.

liść bluszczu
liście młodego bluszczu
 
A  kwiaty są miododajne, nad nimi unosi się masa owadów.
 
kwiaty i liście starego bluszczu
miododajny kwiat bluszczu
Po kwitnieniu pojawiają się też owoce – czarne jagody, które są trujące.

Sadzonki bluszczu pojawiły się u mnie dawno (kupione? darowane?), obsadziłam nimi byle jaki płot wokół śmietnika. A po latach – potomstwo tych pierwszych zarasta cały ogród!

śmietnik obrosnięty bluszczem
śmietnik obrośnięty bluszczem

śmietnik od tyłu
 
Według literatury, bluszcz lubi wilgoć, cień i zaciszne miejsca. Gleba najlepsza jest próchnicza i lekko wapienna.
A u mnie jest wręcz odwrotnie – gleba piaszczysta, sucha i kwaśna. A bluszczu mam masę!
Z moich doświadczeń wynika, że nawet w warunkach trudnych dla siebie, radzi sobie doskonale. Znosi suszę i słabą glebę. Dobrze radzi sobie pod iglakami. I jeszcze dodam, że nie dostaje w tej mojej kiepskiej ziemi żadnego nawozu, nigdy.
Jeśli więc ktoś z powodu optymalnych dla bluszczu wymagań waha się, czy go u siebie posadzić – może pozbyć się wątpliwości.
 
Jego uniwersalność polega też na tym, że może pełnić różne funkcje.
Po pierwsze - pnącza - wspinać się po ścianach, kratach i drzewach.
 
kwitnący bluszcz
wieloletni bluszcz
Równie dobrze sprawdza się jako roślina okrywowa.
Podsadzam nim wszystkie miejsca trudne i na które nie mam pomysłu.
Puszczam na brzydkie doły starych iglaków.
Rośnie np. pod magnolią i na tyłach żywopłotu.

bluszcz okrywający ziemię
bluszcz pod magnolią
bluszcz okrywający ziemię
ziemia pokryta bluszczem koło szamba
 
W miejscach bardziej doświetlonych i widocznych wtykam w bluszcz cebule, żeby wiosną było ciekawiej.
 
cebulowe w bluszczu
No i jest to pnącze zimozielone, co w naszym klimacie ma duże znaczenie. Bo zarośnięte nim ogrodzenie będzie przesłaniało widok przez cały rok.
Można postawić najtańszą siatkę tradycyjną czy marketową drucianą i obsadzić ją bluszczem -
Co jest ważne nie tylko przy mniej zasobnych portfelach, ale i w przypadku niewielkich ogrodów – taka zielona ściana zajmuje mało miejsca - jest trwałą osłoną, świetnym tłem dla roślin i jeszcze wszystko to może zająć zaledwie 30 cm.

Oczywiście, gdy się bluszcz rozrośnie, trzeba będzie go dwa razy w roku przycinać – ale żebyśmy mieli tylko takie problemy...
 
Mam bluszcz na siatce w niektórych miejscach, świetnie się sprawdza.
Na początku musiałam trochę przeplatać gałązki, żeby mi „nie uciekał”. Na mury wspina się  za pomocą korzeni przybyszowych, na kratach trzeba mu pomóc.
Tu właśnie niedawno wetknęłam gałązki, żeby ogrodzenie kącika gospodarczego pokryło się liśćmi.

koło szopy - czekam aż bluszcz pokryje kratę
 
W przypadku bardzo ostrej zimy – bluszcz może przemarznąć w takim przewiewnym miejscu. Liście wtedy schną i wiosną pędy zostają prawie łyse.
W ciągu 15 lat mojej znajomości z bluszczem zdarzyło się to może 2 razy (a mieszkam przy puszczy, gdzie zawsze są temperatury 2-3 stopnie niższe). Ale zawsze potem młode listki w sezonie odrastały i wszystko po paru miesiącach wyglądało jak przedtem.
 
bluszcz na ogrodzeniu
na ogrodzeniu przy ulicy
 
Są odmiany bluszczu ze strefy 5A, ale ja mam ten najzwyklejszy, ze strefy 6A. Zresztą o wszystkich w literaturze przedmiotu piszą, że może przemarzać.
 
pnącza na drzewach
na wielkiej brzozie
 
Bluszcz w charakterze pnącza pojawia się u mnie także na pniach wielkich drzew.
 
liście bluszczu
 
Sosny są wiecznie zielone, ale ich korony są wysoko, a zimą mam wokół ogrodu las pni. Ładne są, nie powiem, ale teraz z niektórych zrobiłam zielone kolumny. Bardzo mi się to podoba.
 
myślę, że za rok pień będzie zarośnięty
pnącza na drzewach
na sośnie w głębi - młody powojnik
W niektórych miejscach na wierzch puściłam botaniczne powojniki, żeby w sezonie było trochę kwiatów.
Rośnie tak np. clematis atragene Albina Plena czy Summer Snow (Paul Farges).

kwiat powojnika Albina Plena
Albina Plena
clematis Paul Farges
Summer Snow
Przyznaję, że nie kwitną zbyt bujnie. Może to wina towarzystwa bluszczu, może braku pielęgnacji, a może mój ogród generalnie nie jest dobrym siedliskiem dla clematisów. A może wszystko po trochu. Ale jak by nie było, trochę kwiatów jest.
Nie wiem jak da sobie radę dzielny Hagley Hybrid, kiedy bluszcz się rozrośnie...
 
pnącza w ogrodzie
Hagley Hybrid i bluszcz na pniu sosny
Ponieważ mój stary bluszcz przyrasta w błyskawicznym tempie, co rok mam naręcza obciętych pędów – wtykam je w ziemię pod sosnami i niech działa!
 
Bluszcz obrasta także dom od północy, konkurując z hortensją pnącą. Jakie tam „schowanka” mają ptaki..!
 
pnącza w ogrodzie
do kraty w bluszczu i hortensji przymocowałam karmnik
północna ściana domu (zdjęcie z wczoraj - mróz "ściął" hortensję)
Na początku bluszcz rośnie wolno, pamiętam, jak czekałam, żeby wreszcie coś naprawdę pokrył. Potrzebuje 2 lat na dobre ukorzenienie się.  Kiedy po kilku latach się zadomowi, przyrasta do metra rocznie. I to w mojej słabej ziemi. W sumie osiąga podobno 30 metrów wysokości.

Bluszcz trzeba ciąć zawsze – gdy jest młodziutki, żeby się rozkrzewiał. Ja uszczykuję choćby same czubki pędów. No, a potem kształtujemy go, a raczej utrzymujemy w ryzach, według uznania.
Ja główne cięcie robię późną wiosną, ale w sezonie przytnę tu i ówdzie, gdy trzeba. Ale jeśli ktoś chce mieć bluszczową dżunglę – nie musi ciąć wcale.
 
Tak się rozwodzę na temat tego bluszczu, bo mam naprawdę trudne warunki w ogrodzie – słaba gleba, sucha i jeszcze sporo cienia.
Np. tylko bluszcz będzie cały czas zielony pod dużymi świerkami – gdzie jest cień, sucho i prawie jałowo.
I stosunkowo niewiele roślin może w takich warunkach pokryć duże powierzchnie w pionie czy poziomie. I nie wymagać dosłownie niczego.
Co jest szczególnie ważne w dużym ogrodzie, a mój taki jest. Dlatego bluszcz u mnie jest niezwykle przydatny.
Myślę, że każdy ma u siebie cieniste, trudne zakątki – we wszystkich ta roślina sprawdzi się doskonale!
 
Do tego jeszcze podobno dobrze oczyszcza powietrze swoją zieloną masą.
I tworzy w ogrodzie romantyczny, nieco tajemniczy nastrój, dodaje ogrodowi lat.

bluszcz i powojnik

pnącza w ogrodzie
konstrukcja obrośnięta bluszczem
 
I pomaga obiektom wtopić się w ogród.
 
pilnuję, żeby bluszcz nie zasłonił kamienia

w Białym Ogrodzie
 
Ale przede wszystkim bluszcz jest bardzo użyteczny, pełni w moim ogrodzie bardzo ważne funkcje.
 
 

27 komentarzy:

  1. Izo, pięknie opisałaś piękno i pożytki płynące z bluszczu. Czy masz jeszcze inne rodzaje bluszczu w swoim ogrodzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, mam tylko ten. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek kupowała bluszcz, dlatego napisałam, że to wszystko potomstwo tych pierwszych sadzonek.
      Kiedyś myślałam o dokupieniu innych odmian, ale wszędzie znajdowałam uwagi, że nie jest w pełni mrozoodporny, więc rezygnowałam, skoro ten się sprawdza. Unikam roślin wymagających specjalnej opieki, bo samodzielnie pielęgnując ogród i tak się nie wyrabiam.

      Usuń
  2. Piękny bluszcz, może trochę mroczny, ale jest w nim jakaś elegancja i stateczność. Podoba mi się to, że jest zimozielony. Może tracimy kolory jesienne, jak u winobluszczu i dławisza, zwłaszcza posadzonych razem, ale zyskujemy całoroczność. Zmobilizowałaś mnie do obsadzenia bluszczem latarni, co je mam za płotem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Magdo, że ogród z samego bluszczu byłby mroczny i monotonny. Obecność roślin, w tym pnączy, zmieniających barwy jesienią jest nie do przecenienia.
      Z pewnością jest to doskonała roślina do miejsc, które wolimy mieć osłonięte stale, jak np. Twoja latarnia.

      Usuń
    2. O właśnie! Ja mam słupy w granicy drogi, może też dam im "bluszczowe ubranie"? Chociaż w pełnym słońcu może być trudno, prawda? Ale w sumie niewiele ryzykuję, bo nie muszę kupować sadzonek ;)

      Usuń
    3. Myślę, że warto spróbować. W końcu słupy nie są zbyt ozdobne, a w "bluszczowym ubraniu" z pewnością zyskają na atrakcyjności. U mnie w niektórych miejscach bluszcz rośnie i na słońcu, jeśli dasz mu dobrej ziemi, powinien dać sobie radę.

      Usuń
  3. Ale masz bluszczowo ;)
    U nas tylko w jednym miejscu rośnie bluszcz; przy ogrodzeniu ale marzy mi się taki boski, ciemno zielony zakątek. Czy przy sośnie, w cieniu też jakieś pnącze by wytrzymało? Dodam, że jest tam dosyć sucho...od tego roku :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w takim suchym, raczej cienistym miejscu, na siatce, rośnie dławisz. Uratowany z pryzmy kompostowej koleżanki. Nie podlewany praktycznie w ogóle, przeżył tegoroczne lato. Pewnie nie rozwija się tak, jak by mógł, ale swoją rolę spełnia. Jednak były momenty, że liście mu oklapły, wtedy dałam mu wody. Bluszczowi nie zdarzyło się to nigdy.
      Winobluszcz pięciolistkowy też sobie da radę, on sobie wszędzie da radę. Ale tylko bluszcz jest zimozielony.

      Usuń
  4. Wiesz, że może wcześniej kwitnąć, jeżeli sadzonki pozyskamy z kwitnących już egzemplarzy? Wiem co mówię, bo mam działkę dopiero 6-ty rok, bluszcz dostałam od mamy (mama ukorzeniała mi przyciskając kwitnące gałązki) i sadziłam w grudniu (tak, ale to był ciepły grudzień, najpierw w październiku spadł śnieg, jak teraz, a potem do końca roku była piękna jesień) Kwitnie mi już przynajmniej 3 rok, chociaż nie rozrasta się jeszcze za bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że tak może być! Nie jest Ci trudniej go prowadzić? U mnie te stare pędy nie są elastyczne. Do dużego pnącza łatwiej je przymocować, albo się sam wspiera.

      Usuń
  5. Ależ Ci się rozrasta :) Ja za nim nie przepadam, ale jak bym miała takie miejsca do zagospodarowania to może bym go polubiła :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po pewnym czasie tempo rozrastania bluszczu jest ogromne. Ale jakoś udaje się go utrzymać w ryzach.
      Czy ja lubię bluszcz..? Myślę, że sama uroda rośliny jest mi chyba obojętna, lubię raczej efekt, jaki tworzy już rozrośnięta. No i jest niezwykle użyteczny. Pewnie mając mały ogród, pożałowałabym na niego miejsca.

      Usuń
  6. Piękna pochwała bluszczu :) Dodam tylko, ze bluszcz jest pożyteczny dla pszczół,, zwłaszcza dlatego, że kwitnie późno, we wrześniu i październiku, gdy pszczoły i inne owady nie mają już byt wiele pożywienia. Pozdrawiam , Ewa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, widać, że owadom kwitnący bluszcz się podoba, mnóstwo ich uwija się wśród kwiatów. A teraz mi przyszło do głowy, że nie wiem, czy te kwiaty pachną...

      Usuń
  7. U mnie też już kwitnie, zastałam go już na działce, pewnie parę latek ma. Dosadziłam mu powojnika Jana Pawła II , i może dlatego ten powojnik nie chce zakwitnąć. Może ten stary , duży bluszcz mu przeszkadza?. Próbuję go zaszczepić w różnych miejscach i nie chce się przyjąć, ale będę próbować dalej , bo pięknie obrasta, otacza drzewa( u mnie jesion i olcha). Widzę, że nie mam co się obawiać jego rozrośnięcia, pięknie u Ciebie się prezentuje a z tego co pokazałaś masz go wszędzie i wszędzie pasuje :)).Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, widzisz, ja zrobiłam to samo - na stary bluszcz dałam Jana Pawła. I też nie kwitnie. To znaczy, że jednak nie odpowiada mu taka konkurencja.
      A bluszcz warto szerzej wykorzystywać. Ja np. nie przepadam za kora i traktuję go w wielu miejscach jako roślinę okrywowa. Jednak gdy zaczyna się mocno rozrastać, trzeba go pilnować, żeby nie zdominował ogrodu i pozostał tłem dla innych roślin.

      Usuń
  8. Z blusczem jesten za pan brat! Też sadze gdzie sie da, a on odwdzięcza się swoją zielenią. Mam obrośnięte różne budowle, płoży się po ziemi. Jestem z tej roślinki dumna. Nie wymagająca. a pięknie się prezentuje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, Pawanno, że masz podobne doświadczenia, jak ja. Dla poszukujących rozwiązań do ogrodu każda opinia jest przydatna. A może znasz inną tak uniwersalną i łatwą roślinę?

      Usuń
  9. Wiesz jak mi tym wpisem poprawiłaś humor? Mając takie same warunki glebowe, jak u Ciebie, skreśliłam bluszcz ze swojej listy, bo wszędzie jest napisane, że do życia potrzebuje zupełnie czegoś odwrotnego niż ja mu mogę zaoferować. A tu proszę jaka miła niespodzianka.
    A bluszcz bardzo lubię - przydaje ogrodowi tajemniczości, dodaje mu lat;), zdobi swym zimozielonym płaszczem przez cały czas, słowem cenię go za wszystkie cechy, które wymieniłaś. A zupełnie zaskoczyłaś mnie, że kwitnie! I to jak ładnie.
    Uściski
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwitnie, kwitnie, owady go uwielbiają. I ma owoce. Ale kwiaty ma dopiero dojrzały bluszcz.
      Rośnie w słabej ziemi, nie martw się. Daję mu trochę dobrej ziemi w dołki, troszkę podlewam, choć czasem zapominam. Rok, dwa i rusza porządnie. Uszczykuję pędom wierzchołki, żeby się zagęszczał. Uważaj, bo po kilku latach trzeba go bardzo dyscyplinować, niedawno o tym pisałam, przycinając w końcu zimy "pończochy" bluszczowe na moich sosnach. Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Bluszczu, tak jak innych pnączy po prostu nie lubię. A puszczanie go na drzewo to barbarzyństwo i nie przystoi czynienie tego ogrodnikowi. Wg horoskopu Majów każdy /prawie/ jest jakimś drzewem. Kto z Was chciałby być opleciony takimi mackami, co to na co wlezie, to zniszczy. Po prostu zdusi. Niejednokrotnie widziałam uschnięte drzewo a nim puszący się bluszcz, winobluszcz a nawet winogrono.
    Polecam do przemyślenia.
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nie lubisz pnączy..! Ja je uwielbiam. Robią wspaniały nastrój w ogrodzie, zajmują mało miejsca, dzięki czemu można je wykorzystywać w małych ogrodach i jeszcze tworzyć w nich trzeci wymiar.
      Masz rację, że dbałość o dobrostan wszystkich roślin jest obowiązkiem dobrego ogrodnika. Ale nie czuję się barbarzyńcą! Pnącze nie szkodzi dorosłemu drzewu i jego korze, niebezpieczne jest, jeśli wejdzie w jego koronę, wtedy, tak jak pisałaś, może zabić drzewo. Również widziałam takie sytuacje. Nie dopuszczam do tego, bo absolutnie nie chciałabym zaszkodzić "moim" drzewom. Pisałam też wiele razy na blogu, żeby na to uważać. Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Nie zgodzę się z Tobą, Tamaryszku. Atmosferę w ogrodzie tworzą właśnie drzewa, nie bluszcz. Poza tym kora sosny jest piękna, natomiast bluszcz jest brzydki i destrukcyjny. Mam do tego typu działań zastrzeżenia, jakby tu rzec, z filozoficznego punktu widzenia. Po co obsadzać coś, co samo z siebie pnie się w górę, czymś, co aby piąć się w górę musi się czegoś czepiać.
    Poza tym bardzo podoba mi się Twój ogród. Najbardziej drzewa, których mi brakuje. Ale już zaczynam sadzić. No i oczywiście rów melioracyjny przemieniony w piękną rzekę. Też pozdrawiam.
    Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że drzewa w ogrodzie są bardzo ważne, sama nie wyobrażam sobie ogrodu bez drzew. I tworzą niepowtarzalną atmosferę. Ale pnącza, według mnie, także. Wiele osób zachwyca się bluszczem, inni go nie lubią, wiesz, jak to jest, każdy ma inne upodobania. Trzeba tylko uważać, żeby nie niszczył innych roślin, bo przecież nie tylko estetyka jest ważna.
      Cieszę się, że (mimo obecności bluszczu), mój ogród Ci się podoba, dziękuję za miłe słowa.

      Usuń
  12. Tamaryszku,
    nie podoba Ci się piękna kora brzozy, tego magicznego drzewa? Bluszcz na brzozie?
    Na pierwszym zdjęciu wygląda jak kołtun. Tworzy atmosferę. Owszem, atmosferę wszędobylstwa, nachalności i zniszczenia. Parafrazując: "bluszcz żywemu nie przepuści. Jak się żywe napatoczy, nie pożyje se a juści." Tak tego nie lubię, że nie puściłabym go nawet na słup.
    Pozdrawiam miłośniczkę kołtuna.
    Barbara
    P.s. Przepraszam za stanowczość wypowiedzi, ale tak mi się robi, jak widzę bluszcz. Zwłaszcza na drzewie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam brzozy, to moje ukochane drzewa. Przyznam, że puszczenie bluszczu na pień mojej wielkiej brzozy było błędem, dziś bym tego nie zrobiła, straciłam widok na jej piękną korę.
      Natomiast z "kołtuna" jestem zadowolona, podoba mi się ta naturalna altana. A ile ptaki i pszczoły mają z niej pożytku! To też dla mnie ważne.
      Nie obrażam się, wierzę w życzliwość Twoich komentarzy, a każdy ma przecież prawo do własnego zdania i upodobań.

      Usuń