środa, 26 kwietnia 2017

MOJE BŁĘDY część 2 (dość obszerna)

Moja kariera ogrodnicza trwa już około 10 lat. Jak wiecie, zaczynałam z poziomu mniej niż zero. W tym czasie narobiłam mnóstwo błędów i na pewno wiele ich jeszcze przede mną, nie ma obaw, że to koniec nauki.
Chociaż wiele się po drodze nauczyłam i dziś na wiele spraw, związanych z ogrodem, patrzę inaczej. Widzę, ilu problemów mogłabym uniknąć.

Gdyby nie brak wiedzy...
Nie sadziłabym nic w ogrodzie, nie zadbawszy wcześniej o ziemię, pisałam o tym obszernie tu. To był błąd podstawowy.

Brak wiedzy, czym w ogóle jest gleba, spowodował, że w najlepszej wierze kupowałam podłoże w workach i sadziłam w to młode nabytki.

Sadzonki zwykle rosną w torfie, a moje sklepowe podłoża i substraty także się nim okazały. A u mnie sucho, co torf jeszcze potęguje.
Efekt - często rośliny ginęły (wykończyłam tak np. żurawki Creme Brulee). Dopiero potem dowiedziałam się, jaki jest zwykle skład tych sklepowych podłoży (często sam torf plus nawóz sztuczny) i dopiero wtedy znalazłam miejsce, gdzie mogę kupić dobrą ziemię.

żurawki Creme Brulee, które uśmierciłam

Brak wiedzy o wymaganiach roślin powodował, że sadziłam kupione rośliny w nieodpowiednich dla nich miejscach, bez zgłębienia tematu.
Najlepszym przykładem może być kosodrzewina, posadzona pod północną ścianą domu, a czego jak czego, ale słońca nie powinno jej zabraknąć.

Nie od razu można dostrzec taki błąd. Roślina, jeśli jest silna, potrafi nieźle rosnąć parę lat, usypiając naszą czujność  (ale czy ja wtedy przejawiałam jakąkolwiek czujność..?). Skoro wyglądała nieźle, nie przyszło mi do głowy, żeby ją przesadzić, a gdy się ocknęłam, było już za późno.
W rezultacie ta nieszczęsna kosówka poszła na ognisko, bo wyglądała jak drapak. I nie ona jedna tak źle skończyła.

jeszcze dobrze wyglądająca kosodrzewina wśród innych krzewów (2010)

Innym przykładem błędów, wynikających z ignorancji, jest wykorzystanie roślin ekspansywnych.

Wiecie, że lubię bluszcz i mam go masę w ogrodzie. Ogrodnictwo uczy cierpliwości, ale ze mną szło mu opornie, bo długo w zachwyt wprawiało mnie tempo okrywania łysej ziemi zielenią bluszczowych liści.
Nigdy nie mam dość kasy i sił, żeby posadzić docelowe rośliny od razu, a czasem brak też i dopracowanej koncepcji nasadzeń, więc taka "usługa" wydawała się nieoceniona.

Dziś wpuszczenie bluszczu na rabaty uważam za duży błąd! Zagraża bylinom, a nawet krzewom i bardzo trudno go usunąć z pomiędzy nich, a kłębowisko jego korzeni spod powierzchni.  A z tym właśnie mam dziś do czynienia i pewnie sporo czasu i wysiłku zajmie mi tego lata naprawianie tego błędu.

To samo zresztą dotyczy fiołków czy poziomkówki indyjskiej, które jak ruszą na podbój, to pozbyć się ich trudno.
To wszystko świetne rośliny, ale nie na bylinowe czy mieszane rabaty, czego przez pierwszy okres nie widać.

poziomkówka indyjska (owoce są niejadalne)

rośliny okrywowe
poziomkówka zarastała podłoże bardzo szybko, do dziś wyłazi co jakiś czas




Nie wiedziałam też, że na dużych rabatach warto robić jakieś przejścia, ścieżki. Trzeba przecież jakoś dostać się do środka z ciężkim wiadrem obornika, a może i z taczkami z kompostem czy nową, dużą rośliną do posadzenia. Balansowanie z obciążeniem i szukanie miejsca na postawienie stopy nie ułatwia pracy.
Ile się nasłuchałam, że nie ma dostępu do żywopłotu, żeby go przyciąć...
Po co sobie utrudniać?

Teraz próbuję to naprawić, wciskając, gdzie się da, pomiędzy rosnące rośliny, płaskie kamienie czy płyty.
Na nowo zakładanych rabatach zostawiam teraz przejścia. Np. zrobiłam ścieżkę na tył Leśnej Rabaty, nawet z placykiem na taczki.

ta rabata jest duża, teraz mogę swobodnie wjechać na jej tyły

Na projekt czy wykonanie ogrodu przez zawodowego projektanta nie było mnie stać. Ale myślę, że jakieś konsultacje czy ogólne porady fachowca pozwoliłyby uniknąć wielu błędów.

Gdyby ktoś doświadczony poradził mi, żeby być cierpliwą, nie rzucać się na tanie i szybko rosnące żywotniki, ale postawić na klasyczne cisy. Dobrze radzące sobie w naszych lasach, szlachetnie wyglądające, o pięknej zieleni, zawsze atrakcyjne i elastyczne w stosowaniu.
Żałuję - dziś zaczynając ogród, cisom powierzyłabym rolę tworzenia bazy, żywopłotów, struktury. Żywotników nie kupiłabym w ogóle.

Uważam, że warto stosować sprawdzone przez wieki rozwiązania, a na nadanie indywidualnego wyrazu ogrodowi i tak zostaje masę przestrzeni.

tuje w żywopłocie
mój były, tujowy żywopłot - za wielki i brzydki


dziś już nie ma ostrokołu - żywopłot został skrócony o połowę, wygląda dobrze




Inna rada, a raczej przestroga, która pozwoliłaby uniknąć późniejszych problemów, powinna brzmieć: rośliny rosną!
Mała variegata kiedyś będzie duża, a 10 dużych variegat stworzy wrażenie pstrokacizny w ogrodzie. To samo dotyczy żółtych czy czerwonych krzewów i drzew. Tego przecież początkowo nie widać. Jakoś nie potrafiłam sobie tego wyobrazić...

Jakże cenna byłaby rada fachowca: jeśli lubisz kolorowe rośliny i pstrokate, sadź tylko pojedyncze egzemplarze, to naprawdę wystarczy.
Dziś uzyskane efekty mnie drażnią, a żal wyrzucać zdrowe rośliny. Sporo z nich oddałam, ale to marnowanie pieniędzy, czasu i energii.

Kolejny błąd, którego mogłam uniknąć, to pilnowanie cięcia iglaków (pęcherznic zresztą też). O ile ładniejszy pokrój by miały dziś, gęstość i przede wszystkim odpowiednie rozmiary.
Jak widać na zdjęciu powyżej, zapuszczone tuje w żywopłocie urosły ogromne. Cyprysik pod oknem kuchennym także. Zaburzały proporcje, zasłaniały światło w domu...Tuje zdecydowałam się, za radą Margo, ciachnąć o połowę - przeżyły i wyglądają nieźle. Całe szczęście, bo rozmyślałam o ich usunięciu. Ale można było uniknąć stresu, trudnej pracy, osłabienia roślin, a mieć ładny żywopłot cały czas - gdybym strzygła je regularnie.

Z cyprysem pod oknem, który zasłania światło i widok jest gorzej. Miałam do wyboru  - wywalić żyjącą roślinę (jest za duży na wykopanie i przesadzenie) albo jakoś go przyciąć. Podcięłam mu dół "na drzewko" i ograniczyłam koronę. Wyszedł wielki grzyb.
Ktoś powie, że ładnie wyszło, ale mi się nie podoba i nie pasuje do mojego ogrodu. Myślę, że jednak go wyrzucę.
A szkoda, a można było tego uniknąć - nie sadzić rośliny tak rosnącej pod oknem (ale przecież była tak malusia....). Albo strzyc ją od razu na optymalną wysokość.

Czy Wam udało się uniknąć takich głupich błędów przy tworzeniu ogrodu?

"cyprysowy grzyb" na nodze obrośniętej bluszczem




Odmienną przyczyną moich błędów był brak planu ogrodu - podziału na obszary o określonych funkcjach, z których każda wymaga innych warunków.
Np. nie wszędzie trzeba poprawiać ziemię, bo nie będzie tam rabat. Albo doprowadzić tam prąd przy okazji prac budowlanych (kącik gospodarczy!).
I warzywnik mógłby być bliżej domu i w bardziej słonecznym miejscu...

Założyłam np. system nawadniający, wydałam spore pieniądze, zagospodarowany (wtedy) ogród został objęty cały... I co z tego, skoro za parę lat ogród się rozbudował, a przede wszystkim zmienił kształty i nic nie pasowało? Rozkopywać wszystko?

Gdybym miała plan, mogłabym nie realizować go od razu, tylko robić sobie etapami, stopniowo dokładając rabaty i kolejne sekcje podlewania, zaplanowane do określonego obszaru. A tak - musiałam przerabiać, stosować rozwiązania połowiczne, co znowu powodowało koszty, które były przecież do uniknięcia.

sadzenia host w swoim ogrodzie nie uważam za błąd, mimo, że nie są to rośliny sosnowego lasu




Z kolei przyczyną innych popełnianych błędów był brak wizji i koncepcji ogrodu, świadomości, jaki ten mój ogród ma być (pisałam o poszukiwaniach tu).
Taka sytuacja powodowała sadzenie roślin, z których potem rezygnowałam, czyli znów wyrzucone pieniądze.

Sadziłam np. jukki czy kanny - które kompletnie nie pasują do stylu i nastroju mojego wymarzonego ogrodu. A ponieważ zależy mi na spójności i wrażeniu spokoju, rośliny o tak egzotycznym wyglądzie musiały zniknąć z ogrodu.
A mogłam przecież te pieniądze od razu przeznaczyć na rośliny dobre. Znów podwójne wydatki i zmarnowany wysiłek.

Naturalnie rozumiem, że wszystkiego się nie przewidzi i że koncepcja może się zmienić. Ale jestem przekonana, że wielu błędów dałoby się uniknąć. Dziś jestem na siebie zła, że działałam tak po omacku.

kiedyś sadziłam w ogrodzie dalie, w mocnych kolorach



Inne błędy popełniłam przez głupie oszczędności.
Zamówiłam np. projekt systemu nawadniania u fachowca, fajnie. Był ok.
Ale stwierdziłam, że przecież węże i rury mogę sobie rozłożyć sama z pomocą taniego, przypadkowego pracownika (który nie miał pojęcia, jak trzeba to robić). No, przecież rowki każdy głupi wykopie.
Skończyło się fatalnie - węże zostały zakopane za płytko - na głębokości 5 cm, a nawet 2 cm!

Faktycznie oszczędziłam - na rozłożeniu.  Potem co rok robiłam aerację i co rok kolce przebijały  przewody... Naprawa kosztowała (kilkadziesiąt dziur), jak się domyślacie. Tak naprawdę, należałoby wykopać i położyć wszystko od nowa, ale koszty... Więc zdecydowałam się na połowiczne rozwiązanie - załatanie i rezygnacja z aeracji.
Tak się kończą nieprzemyślane decyzje.

Jeszcze gorzej jest z kaflami na tarasie i przed domem, ich wymiana to dopiero będą koszty.

dalii już nie ma w moim ogrodzie




Za błąd, wynikający ze słabości, uważam kupowanie ślicznych roślin, nie bacząc na realia.  Myślałam sobie: co za śliczna roślina... można ją uprawiać w Polsce przy odrobinie opieki, co to za problem np. owinąć włókniną jesienią parę roślin...

I tak np. laurowiśnię dopieszczałam kilka lat, a ona ciągle przemarzała, nie osiągała pełni urody. Podobnie było z dabecją, ketmią, hortensją ogrodową...
Żadnej z nich już nie ma w moim ogrodzie.

Dlaczego tak się stało? Wiem, że te rośliny da się utrzymać u nas, także w okolicach Warszawy. Ale nie oceniłam realnie możliwości ich uprawy. Przy samodzielnej obsłudze dużego ogrodu pracy jest zawsze od groma i każda dodatkowa powoduje, że coś innego będzie zaniedbane. A te rośliny wymagają dodatkowej pielęgnacji.
A jeszcze ważniejsze było to, że mam trudne warunki, słabą i sucha glebę, więc rośliny były słabsze i miały mniej miały siły, żeby przetrwać zimno.

Mimo, że innym ogrodnikom udają się także wrażliwsze rośliny, ja z nich zrezygnowałam.

krzew ketmii rósł w ciepłym miejscu, ale i tak sobie nie poradził

powyżej przywrotnika widać laurowiśnię, a wszędzie wokół korę - z obu zrezygnowałam





Unikam wszystkich roślin, wymagających dodatkowych prac.
Takich jak dalie, które trzeba wykopywać. Próby ich uprawy uznałam za błąd w realnej ocenie swoich możliwości, bo ciągle się nie wyrabiam z pracami. Dalie nie są moimi ulubionym kwiatami, więc ta decyzja nie była trudna. Nie muszę mieć wszystkiego. Zwiększoną ilość pracy mogę poświęcać tylko na rośliny ukochane, reszta ma być jak najmniej obsługowa.

Pisałam już o tym, że zrezygnowałam także z uprawy róż, która zakończyła się porażką.

nie mam już tych ładnych róż Amber Cover

Mam na swoim koncie także błędy wynikające z działania w najlepszej wierze (braku doświadczenia?).

Zaliczam do nich zastosowanie żwiru w ogrodzie. Nie lubię tego klasycznego rozwiązania, ale nie o gust tu chodzi.
Gruby żwir pojawił się u mnie nad strumieniem, jako naturalne uzupełnienie kamieni nad wodą. Przeklęłam ten pomysł już po 2 sezonach - w lesie, pod iglastymi drzewami, żwir natychmiast stał się mieszanką z igłami, patyczkami, a ja wykonywałam pracę Kopciuszka.

Żwirową ścieżkę można przegrabić i utrzymać jej czystość stosunkowo łatwo. Usuwanie igieł i innych zanieczyszczeń na mini tarasikach na zboczu było katorgą.
Naprawdę warto znaleźć w lesie inne rozwiązanie niż żwir.

początki strumyka - żwir, kora i włóknina - wszystko to już zniknęło




Drugim powszechnie stosowanym wynalazkiem była włóknina.
Estetycznie przysypana korą, miała chronić przed chwastami i w ogóle dobrze robić roślinom. Początkowo  rozwiązanie wydawało się idealne. Pomijam względy ekologiczne i że korzenie roślin pod włókniną rosną inaczej, skupię się tylko na względach praktycznych.

Kora powoli, bo powoli, ale jednak się rozkłada, ciągle jest dosypywana, odkładają się roślinne resztki, pojawiają nasiona, potem siewki chwastów...
Na dużym terenie, przy natłoku innych prac, nie byłam w stanie tego upilnować. A i od spodu, po latach, włókninę zaczynają przerastać rośliny.
Do tego dochodzi dbanie o poszerzanie otworów wszystkich posadzonych roślin, co okazało się mrzonką.
Do tego nie było co marzyć o żadnych siewach jednorocznych. A każde sadzenie czy zmiany powodowały konieczność wycinania włókniny, poprzerastanej i trudnej do wyciągnięcia. Nie miałam żadnej swobody działania na rabatach wyłożonych włókniną.

Postanowiłam więc ją usunąć. Pisałam już, jak wyglądało to nad strumykiem. Katorżnicza robota.
Reasumując - stosowanie włókniny uznaję za błąd.
Naprawdę są lepsze - tańsze, mniej kłopotliwe i naturalne metody.

Obecnie na nowo tworzonej rabacie zdarza mi się kłaść powyrywane niegdyś kawałki na sezon, dwa, dopóki rośliny się nie rozrosną. Są łatwe do wyciągnięcia.
Ale zwykle używam do tego celu tektury (na płaskim terenie), którą też można przysypać korą.

hedera
zamiast kory - roślina okrywowa, bluszcz




No, właśnie, i tak doszłam do kory, której używanie uznałam za błąd.
Wiem, jest powszechnie stosowana w naszych ogrodach. Za to w Anglii nie widziałam jej nigdzie. Tam ziemia pokryta jest ściółką naturalną (kompostem, obornikiem) albo najczęściej gęsto obsadzona roślinami.

Ja przestałam obsypywać korą rabaty z powodów finansowych. Kiedyś policzyłam sobie, ile pieniędzy na to wydaję. Szok. W dużym ogrodzie tak jest. A przecież tyle jest potrzeb, ciągle brakuje mi na rośliny i inne rzeczy. Uznałam więc, że to bez sensu i od kilku lat nie kupuję kory w ogóle.

Teraz w miejscach, gdzie przeważają krzewy, daję rośliny okrywowe, jest ich cała masa, na każde warunki.
Kiedy chcę osłonić nagą ziemię, zanim urosną rośliny, kładę tekturę i okrywam ją skoszoną trawą, której ciągle jest masa. Jeśli nie zagospodaruję takiego miejsca w danym sezonie,  i tektura i trawa, powoli się rozkłada, wzbogacając glebę.

rośliny okrywowe
wokół parzydeł blekotolistnych ziemię pokrywa kopytnik

Niektórych z wymienionych wyżej  błędów zapewne nie sposób było uniknąć. Ale wszystkie powodowały marnowanie pieniędzy. I stratę czasu, który jest tak cenny w życiu ogrodu. I marnowanie energii, wysiłku i pracy. I rozczarowania. I życie Bogu ducha winnych roślin.

I to by było na tyle. O innych swoich błędach, dotyczących komponowania roślin, już sporo pisałam. I pewnie jeszcze napiszę. Bo tej sztuki, niestety, nie opanowałam nadal...

P.S.
Sadzę w ogrodzie rośliny niepasujące do środowiska lasu sosnowego. Wymaga to ode mnie dodatkowych prac, jak np. poprawy ziemi. I robię to świadomie. Jednak nie nazywam tego błędem, tylko spełnianiem marzeń o idealnym ogrodzie - bujnym, zielonym, liściastym.

ogród leśny, paprocie i hosty
takie ogrody lubię - moja Rabata Leśna




Mam nadzieję, że nie tylko ja mam na swoim koncie nieprzemyślane działania w ogrodzie.
Bardzo jestem ciekawa, co uznajecie za swoje największe błędy? Czy można ich było uniknąć?


52 komentarze:

  1. Muszę przyznać że się uśmiałam jak czytałam. Mogłabym się podpisać pod tym tekstem i napisać że tak robiłam. Różnica taka że uwielbiam eksperymentować i stale błędy popelniam czyli marnuje kasę. Też miałam sporo roślin zupełnie nie pasujących do mojego ogrodu tyle że sporo dostałam. Koty też już nie kupuję za to kupiłam rozdrabniacz i mam swoją ściółkę.

    Nie bardzo już się winie za te błędy bo to doświadczenie jakie za ten czas pozyskalam dało mi sporo radości i sporo wiedzy a jak wiadomo wiedza kosztuje. W czasach kiedy zakładałam ogród szkółek prawie nie było a jak były to z igłami. Na jaki więc projekt mogłabym liczyć ? Zresztą wkoło mnie też nie było projektantów - nie mam pewności czy można było wtedy uniknąć tyłu błędów i oczywiście ograniczyć wydawana kasę - a czy dziś nie popełniasz błędów ?
    Pozdrawiam mira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, matko, błędów popełniam całą masę! Wiem, że one stale będą moim udziałem, ciągle nowe. Chociaż w przypadku komponowania roślin mam wrażenie, że jakoś tkwię w miejscu.
      Ale właśnie ta świadomość nieuchronności błędów powoduje, że ograniczenie ich ilości staje się tak ważne. Żeby chociaż części, tych oczywistych, uniknąć. Te, które opisałam, mam wrażenie, były do uniknięcia, gdyby np. ktoś mądrzejszy mi doradził.
      Ponieważ tak się nie stało, uczyłam się na błędach, i była to nauka dość kosztowna. Ja nie bardzo lubię eksperymentować, wolę działać bardziej na pewniaka. Rozdrabniarkę ciągle mam na liście do kupienia i ciągle spada na dalsze miejsca, spychana tam głównie przez rośliny.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy wpis, skorzystam z niego przy planowaniu ogrodu. Ale ta róża... Serce Cię nie bolało?!?! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róża była piękna (było ich 5 krzaków) i - o, dziwo - dziś też mi się podoba. Ale wszystkie róże u mnie chorowały (zajrzyj do artykułu o różach, link jest w tekście). Przez większą część sezonu nie miały liści, ja nie chciałam ciągle pryskać chemią.
      Cieszę się, że uznałaś tekst za ciekawy. Ja szukam u innych inspiracji, ale i doświadczeń z wyboistej drogi właśnie, po co wyważać otwarte drzwi..? Warto przemyśleć sobie czyjeś doświadczenia, co nie znaczy, że ze wszystkim się zgodzić. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Swój pierwszy ogród założyłam 16 lat temu. Po ośmiu się przeprowadziliśmy i założyłam następny. W obecnym już nie popełniłam tak wielu błędów jak w pierwszym. Nie ufałam ogrodnikom, tylko sama dokładnie sprawdzałam nazwę każdej zakupionej sadzonki. Nie sadziłam już tak blisko rośliny. Pozbyłam się z ogrodu dalii, różaneczników i róż. Kupowałam tylko cebulowe botaniczne mogące przetrwać w ziemi kilka lat bez wykopywania. A mimo tego mam wrażenie, że ciągle coś mi się nie udaje, coś przemarza, choruje, zanika. Taka już chyba dola ogrodnika, że ma ciągle tyle pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, widzisz, szkoda, że nie miałam szczęścia trafić kiedyś na blog, opisujący takie doświadczenia, jak Twoje. Zawsze parę problemów by ubyło. Na pomysł wykorzystania cebulowych botanicznych też wpadłam! Cały czas je dosadzam. Są warte polecania.
      A te ciągłe problemy pewnie w znacznej części wynikają z tego, że nie ma uniwersalnych prawd dla wszystkiego, każdy ogród jest inny i pewna doza ryzyka i eksperymentu jest nieunikniona. Ale taka nauka, choć bywa bolesna, może być ekscytująca. Dobrze by było tylko uniknąć tych oczywistych błędów.

      Usuń
  4. Błędy zdarzają się każdemu, większe lub mniejsze, ale zawsze, ogrodnictwo nie jest tu wyjątkiem. Przydałoby się mieć dużą wiedzę, najlepiej od razu... Najgorsze jest to, że nawet jak starasz się czytać i sprawdzać, to często można trafić na sprzeczne informacje. I tak w końcu trzeba uczyć się na własnych błędach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, nie zawsze łatwo trafić na wiarygodne źródło i mistrza. Ale warto próbować, a nie działać po omacku, beztrosko, bez zastanowienia, co było moim udziałem. Dla mnie to marnotrawstwo.

      Usuń
  5. Rabata leśna - jest przepiękna ! Trochę się uśmiechałam pod nosem, czytając Twój wpis. Dlaczego? Nie Ty jedna popełniasz błędy. Mnie też się to zdarza, a gdy o ogrodach nie wiedziałam prawie nic to największym błędem był brak świadomości, że rośliny rosną. O zgrozo !!! Podobnie jak Ty posadziliśmy dwa cyprysiki, bo były takie malutkie... Potem, gdy się spostrzegliśmy trzeba było je radykalnie przyciąć, by z jednego zrobić "grzybka" oraz by było pomiędzy nimi przejście zarośniętą już ścieżką. Utrzymanie oczka wodnego było dla nas zbyt kłopotliwe z powodu wpadających do niego liści i corocznego oczyszczania zbiornika. Zlikwidowaliśmy więc oczko i zrobiliśmy strumyk. Strumyk był fajny i dawał wiele uciechy naszym dzieciom oraz ptakom, ale później pozostał tylko jako suchy strumyk, czyli taka wyżłobiona ścieżka obsypana drobnymi kamieniami. Jeśli chodzi o włókninę - to też chyba nasz największy błąd. Pędy roślin próbują przedostać się przez włókninę na powierzchnię, chwasty tez wyrastają i o wiele trudniej jest je usunąć. Człowiek uczy się na błędach, ale w ogrodzie jest tak jak w życiu. Próbujemy różnych rzeczy i różnych rozwiązań, zmieniamy się. W ogrodzie tez próbujemy, przestawiamy, meblujemy. My się zmieniamy i ogród się zmienia. Tylko ,że bez naszej ingerencji ogród szybko zmieniłby się w dziki teren. My potrzebujemy ogrodu, a ogród potrzebuje nas. Uściski :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja niby czytałam w książkach i katalogach, że one rosną i do jakich rozmiarów nawet, ale jakoś trudno to było sobie wyobrazić... No, jakoś działanie nie poszło za tą minimalną wiedzą. Głupota i już. Trzeba mi było kogoś, kto złapie mnie za rękę i powie: kobieto, to są 2 metry?! Ta jedna roślina za parę lat zapełni całą tę przestrzeń!
      Że my się zmieniamy, więc i ogród się zmienia, to normalne, nie można tego uznawać za błąd. Ale już to sadzenie czy brak strzyżenia - to błąd ewidentny. I łatwy do uniknięcia. Dlatego mnie to tak wkurza.
      Trochę szkoda tego Twojego oczka i strumyka, prawda?

      Usuń
  6. Bardzo dobry tekst. Chyba powinnam podsyłać go wszystkim moim klientom, którzy chcą zaoszczędzić na projekcie. Albo upierają się przy jakichś roślinach. Albo tuż po posadzeniu mówią, żeby jeszcze tu dosadzić, jeszcze tam... Mam teraz dwie takie realizacje - pierwsza nowa gdzie klientka upiera się by oczary sadzić metr od siebie albo drzewa w takim miejscu że nie ma szans na to by uzyskało kiedykolwiek ładny pokrój. Drugi klient poddał się po 12 latach samodzielnych nasadzeń. Wiosną wywieźliśmy 2 kontenery po wycince - jałowce w cieniu, chore głogi, parchata jabłoń, nieprzemyślany klon itd, itd... Ogród przejaśniał i po uzupełnieniu o byliny mam nadzieję że dostanie trochę klimatu:) U siebie też popełniam błędy, ale to raczej kierowanie się ciekawością, testowaniem różnych gatunków i odmian. Ja uważam, że kora jest przydatna, zwłaszcza przy świeżych założeniach - z dobrze przekopanej, przebronowanej ziemi zawsze coś wykiełkuje, nasiona potrafią leżeć latami. Jednak po 2-3 sezonach gdy rośliny się rozrosną nie ma już potrzeby jej dosypywania. Będziemy w tym roku w Anglii co najmniej w 2 ogrodach gdzie jest ściółka ze zrębków.
    Myślę, że w części leśnej mogłabyś spróbować marzanki wonnej - jest ekspansywna, ale pozwolić zakryć puste przestrzenie np miedzy paprociami. Wygląda ładnie gdy kwitnie zwłaszcza na dużej powierzchni. Usuwa się też dużo prościej niż bluszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie. Pierwsze, co mi się nasunęło podczas czytania- uważasz, że nie stać się na projekt, a stać cię na te wszystkie kombinacje? To jak myślisz- ile ten projekt kosztuje, więcej niż tysiące wydane na błędy? Inna sprawa, że projekty są różne i niekoniecznie warte wydanej kasy.

      Usuń
    2. MARTA - Dzięki za pochwałę artykułu. Zdecydowanie losy mojego ogrodu mogą służyć jako przestroga dla niezdecydowanych klientów albo ludzi lekceważących projektantów.
      Wiele osób (z różnych względów) tworzy ogrody samodzielnie, dlatego napisałam ten artykuł, nie tylko jako rozliczenie z samą sobą, ale ostrzeżenie dla innych.
      Po tym wszystkim i tak uważam, że ogród wygląda nieźle, a to dzięki mojej kolosalnej pracy i uporowi, żeby uczynić go piękniejszym. Marto, działam cały czas, musisz przyjechać na inspekcję!
      Na szczęście, większość moich "złych" roślin pooddawałam, więc żyją sobie w innych ogrodach. Ale ogólnego marnotrawstwa i tak było zdecydowanie za dużo.
      Twoje testowanie roślin trudno nazwać błędami. To wręcz inwestycja w biznes albo eksperymenty, które dla wielu osób są nieodłączną częścią ogrodnictwa.
      Co do kory, to wyobrażam sobie, że klient nie zgodziłby się na zabawy z tekturą i skoszoną trawą... Więc czasem bywa konieczna. Ciekawa jestem tych angielskich ogrodów, może uda sie dowiedzieć, dlaczego wybrali taką drogę.
      Marzankę mam na liście do kupienia! Może w tym roku uda mi się kupić. Chcę na początek dać ją nad strumieniem pod czarnym bzem, całe poletko, będzie widoczna z Białego Ogrodu.
      A pod paprociami nie padnie, kiedy one wypuszczą pióropusze?
      MEGI - masz, naturalnie, rację, że gdyby podliczyć koszta tych moich błędów, stać by mnie było na fachowca! Ale - czy ja wtedy to przewidywałam? W ogóle nie zastanawiałam się pod tym kątem!
      A poza tym, potrzebne było jednorazowe wyjęcie większej kwoty, której nie miałam.
      Nie zawsze jest tak, że jak ktoś postawi sobie dom, to ma pieniądze. W naszym przypadku budowa była kompletnym wariactwem, kredyt skończył się, zanim wykończyłam dom. Gołe żarówki wisiały ponad rok, o innych rzeczach nie wspominając.
      Jednak - po tych wszystkich doświadczeniach, gdybym dziś znalazła się ponownie na początku drogi, nie brałabym się za ogród - zrobiłabym wszystko, żeby odłożyć kwotę potrzebną na konsultację i projekt dobrego fachowca. Choćby tylko koncepcyjny, nawet bez szczegółowego rozrysowania wszystkich konkretnych roślin. Wydaje mi się to szczególnie ważne w przypadku dużego ogrodu. Mając takie wytyczne, można realizować plan własnymi siłami.
      Pozdrawiam wszystkich dobrych projektantów!

      Usuń
    3. No mam jeszcze inne grzechy na sumieniu. Tzn nazywam to 'fazą'. Jest faza na żylistki, na berberysy, na bodziszki albo na trójlisty. Potem tego wszystkiego jest za dużo i trzeba kopać. Obecnie trwa faza na przetacznikowce:) Potem te 'złe' rośliny poodawałam podobnie jak Ty.
      I też miałam przygodę z ekspansywnymi roślinami, np pokazywanym tutaj pióropusznikiem czy konwalią. U mnie już praktycznie nie do wyjęcia z ogrodu.
      A najgorszy błąd popełniłam na samym początku - jak Ty nie wydałam kasy na poprawienie gleby. Potem był drugi - wymyśliłam ziołowo różany ogródek... tyle, ze część to było klepisko po starej stodole. Jeszcze tam jakieś pseudo skalne dosadzałam. Oczywiście teraz po latach ziemia tam jest ok, bo poszły na to hektolitry kompostu:)
      Co do marzanki - da radę:) Ja się zastanawiam natomiast czy kopytnik ci parzydełka nie zarośnie? Wygląda to pięknie..

      Usuń
    4. Sama się dziwię, że mnie tzw. fazy omijają... Jakiekolwiek skłonności kolekcjonerskie są mi obce. I całe szczęście, dość robię innych błędów.
      Pocieszasz mnie bardzo, że taka osoba, jak Ty, ma na swoim koncie podobne pomyłki.
      Marzanka będzie! Kopytnik trochę wpycha się na parzydła, ale od kilku lat jakoś koegzystują. Może poluzuję trochę wokół nich w tym sezonie.

      Usuń
  7. Ogród inny, a ogrodniczka - jakaś podobna.
    Bardzo interesujący wpis, który też mogłabym napisać, gdyż popełniłam chyba wszystkie wyżej wymienione błędy i wypaczenia.
    Jakoś trzeba się uczyć. Na błędach i po trupach roślin, niestety.

    Mnie się udało zmusić klimat do zmiany ;-) i róże jakoś rosną w moim ogrodzie. Jakże mnie ten fakt cieszy. A poważnie, to wydaje mi się, że otulina ogrodu - pasy drzew, pasy krzewów, w końcu na tyle urosła i zgęstniała, że mikroklimat lekko złagodniał. A duży klimat odpuścił ostatnimi czasy i mrozów w okolicach -25 nie miewamy od lat paru.
    Trudne jest życie ogrodnika amatora. Ale ile w nim radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, często te nasze ogrodnicze drogi są podobne... I mimo wszystkich błędów i wypaczeń - bardzo szczęśliwe!
      Zmusić klimat do zmiany, to wyższa szkoła jazdy, chylę czoła. Może dobry los Twoich róż to też zasługa Twojej wytrwałości i cierpliwości i lepszej ręki do roślin.

      Usuń
  8. Tamaryszku, myślę, że nie ma ogrodnika, który nie popełniałby błędów. Ja sama również je popełniam, są one drobne i duże, ale żałuję tylko jednego - użycia Roundapu na chwasty, by założyć nowy trawnik. Był to najprostszy sposób na pozbycie się chwastów, ale wtedy nie wiedziałam jak szkodliwy jest ten środek. I tego żałuję.
    Inne moje błedy, to kompostowanie cytrusów! Nie wiedziałam, że się ich nie kompostuje dopóki nie natknęłam się na Twojego bloga, wiesz?:)
    Kolejnym błędem było nie podcinanie lawendy, skutkiem czego straciła ładny pokrój, a w zeszłym roku chcąc naprawić błąd ścięłam ją zbyt drastycznie i w tym roku już wyginęła...
    Tak jak i Ty sadziłam delikatne rośliny, np akanta...Dalbicję... i inne.
    Tamaryszka raz posadziłam nie dość że w cieniu, to jeszcze pod jabłonką starą:)
    I znajdzie się tego mnóstwo jeszcze! Pozdrawiam Cię cieplutko, a odpowiadając na Twoje pytanie na moim blogu - nie, migdałek ma się świetnie, u nas tylko dwa dni zimne były ze śniegiem:) Teraz pięknie kwitnie, właśnie wczoraj dodałam nowy post. Buziak, kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja mam na swoim sumieniu ciężki grzech z chemią - oprysk całego ogrodu, łącznie z drzewami, na komary (i inne owady). Po prostu eksterminacja. Jak dziś pomyślę, zgroza mnie ogarnia, że mogłam zrobić coś takiego.
      Mój migdałek jeszcze się nie rozwinął, oby to nastąpiło.

      Usuń
  9. Tamaryszku, myślę, że nawet jak byś miała pieniądze na projekt, mogłoby się to okazać klapą. Nie tyle z winy projektanta ale ogrodowej chemii między Wami. Dałabyś sobie podsadzić rośliny wg projektu albo byś je sama tak posadziła ale przecież mogłoby się okazać po upływie czasu, że nieznajomość tych roślin spowodowała Twoje niezadowolenie i chciałabyś inaczej. Co do komponowania: myślę (tak jest u mnie), że czasami trzeba się wczuć w nastrój /sens miejsca, wyłączyć na bodźce zewnętrzne (ogrody blogowe, angielskie, polskie, realne i wirtualne). I pomyśleć o swoim wnętrzu ogrodowym i o swoim wnętrzu. Pisze to ta, co popełniła wszystkie te błędy i teraz popełnia też ale mniej. Ja nawet arboretum zakładałam. I ciągle "kopię się" z Naturą - naturalnym krajobrazem, próbując roślinom wskazać ich ogrodowe miejsce a miejscom w ogrodzie przypisać ich funkcje nastrojowe.Pszczelarnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, co do niezbędnej współpracy i porozumienia z projektantem. Tylko taką miałam na myśli. Nie wyobrażam sobie, żeby fachowiec zaplanował mi "swój" ogród - on ma być taki, jak mnie w duszy gra, ale wymyślony według reguł sztuki, w których biegły jest projektant. I dobry projekt, według mnie, pozwala na samodzielne uzupełnianie w późniejszym czasie, on tworzy tylko ramy.
      Z podejściem do komponowania masz rację. Doskonale to opisałaś. Ja mam kłopot z oderwaniem się od wzorców. Boję się, z trudem pozwalam sobie na swobodną kreację. To wielki minus. Ale próbuję o tym pamiętać. Zaufać naturze i sobie.

      Usuń
  10. A ja popełniałam i będę popełniała błędy. Chyba już mnie znasz :)
    Każdy inaczej podchodzi do ogrodu.
    Uważam, że osoby, które nie lubią się nim zajmować, powinny koniecznie skorzystać z profesjonalnej porady.
    Natomiast my amatorzy ogrodnictwa musimy często sami przekonać się o tym co ma być w naszym ogrodzie.
    Ja jestem uparta i próbuję kilka razy z roślinami, które nie chcą u mnie rosnąć, dopiero za którymś razem rezygnuję, ale często zdarza mi się, że kolejna próba jest udana. Charakter ogrodu jest ważny. Ale każdy ma inne do tego podejście. Porównaj swój ogród i Joli. Obydwie macie las, a zupełnie inny typ ogrodu.
    Ale mnie się oba podobają.
    Twoja leśna rabata jest super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, zawsze podziwiam swobodę, z jaką podchodzisz do ogrodu i swojej pasji. Zresztą masz w ogóle wiele dystansu wobec rzeczywistości i wyrozumiałości, to wielka zaleta.
      O takich osobach, co to chcą mieć tylko ładnie wokół, a nie żyją ogrodem, to ja w ogóle nie myślę. Moje rozważania dotyczą tylko pasjonatów.
      Myślę, że skorzystanie z porady fachowca czy opieranie się na stworzonym przez niego projekcie nie wyklucza własnych poszukiwań i eksperymentów. Projekt tworzy pewne ramy, ale ma się rozwijać, przecież ogród żyje i my się zmieniamy. Nie chodzi i o to, żeby trzymać się niewolniczo i na pewno nie cudzej wizji. Dobry projekt powstaje z głębokiej współpracy z klientem. I dlatego np. mój ogród i Joli, chociaż powstające w podobnych warunkach, mogą być różne. Przecież nie ma jednej właściwej drogi.

      Usuń
    2. Tylko, że ja jestem uparta i raczej mało słucham porad. Znasz moją sąsiadkę. Byłas u niej. Ona ma podobne podejście do twojego, rośliny muszą rosnąć naturalnie, w odpowiednich miejscach i pasować do całości.
      Jak ona sie namęczy jak przychodzi do mojego ogrodu. Ile widzi wad, ile błędów. Przede wszystkim za gęste sadzenie, albo słabe stanowisko. A ja uparcie robię swoje. Już nawet ze mną nie dyskutuje :)
      W moim ogrodzie to ja decyduję co gdzie ma rosnąć i w jakich odstępach.
      Może kiedys się to zmieni, ale na razie ...
      I tak już zaczęłam robić trochę większe odstępy :)

      Usuń
    3. No, na upór nie ma rady... Sama dochodzisz do wszystkiego. Ale, jak to zawsze stwierdzamy, najważniejsza jest radość z ogrodowania.

      Usuń
  11. A kto nie błądzi? Nikt. Ja już sobie wybaczyłam. Na szczęście w porę wpadłam na to, żeby nie kupować "bo śliczne", a szukałam przecen, okazji i nie namarnowałam kasy tyle, ile bym mogła. Wiedziałam, że ogród ogromny, a remont domu... Kto remontował, ten wie. Chociaż, jednego błędu nie mogę sobie wybaczyć, ale trudno, bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sobie wybaczyłam. Bo błędy popełniane w ogrodzie nie bolą, a uczą. Nie ma w tej nauce konfrontacji, rywalizacji, upokorzeń. Dlatego ogrodnictwo jest terapią.
      Moim błędem, a raczej słabością, jest niecierpliwość, chcę mieć wszystko ładnie jak najszybciej. A temu nie sprzyjają takie rozsądne działania, jak te, o których wspominasz. A z pewnością są warte praktykowania.
      A co takiego popełniłaś, że Cię dręczy do tej pory..?

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Temat jak najbardziej trafny.Chyba każdy z nas popełnia błędy ogrodnicze. Ja, np.stworzyłam klomb, który aktualnie zostaje zlikwidowany. Też sadziłam rośliny nieprzemyślanie, bo upatrzyłam sobie je na innych blogach. Cały czas się uczę i nie traktuje tego czasu za zmarnowany, bo jednak się rozwijam w tym temacie, nie pozostaję bierna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, dlaczego uznałaś stworzenie tego klombu za błąd? Dlaczego go usuwasz?
      A z wyborem roślin to jest wieczny problem... Tyle ich kusi, ciągle coś nowego się pojawia albo zobaczymy u kogoś efektowną kompozycję z roślin nam znanych. Umiejętność selekcji bardzo się przydaje. Przecież nie można mieć wszystkiego.
      A to, że cały czas się rozwijamy i uczymy jest jedną z zalet ogrodnictwa, prawda?

      Usuń
  14. Iza, mam na swoim sumieniu tyle samo błędów, przynajmniej tyle. Czasem wyrzucam sobie te czy inne nie przemyslane działania, szczególnie te owocujące katorzniczą praca przy ich usuwaniu bądź obróbce. Bolesny fakt wydanych bezsensownie pieniędzy? tak, szczególnie gdy mozliwości finansowe mkną w dół z prędkością światła......
    Dzisiaj właśnie patrzyłam na łany fiołków, zarastają wszystko, 3 lata temu wyrzuciłam ich 20 worów i znów mnie to czeka, bezsensowna praca.
    Jesienią i teraz zrywałam włókniny, ilez naszarpałam się....a sił ubywa.
    Pocieszam się, że ogród dojrzewa razem ze mną, wciąż do czegoś dochodzę, dojrzewam, wcielam w życie. Jednak nie szarpię się nad miarę, nie porywam na drogie rozwiązania, staram się cos eliminować, coś udoskonalić z tego co mam. Czy roślinne nasadzenia czy inne detaliki.
    nie mam innej opcji w tej chwili.
    Pisałaś o projektantach, większośc ogrodów projektowanych najbardziej zachwyca chyba samych projektantów bo kiedy widzę te ogrody, ogródki to zastanawiam się poc o to było....EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z fiołkami udało mi się ocknąć wcześniej - ich łany są urocze, ale na rabaty bylinowe się nie nadają. W porę (chyba, mam nadzieję) to dostrzegłam. Od zeszłego sezonu przenoszę je do lasu, w tym roku będę nadal to robić.
      Właśnie ta bezsensowna i ciężka praca mnie denerwuje, gdy ma się świadomość, że można było tego uniknąć. No, cóż... może komuś przydadzą się nasze refleksje.
      Widzę, że mnie doskonale rozumiesz, jeśli chodzi o kontekst wieku i finansów w tym wszystkim.
      I przy tym narzekaniu na błędy nie może zabraknąć satysfakcji, że nasze ogrody pięknieją - mimo wszystko, a może dzięki temu..?
      Wydaje mi się, że kwestia ogrodów robionych przez projektantów jest drażliwa i kontrowersyjna. Ja cały czas mam wielkie uznanie dla tej profesji, może dlatego, że sama chciałabym to robić?
      Faktem jest, że prawie wszystkie ogrody, które miałam okazję oglądać na żywo w Polsce, były robione przez amatorów. Wiele z nich jest pięknych, a w wielu dostrzegam słabości, do których nie dopuściłby dobry fachowiec (w tym mój). Widziałam tylko kilka zrobionych przez fachowca i muszę powiedzieć, że mi się podobały. A jeśli coś w nich wydało mi się fatalne, to wiem, że powstało na życzenie właściciela.
      W Anglii zaś, miałam możliwość oglądania ogrodów wykonanych przez projektantów - były wspaniałe i klimatyczne.
      Może więc stąd moje pozytywne nastawienie? Ma także na to wpływ pewnie świadomość olbrzymiej wiedzy i umiejętności w tej dziedzinie. I wiele dobrych rad, które dostałam od projektantów?
      Tak naprawdę, nie widziałam na żywo ogrodu robionego przez fachowca, który byłby żenujący, zły. Tylko na zdjęciach, to owszem. Więc w sumie moje doświadczenia są dobre.
      Coś widzę, że to temat wart oddzielnego artykułu i szerszej wymiany poglądów.

      Usuń
  15. Mogę się podpisać pod większością opisanych błędów... w tym roku robię kolejne 3 podejście do budlei (całe dzieciństwo oglądałam posadzone przed moim blokiem oblepione motylami krzewy - tyle, że w Poznaniu, gdzie ten krzew ma szansę przetrwać zimę). Sadzenie za gęsto, praktycznie wszystkie rośliny w ogrodzie muszą być cięte, aby się pomieściły...ile musiałam się pozbyć to już inna bajka. Mięta, która co roku musi być plewiona, a i tak rozrasta się z najmniejszego pozostawionego kawałka w coraz dalszych zakątkach ogrodu...Miłość do róż, po latach wiem, że kluczowa jest mrozoodporność i odporność na choroby, a potem kolor, kształt i zapach kwiatu. Poza tym przy całej mojej miłości do tych krzewów, są to chyba jedne z najbardziej "upierdliwych" roślin w ogrodzie (kopczykowanie, usuwanie kopcy, przycinanie, opryskiwanie - jak ekologicznie to ilość oprysków potraja się, a i tak jest rotacja - w tym sezonie wypadły 3, przybyło 5).Przesadzanie roślin, bo została zmieniona koncepcja rabaty np. poprzez jej powiększenie i teraz niskie rośliny trzeba przesadzać, żeby nie zginęły gdzieś w środku rabaty....Kupowanie roślin oczami, bez głowy (też mam na sumieniu kosodrzewinę posadzoną na północnej wystawie) Zmarnowane warzywa, bo został przegapiony ich najlepszy okres do spożycia (np. przejrzałe pomidory).
    Chyba więcej grzechów nie pamiętam, ale za wszystkie żałuję.
    Pozdrawiam, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że masz także bogate doświadczenia w błądzeniu... Ja też próbowałam z budleją, marzyły mi się te motyle... To błąd z serii: "przecież innym się udaje, co za problem okrywać...".
      Cenna to dla mnie opinia, że miłośniczka róż uważa je za jedne z najbardziej kłopotliwych roślin.
      Sporo tego, ale idziemy do przodu, prawda? Sam fakt, że prowadzimy taką rozmowę już o tym świadczy. Swoją drogą, jakie to głupie, że tyle osób popełnia te same błędy...
      Obyśmy ich zrobiły niewiele w tym sezonie!

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Mimo,że pokazałam w tym poście rzeczy, z których zrezygnowałam..? Jak by nie było, dziękuję.

      Usuń
  17. Moim błędem było posadzenie dławisza okrągłolistnego.. a że pięknie się rozrastał i był bujny to chciałam go tu i tam, a później nie mogłam na niego patrzeć, bo wyrasta gdzie sie da i ciężko go wytępić. Dodatkowo jego system korzeniowy tworzy zwartą, gęstą siatkę, przez co ciężko posadzić w jego pobliżu chociażby jakieś byliny. Ale urody nie można mu odmówić i tego, że w krótkim czasie wytwarza masę zieleni przez co zakrywa np. nieładne ogrodzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam w ogrodzie dławisz. Dostałam go od koleżanki, która wyrzuciła go na kompost, wyciągnęłyśmy i rośnie u mnie. Posadziłam go w kącie ogrodu, w bardzo trudnych warunkach. Rośnie praktycznie bez podlewania, chyba 4-5 rok. Na razie nie jest zbyt ekspansywny, pewnie z powodu miejsca. Z tego co piszesz wynika, że dobrze się złożyło, że nie wsadziłam go przy rabacie, na szczęście. A tam może się swobodnie rozrastać.

      Usuń
  18. Zawsze krytykowałem korę jako Polski wynalazek wzięło to się prawdopodobnie z efektu iż ciągle jeszcze duża grupa ludzi dostrzega piękno i elegancję w tzw. ogrodach sterylnych poukładanych i obsypanych korą roslinach pewnie ciągle jeszcze myslą iż tak należy robić co według mnie jest typowym kiczem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy to naprawdę polski wynalazek... Czy np. stosują go w Niemczech czy Holandii?
      Jakąś funkcję kora spełnia, tworzy też wrażenie ładu. Kwestia gustu to już sprawa indywidualna. Natomiast warto wiedzieć, czemu taka kora ma służyć (poza ewentualną estetyką) i że można te efekty uzyskać także w inny sposób. I wtedy można wybrać.
      Pewnie część osób stosuje korę, bo myśli, że to służy rabatom i że nie da się jej niczym zastąpić. No i jest stosunkowo tania.

      Usuń
  19. Ja nawiążę do roli projektantów...Otóż, kiedy kupiliśmy ten domek i zaczynałam swoją przygodę z ogrodem, nie miałam pojęcia o komponowaniu ogrodów, o roślinach - byłam kompletną ignorantką. I zatrudniłam profesjonalnych projektantów, zresztą moich znajomych. Po wielu rozmowach, ustalaniu moich preferencji, zrobili mi dwa alternatywne projekty. Wybrałam jeden, a do realizacji, ze względów finansowych, poszedł fragment ogrodu, ten najbardziej reprezentacyjny. I całe szczęście, bo dostałam szkielet ogrodu i wielką lekcję jak , co i gdzie sadzić. Chociaż nie wszystko mi się podobało i wiele układów, roślin, rabat zmieniłam "po swojemu", to pewne założenia zostały i cieszą oczy do dzisiaj. Sama pewnie w końcu bym doszła do pewnych rozwiązań, ale błędów byłoby znacznie więcej i byłyby bardziej kosztowne. Dalej mam tendencję do "misz-maszu", kupowania oczami, kierowania się forumowymi modami, sadzenia roślin, które nie chcą u mnie rosnąć...Ale teraz już mam pewną wiedzę ogrodniczą, choć wyobraźni przestrzennej i umiejętności ładnego komponowania nadal mi brakuje. Aż strach pomyśleć, jak wyglądały mój ogród, gdybym od początku dziergała go sama...Dala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na takie ułatwienia, o jakich piszesz, i ja bym liczyła, myśląc o pomocy projektanta.
      A w dużym ogrodzie efekt błędów jest zwielokrotniony, niestety.
      Ciekawa jestem, które z elementów w Twoim ogrodzie są autorstwa fachowców, a które Twoje. I cieszę się bardzo, że niedługo zobaczę wszystko na własne oczy!

      Usuń
  20. Witajcie,a u nie było tak,że odbierałam ogród po kawałku od mamy,która już nic nie mogła i perz hodowała,ale oddać nie chciała,bo cały czas miała nadzieje,że jednak rade da! Gdzie kucharek sześć....,albo gdzie dwóch ogrodników,ha ha.
    Tak wiec powstał ogród bez planu,pstrokaty,bo czyż w imię nieskazitelnych rabat mogę jej odmówić tych różowych floksów pomieszanych z żółtymi jeżówkami? A niech patrzy do woli,a niech się cieszy.
    Czasami jest tak,że błędy robimy świadomie,z wyboru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja w Twoim ogrodzie jest wyjątkowa. Wcale nie uznałabym za błąd tych decyzji, radość Twojej mamy jest najważniejsza. Każdy ogród ma swoją specyfikę, u Was są nią dwie gospodynie.
      Myślę, że ogrodnik często dokonuje takich wyborów, bo optymalna decyzja z punktu widzenia estetyki ogrodu jest niemożliwa (choćby z powodu finansów). Kompromisy są konieczne.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. Lubię Twojego bloga i czytam go systematycznie, jak tylko pojawi się nowy wpis. Świetnie napisałaś o "błędach", które w zasadzie prawie każdy popełnia przy zakładaniu i prowadzeniu ogrodu. Dorzucę trzy grosze do Twoich bardzo trafnych przemyśleń:

    1.Przy doborze roślin ważny jest stopień nasłonecznienia poszczególnych zakątków oraz wilgotność (lub jej brak) gleby i nawet jej skład chemiczny. Np u mnie rewelacyjnie rosną niskie berberysy, w glebie jest chyba jakiś pierwiastek, który nadaje im bardzo nasycony odcień koloru, do tego sucha gleba. Ostatnio posadziłam berberysy "Concorde' o ślicznych fioletowych listkach przez cały sezon wegetacyjny, a jesienią przebarwiają się na cudowny kolor między szkarłatem a fioletem.

    2. Cisy zdecydowanie tak - zamiast tui. Nie mam i nie miałam ani jednej tui w ogrodzie, ale cisów mam sporo, są piękne, będę je cięła w łuki.

    3. Mój błąd to wsadzenie kilkanaście lat temu wielkich drzew iglastych, np. czarnych sosen, świerków, modrzewi, które chorowały na osutkę i takie zbrązowiałe wyglądały koszmarnie. Większości chorych już się pozbyłam .
    4. kupowanie "chciejstw", np kupiłam ślicznego, szczepionego na pniu buka "Trikolor", myślałam, że będę go przycinała, ale szybko zrezygnowałam z niego, bo u mnie wcale nie wyglądał tak cudnie, różowe obrzeża wcale nie były różowe (właśnie przez skład chemiczny gleby), ale bordowe przy bordowych liściach, więc w zasadzie niewidoczne, w dodatku po latach to ogromne drzewo, wysadziłam go na działkę parkową, którą mam za drogą - tam jest część naturalna, wymagająca tylko dwa razy w roku skoszenia trawy.

    5. Sadzenie cebulowych - święta racja, przechodzę stopniowo na botaniczne, kupowanie co roku cebul to strata pieniędzy.
    6. Róże, trochę ich mam, ale chyba powoli będę się z nich wycofywać, nie ze wszystkich, niektóre sprawdzają się świetnie, np. Munstead Wood, róże francuskie, inne po trochu wywalam.

    7. Dlaczego tak późno doceniłam szklarnię? Teraz wiem, że to konieczna rzecz w ogrodzie, od dwóch miesięcy jemy świeżą zieleninę", a w warzywniku nawet jeszcze nic nie wzeszło.

    8. Odstęp od żywopłotu, by było miejsce do swobodnego koszenia - tak, tak, i jeszcze raz tak! Nigdy nie należy zakładać rabaty przy samym żywopłocie, bo to same kłopoty, na szczęście u mnie mąż szybko mnie tego nauczył podczas przycinania żywopłotu.

    9. Agrowłóknina - nie na rabatach, tak w części warzywnika.

    10. Sadzenie roślin wytrzymujących lokalny klimat, mrozy itp. - tak, tak, tak!

    Myślę, że jeszcze wiele bym napisała, ale już wystarczy zawracania Tobie głowy moimi wywodami. To wszystko przecież doskonale wiesz:)

    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Agnieszko, dziękuję za Twoje uwagi. Masz rację, że każda gleba ma swoja specyfikę. U jednej osoby coś rośnie, a u innej, w pozornie takich samych warunkach - nie daje rady. Albo ma inną barwę czy odcień, jak jest w przypadku Twoich berberysów.
      Ja, niestety, nie mam szklarni. I nie bardzo mam gdzie postawić, muszę zadowolić się warzywnikiem. Pewnie gdybym na początku znała jej zalety, jakieś miejsce bym wygospodarowała.
      Z drzewami iglastymi, które wyrastają "za wielkie" chyba wiele osób ma problem. Jakoś nie potrafimy sobie wyobrazić ich siły wzrostu, a może się o tym nie myśli? Ostatnio czytałam w "Sekretnym życiu drzew", że na niżu europejskim to nie są rodzime drzewa, że sadzone tu są słabsze i łapią szkodniki i choroby. Może trzeba stawiać na liściaste drzewa? Pamiętając, jak duże się rozrastają. Tym bardziej, że nie chodzi tu tylko o koronę, ale i system korzeniowy - nie widać go, ale może bardzo utrudnić życie roślinom wokół.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  22. Izo cudowne to ostatnie zdjęcie Twojego ogrodu leśnego. Czy te rośliny nie pasują?, pasują jak najbardziej, wyobrażam sobie wysiłek jaki włożyłaś by osiągnąć takie cudo. Wiem bo sama próbuję w swoim kawałeczku coś zrobić, korzenie, suchość robią swoje.
    Niestety mąż namówił mnie a włókninę pod truskawki, już nie mogę się doczekać aż ją zerwę, wyłazi to zielsko pod spodem, truskawki , małe chowają się i duszą. Okropność, poczytałam o Twoich błędach, postaram się skorzystać, ale wiesz, czasami trzeba na własnej skórze czegoś doznać żeby się przekonać. Korci mnie ten żwirek w wodzie.Pozdrawiam, DTJ1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Dorota, cieszę się, że chwalisz Leśną Rabatę, bo jest bliska memu sercu. O wysiłku nawet nie chcę pisać (zresztą rozbudowuję ją w dalszym ciągu). Pisałam o tym działaniu wbrew naturalnym warunkom, bo przecież musiałam tam wymienić glebę. A hosty czy paprocie kojarzą się raczej z wilgotnym środowiskiem, raczej z lasem mieszanym. Ale to taki mój kompromis, fajnie, że chwalisz.
      Pewnie, że wiele rzeczy trzeba przetestować na własnej skórze. Tym bardziej, że to, co jest błędem w jednym ogrodzie, niekoniecznie nim jest w drugim. Pozdrawiam!

      Usuń
  23. Świetny wpis i jeszcze lepsze zdjęcia :) Co do systemu nawadniania, sam miałem myśli czy nie przeprowadzić samodzielnie prace gruntowe. Na szczęście znajomy polecił mi http://podlewanie.pl/

    Co do samej treści. Ciekawi mnie ile wody w sezonie letnim zużywa Twój ogród?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pochwałę.Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, ile wody w sezonie idzie na ogród. Mam własną studnię, więc zużycie prądu jest większe, ale ile wody... nie wiem, czy to się da jakoś sprawdzić. Ze wstydem przyznaję, że nie jest to zbyt ekologiczne podejście. Ale w tym roku zakładam beczki na deszczówkę przy rynnach!

      Usuń
  24. Jak to dobrze, że tacy pasjonaci ogrodów istnieją i że tak chętnie dzielą się swoją wiedzą. Naprawdę dzięki wielkie. Szkoda,że tak późno tu trafiłam. Ten blog to fascynująca lektura, od której nie mogę się oderwać. Niestety jakoś jestem odporna na wiedzę, bo właśnie zakładam ogród (już trzeci sezon) i popełniam tylko błędy. Oczywiście nie stać mnie na fachowca i zaczynam tracić nadzieję, że dam sobie sama radę ��. Cóż przynajmniej wiem, że innym się w końcu udaje, choć mi już zaczyna brakować początkowego entuzjazmu. Może powinnam tylko kopiować ogrody takie jak ten?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Elżbieto! Bardzo się cieszę, że uznajesz moje pisanie za przydatne i dziękuję za miłe słowa pod adresem bloga i ogrodu.
      Trzeci rok ogrodowania to naprawdę niedużo. Wszystkie przyjemności (i kolejne błędy) jeszcze przed Tobą! Jeśli zajrzałaś do artykułów opisujących powstawanie kolejnych zakątków mojego ogrodu, to widziałaś, jak wyglądały po 3 latach, a jak później. Tworzę ogród od 10 lat i ciągle popełniam błędy i ciągle nie jestem zadowolona z efektów.
      Jak mówią: błędy to wielkie chwile - to momenty, kiedy uczymy się czegoś nowego. Jeśli już wiem, co mi się nie udało, jestem o lata świetlne do przodu.
      Jestem pewna, że masz na swoim koncie wiele sukcesów. Obyś nie miała takiej skłonności, jak ja, do skupiania się na minusach... Na pewno dasz radę sama, ale trzeba pogodzić się z tym, że tworzenie ogrodu to proces. Najważniejsze, to mieć pomysł na swój kawałek świata, wizję ogrodu, a reszta stopniowo się ułoży. Nie ma sensu kopiować, zajrzyj do artykułu: "Poszukiwanie stylu" w części: Historia mojego ogrodu. Tam pisałam, co według mnie jest najważniejsze na początku, może coś Ci się przyda. Wsłuchaj się, co Ci w duszy gra, wtedy można z innych ogrodów przenosić pomysły do siebie.
      Powodzenia i zapraszam do czytania!

      Usuń