piątek, 6 lutego 2015

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

Taki prawdziwy początek to był wtedy, gdy zaczęłam marzyć o własnym domu. Nigdy tego nie chciałam, byłam „blokowym” człowiekiem od zawsze, posiadanie domu kojarzyłam tylko z wiecznymi wydatkami i kłopotami.
Na ten temat miałam przynajmniej zdecydowaną opinię, bo ogród to nawet nie pojawił się w mojej głowie.

I pewnej nocy na wakacjach miałam sen – słowo daję! - że mieszkam w domu wśród pól... wychodzę na ganek... i jestem taka szczęśliwa...
I z tym uczuciem się obudziłam. I już wiedziałam,że chcę tak mieszkać.

Nie do końca się to udało, ale kiedy pojawiła się okazja kupna działki otoczonej lasem, nie miałam wątpliwości (pieniędzy też...). To był rok 1995.
Jedyne zdjęcia z tego okresu dają jakieś pojęcie, jak to wyglądało – porośnięta zaśmieconą łąką polana, otoczona młodymi sosnami. I ciek wodny...


Potem w trakcie budowy z łąki zostało klepisko, na które dowieziono dobrej (rzekomo) ziemi. Tyle wiedziałam. A reszty miałam się dopiero dowiedzieć.




Wprowadziliśmy się w 97. Nie było mowy o zatrudnieniu projektanta ogrodu, oczywiście nie było żadnych wolnych pieniędzy. Zresztą wydawało się, że wystarczy posadzić trawę i nic więcej nie trzeba. Tak wyglądała nasza pierwsza murawa, zrobiona samodzielnie bez większego pojęcia.


Początki były tradycyjne - posadziłam parę iglaków, szpaler tuj na granicy z sąsiadami, a na środku założyłam niby- trawnik. I zachwycałam się, że w zasadzie mieszkamy w lesie, więc tak naprawdę przecież NIC nie trzeba robić.
Potem długo nic się nie działo, pochłonięta byłam innymi sprawami, m.in. pracą zawodową. Jeśli ktoś podarował mi jakąś roślinę, wsadzałam ją byle gdzie, bez żadnej koncepcji. Kwestia dobierania gatunków, komponowania kolorów itp. w ogóle nie istniała.
Efekty były wiadome... Mój „ogród”  ratował las, drzewa, które tu rosły wcześniej.
Wtedy tak naprawdę ogrodnictwo dla mnie nie istniało, choć cieszyło mnie, że mieszkam w zielonym miejscu.


Lubię myśleć, że ogród stał... czekał na mnie...

Drugi moment zwrotny nastąpił gdzieś w 2006 r. Odkryłam wtedy własny ogród!
To przychodziło stopniowo... Kryzys w pracy, kłopoty, obraziłam się na świat.
Okazało się, że napięcie można odreagowywać w ogrodzie i stopniowo nastąpiło przewartościowanie.
Odkryłam świat bez rywalizacji, z ustalonym naturalnym rytmem, gdzie porażki nie bolą, a uczą...
Kwiaty nie oceniają, za to potrzebują uwagi i troski...Wszystko nabiera sensu.
I tak to się zaczęło.




 


14 komentarzy:

  1. Historia Twojego ogrodu ma dokładnie tyle lat, ile moja córcia. A że ogród jest jak nasze dziecko, chcielibyśmy, by był piękny pod każdym względem. Twój jest :D Sweety

    OdpowiedzUsuń
  2. Tamaryszku, tak spaceruję u Ciebie i widzę, że nasze ogrody zaczęły istnieć w tym samym roku, moją łąkę kupiliśmy również 1995 roku:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy więc "ogrodowe dzieci" w jednym wieku! Ja kilka pierwszych lat zdecydowanie zmarnowałam... Dla ogrodu to dużo.

      Usuń
  3. Czytam po raz trzeci historię Twojego ogrodu, to było tak jak w filozofii wschodu: dać się ponieść losowi... i nie przeciwstawiać się.
    W odpowiedniej chwili dojrzeć do robienia nowych rzeczy.
    Ja mój ogród założyłam kiedy Tato się ciężko rozchorował. Był w szpitalu a ja siedziałam pod balkonem w domu rodziców (nie mieszkamy razem)i patrzyłam za płot gdzie stała działka nieuprawiana, zarośnięta chaszczami i pomyślałam, tak jak Ty, że ona na mnie czeka, jak Tato wróci ze szpitala to ja, oprócz opieki nad nim muszę się zająć czymś innym. Nie wiedzieliśmy jak znaleźć właściciela.Szukaliśmy. I wtedy się okazało, że działka ta została zaledwie 2 miesiące wcześniej wystawiona na sprzedaż! Kupiliśmy ja w 2012 roku, mogę tylko krótko stwierdzić dla mnie OGRÓD JEST FILOZOFIĄ ŻYCIA
    Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne przemyślenia, jak Ty. Napisałam nawet w artykule: "o mnie", że ogrodnictwo to styl życia. Bo pojawienie się w moim życiu ogrodu zmieniło mój sposób myślenia, system wartości, sposób życia... A najważniejsze, że na lepsze!
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Bożeno.

      Usuń
    2. Dzięki wielkie, juz nie moge sie doczekac wiosny,ja jestem ogrodnikiem weekendowym i te sobotnioniedzielne wizyty w ogrodzie nas ożywiają i stymulują. Teraz ratowalismy polamane i poodginane drzewa.
      Bożena

      Usuń
    3. Oby do wiosny, Bożenko!

      Usuń
  4. Jeśli ostatnie zdjęcie to Twój ogród, to Ci zazdroszczę :)
    Pięknie :) W takim miejscu można odciąć się od całego zgiełku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to mój ogród, ale to zdjęcie sprzed wielu lat, teraz wygląda zupełnie inaczej. Myślę, że ładniej! Zapraszam do czytania o moim ukochanym ogrodzie.

      Usuń
  5. Ostatnie zdjęcie mnie oczarowało, tyle w nim przestrzeni. Gdybyś nie napisała, że to było sadzone tak bez pomysłu/planu pomyślałabym, że posadziłaś to z rozmysłem i specjalnie tworzyłaś ten fantastyczny dla mnie efekt przestrzeni. Po raz kolejny przekonuję się, że to samo dla różnych osób będzie inaczej postrzegane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... niby to się wie, ale zawsze zaskakuje, że ktoś może zupełnie inaczej postrzegać to, co my. Na tym zdjęciu są początki ogrodu. Las się rozrósł, znaczna część trawnika została,bo też cenię przestrzeń, ale pojawiły się nowe rabaty (np. wzdłuż żywopłotu po lewej stronie Długa Rabata), inne się zmieniły... Według mnie jest ładniej. Ciekawa jestem, czy będziesz tego zdania po zapoznaniu się z nowszymi zdjęciami.

      Usuń
  6. Moim skromnym zdaniem nawet bez kwiatów wygląda pięknie, wiec chyba masz rękę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chwalisz, ale według mnie, na tym etapie ogród się co najwyżej dobrze zapowiadał. Nadal go tworzę, ale przecież ogród nigdy nie jest skończony.

      Usuń