wtorek, 31 marca 2020

"CZAS NA DZIAŁKĘ" ROBIN SHELTON

Smutny i trudny mamy teraz czas. Praca w ogrodzie skutecznie odrywa myśli od złej sytuacji, ale jeśli na dworze zimny wiatr i 4 stopnie na plusie, jak to bywa w marcu, odprężenia trzeba szukać i w domu. Na takie chwile zawsze jest dobra lektura.
Do takich relaksujących, wywołujących uśmiech książek, należy "Czas na działkę " Robina Sheltona.

jedna z książek na smutne czasy

Podtytuł brzmi: "Dwóch facetów, jedna szopa, zero pojęcia" - to Wam daje wyobrażenie, jaka to jest książka.
Ale tylko do pewnego stopnia, bo nie jest to po prostu opis perypetii, związanych z zakładaniem ogródka warzywnego przez dwóch dyletantów.
Pewnie połowę tekstu zajmuje opis stanu ducha bohatera. Robin jest w trudnej sytuacji i kiepskim stanie psychicznym - pogrążony w depresji, rozwiedziony, bez pieniędzy, porzucił pracę.
Na kartach książki obserwujemy więc z jednej strony, jak powolutku przeobraża się kawałek zaniedbanej ziemi oraz jak to przedsięwzięcie zmienia człowieka, chorego na depresję (choroba dwubiegunowa).
Oba procesy pozytywne, a tak bardzo potrzeba nam dziś pozytywnego przesłania.


Kumpel głównego bohatera, Steve także przeżywa ciężkie chwile i szuka odskoczni od swoich problemów.
I jakoś tak, nie wiadomo jak, po kilku piwach, przyjaciele wpadają na pomysł, żeby wydzierżawić ogródek działkowy. "Lekko przymroczeni piwem postanowili zostać działkowiczami", z jakiegoś powodu uznając, że to pomoże im odzyskać grunt pod nogami.

moss
grunt w Kąciku pod Lipą (czyli cegłę) porasta mech - te włoski to chyba spory?


a obok na murku rozwija się wilczomlecz mirtowaty



Wiosną decyzja zapadła. Żeby było jak najmniej pracy, bohaterowie wybrali działkę jak najbardziej zachwaszczoną, uznając, że skoro rosną tam chwasty, to i warzywa będą same rosły.
Potem całe lato toczyli dyskusje, co trzeba będzie zrobić na tej działce i jak fajnie byłoby mieć szopę (bo tak naprawdę to ona interesowała ich bardziej niż potencjalne zbiory z grządek).
Za prace wzięli się jesienią...

Początki, oczywiście, były trudne - z banalnych powodów - po 5-minutowym kopaniu "zaczynali świszczeć" i koniecznie musieli odpoczywać. Ale nie poddawali się, bo przecież pod chwaściorami "drzemał uśpiony zbawiciel ich zdrowia psychicznego".
Żarty żartami, ale czy nie bywa tak, że ludzie którzy "nie mają kontroli nad rozwojem sytuacji w normalnym świecie" odnajdują się w ogrodnictwie i zakładaniu ogrodu?

No, więc tyrali... tym bardziej, że na sąsiedniej działce pracował "człowiek, być może starszy od ich dwóch razem wziętych, a na pewno wyglądający na zdrowszego od ich dwóch razem wziętych".

W trakcie były i chwile zwątpienia - bo "czy liczba kalorii, pozyskanych z uprawianych warzyw choćby zbliża się do liczby kalorii wydatkowanych? Ile marchewek musiałbym zjeść, aby uzupełnić energię, włożoną w ich uprawę?"

to wyniki mojej aktualnej pracy - fragment oczyszczonej Długiej Rabaty


na stoliczku na ganku - tu nawet, gdy jest tylko kilka stopni można usiąść z herbatą


Obaj panowie, zabierając się za pracę, "właśnie dowiedzieli się, że ziemniaki nie rosną na drzewach", tzn. nie mieli zielonego pojęcia o ogrodnictwie. Na szczęście matka bohatera zajmowała się ogrodnictwem "od wielu stuleci", istnieli wokół życzliwi działkowicze i sklepy charytatywne, gdzie za pół darmo można było nabyć poradniki ogrodnicze (seria "warzywnictwo dla debili").

Początkowo Robin lubił jeździć na działkę zwłaszcza wtedy, kiedy nie miał tam nic konstruktywnego do zrobienia. Bo "przyjeżdżał tam wyłącznie po to, aby być gdzie indziej, niż był".
Ale jakże pokrzepiająca była myśl: "nawet jeśli inne rzeczy istotnie nie mają sensu, mogę kopać"."
A uporczywe bóle pleców? Ach, te rozkosze relaksującego ogrodniczego hobby!". Zresztą Robin zauważył "pewne dziwne zjawisko: prawie po każdym dniu pracy na działce czuł się nieporównanie lepiej niż rano". Co nigdy się wcześniej nie zdarzało.

I tak dzień po dniu dokonywało się "zbawienie jego duszy za pomocą szpadla".
Jego rozmyślania o zajęciach działkowicza zajmują sporo miejsca w książce. Np.uzdrawiająca okazała się świadomość, że brał na siebie "odpowiedzialność za przedłużenie, a nie gwałtowne zakończenie cyklu wegetacyjnego warzywa." (!) Takie filozoficzne bez mała rozważania towarzyszą na kartach książki opisom budowy szopy, wyrywania chwastów i debatowania przyjaciół nad wyborem odmian ziemniaków.

pozostałość po wiosennych porządkach - dowód, jak działa włóknina pod korą - widać, jak duże korzenie ją przerastają


tak wygląda włóknina pod spodem, możecie sobie wyobrazić, jak się namęczyłam, żeby ją usunąć


Robin i Steve też borykali się z problemami, choć innego rodzaju. Robin pisał: "Nienawidzę ogrodnictwa. Bezsensowna strata czasu, energii i pieniędzy.(...) Najlepszy ogród to ogród zalany czterema calami betonu z północy na południe (...), a działki są dobre tylko dla tych ludzi powyżej osiemdziesiątki, którzy nie potrafią bez czyjejś pomocy dostać się do Tesco."
Zamartwiał się, że wysiewy mogą się nie udać, a jeszcze gorzej tym, że dopiero zbiory będą miarą rozmiarów porażki. Tym bardziej, że "sukces bądź porażkę działkowego przedsięwzięcia utożsamiał z powodzeniem całego swojego projektu życiowego".

Ale to były momenty chwilowego załamania, a miarą ostatecznego sukcesu przedsięwzięcia niech będą słowa:
"Nie wiem, czemu nikt mi wcześniej nie powiedział o uzdrawiającym działaniu ogrodnictwa."

Bo Robin i Steve osiągnęli to, co zamierzali - już to było coś wyjątkowego w ich życiu.
A poza tym "dwóch facetów bez pojęcia w niecały rok trzynastokrotnie zwiększyło swój kartoflany stan posiadania (jak również zbudowało szopę), zebrali bowiem 26 ziemniaków! Ten fakt nie mieścił się w ich wcześniejszej "supermarketowej mentalności"
Nic więc dziwnego, że ich wiara w siebie i poczucie własnej wartości wydatnie wzrosło. Zaczęli kontrolować własne życie.
Niech żyje ogrodnictwo!

"Czas na działkę" to książka lekka, łatwa i przyjemna. Ta osobista opowieść Sheltona to "dowód na to, że dzięki uprawie warzyw człowiek staje się szczęśliwszy" i zdrowszy, także psychicznie.

Jeśli potrzebujecie lektury, która oderwie Was od problemów i wprawi w lepszy nastrój, "Czas na działkę" jest jedną z takich książek. Dlatego któregoś z ostatnich wieczorów do niej wróciłam.

śliczne, pełne ciemierniki oklapły po mroźnych nocach, spróbuję je podeprzeć


za to cebulice radzą sobie doskonale, bardzo je lubię


Życzę wszystkim zdrowia!


czwartek, 19 marca 2020

MAHONIA POSPOLITA - DLACZEGO MAM JĄ W OGRODZIE?

Nie lubię mahonii. Ale mam jej sporo w ogrodzie. Dlaczego?

mahonia aquifolium
moja pierwsza mahonia - to miejsce trochę się zmieniło od czasu zrobienia zdjęcia, ale mahonia pozostała


Mahonia trafiła do mojego ogrodu w Czasach Ignorancji, dostałam ją od kogoś z rodziny i posadziłam, ot tak, bez uzasadnienia, na narożniku domu, blisko przejścia.

Wyobraźcie sobie, że przez te wszystkie lata ta pierwsza mahonia pozostała na swoim miejscu!

wtorek, 10 marca 2020

MARZEC JAK KWIECIEŃ

Nie pamiętam, żebym w pierwszym tygodniu marca miała uprzątniętą połowę ogrodu...
Wzięłam się intensywnie za pracę (tu i tu można przeczytać, co zwykle robię wiosną), bo wszędzie widziałam przebijające się liście cebulowych i to bynajmniej nie tylko przebiśniegów czy krokusów. A ponieważ nie sprzątam rabat przed zimą, okrywa je gruba warstwa liści (twardych dębowych), igieł i wszelakich odpadków, więc wyglądało to kiepsko.
Może i roślinom to by nie zaszkodziło, ale ja nie mogę w pełni cieszyć się urokami tej wczesnej wiosny, więc wzięłam się za sprzątanie.

odsłoniłam łany krokusów

poniedziałek, 2 marca 2020

NEWBY HALL GARDENS

Dawno nie wspominałam swoich podróży do Anglii, więc dziś zapraszam do Newby Hall.
W ten sposób znajdziecie się wśród 140 000 zwiedzających ten ogród co roku.

angielska rabata bylinowa
jeden z charakterystycznych zakątków - uroczy Sylvia's Garden

Herbaceous Long Border angielska rabata bylinowa
a to fragment osławionej długiej rabaty bylinowej

niedziela, 16 lutego 2020

PLANOWANIE WARZYWNIKA

Plan warzywnika na ten sezon jest gotowy. Część nasion już zamówiłam, resztę jeszcze dokupię, no, i pora ruszyć w pole!
Pierwsze prace zaczynam już teraz - uporządkuje grządki, oczyszczę z miliona igieł i chwastów, dosypię trochę obornika granulowanego i dużo kompostu. Nie będę bardzo przekopywać, tylko spulchnię widłami. Głębiej pogrzebię w ziemi tylko pod marchew.

Tak uporządkowaną glebę przykryję na czas jakiś czarną agrowłókniną, żeby się szybciej ogrzała. Bo przecież w marcu będą pierwsze wysiewy (groszku cukrowego, roszponki, a zaraz potem rzodkiewki, wczesnej marchwi, dymki czy szpinaku).

płotek wokół warzywnika, metalowy płotek
warzywnik latem - jak widać, nie jest cały dzień w słońcu

piątek, 7 lutego 2020

MOJA PUSZCZA KAMPINOSKA

Mój ogród znajduje się przy otulinie Puszczy Kampinoskiej, mogę powiedzieć, że lasek, będący częścią ogrodu, jest jej fragmentem, a tylna furtka prowadzi prosto tam. Prawie codziennie chodzę do puszczy na spacery, a wpływ tego wielkiego kompleksu leśnego na mój kawałek świata jest ogromny. Niech więc nie dziwi Was tytuł artykułu i sam temat.

trasa codziennych spacerów

czwartek, 30 stycznia 2020

SPÓJNOŚĆ W OGRODZIE

Ostatnio na forum Ogrodowiska natknęłam się na wymianę zdań o spójności w ogrodzie. I pomyślałam sobie, że to temat zdecydowanie zasługujący na oddzielny artykuł.
Ale na wstępie warto przypomnieć pewne sprawy.

Każdy ogrodnik jest twórcą i każdy to indywidualność. Ale generalnie można nas pogrupować w pewne typy i doskonałym do tego kryterium jest stosunek do roślin.

kompozycja z pastelowych bylin
niektórzy ogrodnicy uwielbiają takie delikatne, pastelowe kompozycje (ogród pokazowy)